Seks to zmysłowa przyjemność, tak jak jedzenie. Dlatego osoby, które lubią jeść, zwykle lubią też się kochać. Niech więc pokażą, na co je stać, zamiast tonąć w kompleksach. Pokaż mi, jak jesz, a powiem ci, jaka jesteś w łóżku - to moja własna zasada i upieram się, że jest w niej więcej prawdy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Gdy widzę, jak kobieta je z apetytem, pomrukując sobie z zadowoleniem: "Mmm, pyszne", a potem rozochocona sięga po kolejną porcję, by jeszcze raz poczuć słodką rozkosz na podniebieniu, jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, że nie ma kłopotów z seksem - z wagą być może, ale z seksem raczej nie. Dlaczego?
Smakosze cenią seks
Otóż tym, co tak naprawdę pozwala nam czerpać radość z miłości
fizycznej, jest otwartość na bodźce zmysłowe - umiejętność odbierania
podniet, których dostarczają nam zmysły, i odpowiadania na nie.
Jedzenie pobudza przede wszystkim zmysł smaku i powonienia, zaś seks -
oprócz tych dwóch - jeszcze zmysł dotyku, słuchu oraz wzroku. Dlatego
nie wierzę, że ktoś, kto potrafi docenić dobre wino oraz to, jak
doskonale dopełniają się smaki szynki parmeńskiej i melona, będzie w
łóżku głuchy i ślepy na rozkosze zmysłowe. Chyba że da się otumanić
kompleksom, ale o tym za chwilę.
Poprawne do bólu
Zupełnie odwrotne skojarzenia mam w stosunku do osób, dla których -
widać to przy stole - jedzenie jest tylko przykrym obowiązkiem (jedzą,
żeby przeżyć, a gdyby ktoś wynalazł pigułki, które zastąpiłyby posiłki,
zaraz by z nich skorzystały). Dłubią w talerzu z obrzydzeniem i nie
rozumieją, czym wszyscy tak się zachwycają - ot, zwykły kawał mięcha.
Pewnym niepokojem napawa mnie również obserwowanie przy stole kobiet
zbytnio wystudiowanych, prawdopodobnie wychowanych w świecie nakazów i
zakazów, tego, co przystoi i nie przystoi, które siedzą spięte,
sztywne, skubią jedzenie jak ptaszek (bo kobiecie nie wypada się
obżerać), nie zwracają uwagi na to, jak coś smakuje, tylko jakie robią
wrażenie - czy przypadkiem nie mają pietruszki na zębie, czy nie
wyglądają głupio, gdy usiłują zmieścić w buzi wielki kawałek pomidora.
Przychodzi mi wtedy na myśl, że panie te mogą mieć pewne trudności z
wyrażaniem się w seksie (choć oczywiście nie muszą) - wydają się zbyt
poprawne, za bardzo się kontrolują, by tak naprawdę wczuć się w
sytuację, by dać się ponieść zmysłom. Tak jak przy stole, w intymnej
sytuacji z mężczyzną mogą starać się trzymać fason - zamiast płynąć na
fali zmysłów, mogą sprawdzać ukradkiem, czy dobrze wyglądają, odgarniać
włosy wystudiowanym gestem i pojękiwać wypracowanym jękiem. Efekt? Ich
seks może być nieco sztuczny, zbyt kontrolowany, a szanse na orgazm -
mniejsze. Oczywiście moje seksuologiczne refleksje przy kolacji
pozostawiam dla siebie, przezornie nie informując współbiesiadników o
swych podejrzeniach wobec nich. Cóż, każdy ma jakieś zboczenie
zawodowe...
Kompleksy - twój wróg!
Z tego, co do tej pory powiedziałam, mogłoby wynikać, że osoby
puszyste, po których zamiłowanie do jedzenia widać na pierwszy rzut
oka, nigdy nie mają z seksem żadnych kłopotów. Tak różowo oczywiście
nie jest. To, co najczęściej przeszkadza im w pełni cieszyć się
zbliżeniami, to kompleksy. Oj, a kompleksów korpulentne kobiety
potrafią mieć więcej niż kilogramów. A wtedy zaczynają się problemy. Bo
niezależnie od tego, jak często on mówi jej, że jest piękna i powabna,
ona wie swoje: "Jestem gruba, a ty mówisz to wszystko tylko po to, aby
mi sprawić przyjemność". Gdy każdy jego szczery komplement jest
traktowany jak przejaw litości, mężczyzna może w końcu dać za wygraną.
ciag dalszy...
Wstyd - zły doradca
Kobieta, która nie kocha i nie docenia siebie, nie potrafi do końca
uwierzyć w to, że ktoś inny może ją kochać i doceniać. Potrafi dawać,
ale nie potrafi brać. Zrobi wszystko, by zatrzymać partnera, by sprawić
mu przyjemność, odsuwając na drugi plan swoje własne potrzeby. W łóżku
zakompleksiona dziewczyna często odczuwa skrępowanie. Wstydzi się
pokazać partnerowi nago, nie chce się kochać przy zapalonym świetle.
Wybiera nie te pozycje, które sprawiłyby jej największą przyjemność,
lecz te, w których on nie zobaczy rzekomych mankamentów jej figury.
Trzeba umieć brać
Przez większość czasu kobieta spełnia marzenia partnera, nie swoje,
uważa, że nie ma prawa niczego od niego oczekiwać. A choćby nawet on
chciał obdarzyć ją pieszczotami, których ona potrzebuje (wierzcie lub
nie, drogie panie, ale kochający mężczyzna ma takie zapędy), ona mu
tego nie ułatwia. Bo znów - zapuściłby się gdzieś w zakazane rejony i,
nie daj Boże, zauważyłby te zwały sadła i cellulitu, które ona próbuje
ukryć. Zamiast wprawić się w błogi nastrój, dziewczyna cały czas
nerwowo obserwuje siebie i jego reakcje na nią: "Krzywo spojrzał,
czyżby z obrzydzeniem? No tak, mój wielki tyłek. Pewnie się trzęsie jak
galareta. Muszę wyglądać idiotycznie" itd. W takich warunkach i przy
takim nastawieniu kobieta nie potrafi czerpać przyjemności z seksu. Ale
i mężczyzna nie jest do końca szczęśliwy - przecież wyczuwa, że coś
jest nie tak. Z czasem jednak nawet najbardziej kochający i troskliwy
facet może ulec pewnej znieczulicy, uzna, że widocznie tak ma być, i
przestanie stawać na głowie, by sprawić partnerce przyjemność, poniekąd
wbrew niej samej.
On przecież wie lepiej
Proponuję więc, drogie panie, porzucać kompleksy przed wejściem do
sypialni. Albo - co byłoby znacznie rozsądniejsze - pozbyć się ich w
ogóle jako niepotrzebnego balastu. Atrakcyjność w seksie ma naprawdę
niewiele wspólnego z wyglądem. Liczy się energia, polot, wyobraźnia,
najlepiej połączone z odrobiną frywolności (żeby nie powiedzieć -
rozpasania), dystansu do siebie oraz humoru. Proponuję również przyznać
mężczyźnie prawo do własnego zdania - to nie będzie łatwe, ale się
opłaci. Skąd w nas, kobietach, silne przekonanie, że wiemy lepiej, co
naszemu facetowi się podoba, niż on sam? Czy naprawdę wierzymy, że
wszyscy panowie są takimi męczennikami i wybierają sobie partnerki,
które uważają za brzydkie? Jeśli jest z tobą, to dlatego, że uważa cię
za atrakcyjną kobietę. Jeżeli idzie z tobą do łóżka, to dlatego, że go
podniecasz. Daj mu się napatrzeć na kochane ciało, nacieszyć każdym
jego kawałeczkiem. I ucz się od niego... akceptować siebie taką, jaka
jesteś.
(kobieta.gazeta.pl)
(.es)
Komentarze (0)

Napisz Komentarz


