-Będziesz na kolacji?- zapytała Marta.
-Postaram się.
Krzysiek siedział do niej tyłem i zakładał buty. Codzienny widok który zdążył się już wyryć w jej pamięci. Czasami przyłapywała się na tym, że nie mogła przypomnieć sobie jego twarzy. To nie była wina Krzyśka. Jej też nie. Od dawna żyli obok siebie, a nie ze sobą.
-Marta, zrobisz coś dla mnie? Podrzucisz te papiery? Dzisiaj masz zdaje się
rozmowę, będzie ci po drodze.
-Miałam wczoraj- Spojrzał na nią. Odwrócił się i spojrzał. Przez chwilę jego
zdziwione oczy były skierowane na nią. Tylko przez chwilę.
-Coś musiało mi się pomylić, ale w takim razie i tak masz wolny dzień. Zrób to
dla mnie, dobrze?- Jeszcze skrzypnięcie łóżka, kiedy pochylił się by pocałować
ją na pożegnanie. W policzek, czoło, tym razem, gdzieś w okolicy lewej skroni.
Tam gdzie trafiał. Trzaśnięcie drzwiami, szum windy. Cisza.
Wzruszyła ramionami i włączyła radio. Co teraz? Dziwne, nie miała na nic
ochoty. Stała pośrodku kuchni, na zimnej podłodze i zastanawiała się co ze sobą
zrobić. Wykąpać się? Wyjść? Napić się kawy? Położyć się i przespać dzień?
Gdyby tak mogła pociągnąć za tą drgającą
nitkę. O tutaj, owinąć ją wokół palca i wyciągnąć na światło dziennie.
Upierdliwa nitka tęsknoty za nie wiadomo czym. Może za świadomością że to błąd?
Utknęła. Wypaliła się.
Jesienne słońce grzało przyjemnie. Krew zaczęła krążyć w żyłach a czarne myśli
rozpierzchły się niczym, robaki skrywające się pod kamieniem ciążącym na sercu.
Na ulicy tętniło życie. Wsiadła w pierwszy nadjeżdżający autobus. Zawiózł ją do
centrum. Najpierw zaniosła papiery Krzyśka, a resztę dnia postanowiła spędzić w
mieście. Żeby tylko nie w domu, nie samej. Wszędzie była sama, ale między
ludźmi było to mniej dotkliwe. Mogła pijąc kawę przysłuchiwać się rozmowom
ludzi siedzących obok. Mogła przyglądać się parom spacerującym po parku. Mogła
iść przez nikogo niezauważona, ale w zgodnym, ulicznym nurcie. Była częścią
czegoś ogromnego i mogła to poczuć idąc tak po prostu. Jak dobrze, że nie
została w domu.
-Dzięki, że zaniosłaś te papiery, ale mogłaś zrobić to
odrobinę wcześniej.
-Nie mówiłeś, że to takie pilne.
-A nie mogłaś się domyślić?
Wstawiła talerze do zlewu i zostawiła Krzyśka samego w kuchni. Włączyła
telewizor i siadła na kanapie z podwiniętymi nogami. Mimowolnie zaczęła słuchać
dyskusji na temat sztuki współczesnej.
...wyrok jaki zapadł w pani sprawie był
na pewno zaskoczeniem. Pani prace są obecnie wystawiane w tylko w jednej
galerii w kraju. Co pani zamierza?
-Nic- niesamowicie niski i głęboki głos zelektryzował Martę. Kamera
przesunęła się po obrazach i wideo instalacji.
-Ta galeria należy do mojej przyjaciółki
i robię jej przysługę wystawiając prace właśnie u niej. Reszta tego kółka
różańcowego może się stroszyć i gdakać ile chce. Mam na tyle wysokie poczucie
własnej wartości, że nie bardzo mnie to obchodzi. Wierzę, że to co robię jest
autentyczne i słuszne. Lata pracy w Holandii utwierdziły mnie w przekonaniu, że
jestem dobra i moje prace mają ogromne znaczenie na światowym rynku sztuki.
-Jest pani bardzo pewna siebie. Czy to że bazuje pani na skandalu nie jest
odrobinę przestarzałym zabiegiem marketingowym?
-Pierdol się... – Marta zakrztusiła się herbatą. Dopiero przy tych słowach
kamera zatrzymała się na twarzy malarki. Niesamowicie opanowana, chłodna,
piękna i całkowicie bezpłciowa twarz. I to klasyczne „pierdol się”
wypowiedziane z takim ładunkiem erotyzmu, że Marta musiała zacisnąć uda. To ta
twarz, ta osoba, ta... kobieta?
To ona była świadkiem przebudzenia się Marty. Nigdy nie czuła się bardziej
naga, niż gdy oglądała tamten obraz. Czy to możliwe tak głęboko przeżywać
sztukę? Przypomniała sobie dreszcz, który przebiegł jej po plecach, gdy
patrzyła na coś, czego nie rozumiała, zaledwie zarys, zamazane kontury,
przelewające się kolory i fala emocji która na chwilę oderwała ją od
rzeczywistości.
Tym razem z ulgą pożegnała Krzyśka. Idź już sobie, idź, powtarzała w myślach,
chcąc się od niego uwolnić, ale jak na złość, chciał się kochać. Zrobiła to,
dla siebie. Zamknęła oczy i kochała się tak, jak było to namalowane na obrazie.
Kochała się w płomieniach, kochała klęcząc, kochała będąc ukrzyżowaną. Dopiero,
gdy przy szczytowaniu otworzyła na moment oczy poczuła przeszywający ból, jakby
w jej ciele naprawdę szalał ogień. Ta zmęczona, skupiona, wykrzywiona w
orgazmie twarz jej męża tak ją zraniła. Każde z nich kochało się dla siebie. On
miał swój świat, a ona dotychczas żyła tym co jej łaskawie ofiarował. To był
jego dom, odwiedzali ich jego znajomych, jeździli jego samochodem i żyli za
jego pieniądze. Była elementem świata należącego do Krzysztofa. Starannie
dobranym i teraz zapominanym. Stopniowo pokrywającym się kurzem. Już nie była
tak atrakcyjna. Nie była jak wino, ani jak dzieło sztuki, nie zyskiwała z
każdym dniem na wartości. Wręcz przeciwnie.
Na szczęście w końcu wyszedł. Po wszystkim po prostu ubrał się i wyszedł. Nie
bacząc na to, co przed chwilą robili, jak co dzień, cmoknął ją po prostu w
policzek. Zimno i mechanicznie. A ona tylko na to czekała. Zerwała się z łóżka
i wbiegła prosto pod prysznic. Ubrała się starannie i wytuszowała rzęsy.
Wreszcie będzie miała coś swojego, pójdzie i kupi ten obraz. Za pieniądze męża,
a jakże, ale będzie należał tylko do niej.
Przed wejściem do galerii przystanęła jeszcze na chwilę i na dole obrazu, na
białej ramie, z boku odnalazła kartkę z nazwiskiem: Angela Blackie.
-W czym mogę pomóc?
Do Marty podeszła kobieta. Wyglądała dość przeciętnie.
Maskujący krągłości garnitur i fryzurka przypominająca hełm. Do tego wąskie
usta i przygaszone oczy. Marta straciła cały impet z którym tu przyszła.
Kupienie tego obrazu miało być jak przyjęcie komunii, a do tego potrzebna jest
wiara. Patrząc na tą kobietę, straciła jakąkolwiek wiarę w to, że może sobie na
to pozwolić i nie pomyliła się.
-Nie jest na sprzedaż. To moja prywatna własność i moja inwestycja. Zresztą to
tylko kopia stworzona przez malarkę. Oryginał jest w Berlinie na wystawie.
Znowu bijące z twarzy rozczarowanie sprawiło, że poczuła się niezręcznie.
-Niestety, Angela Blackie jest artystką na takim poziomie, że rzadkością jest,
aby jakakolwiek jej praca była do kupienia w galerii, tym bardziej takiej jak
moja. To, że są tutaj jej prace, zawdzięczam tylko temu, że znam ją osobiście.
Otwierałam galerię, kiedy ona zaczynała karierę. Promowałam ją od początku.
Odniosła wielki sukces, szkoda, ze nie w naszym kraju.
-Dlaczego?
-No cóż, niech pani sama zobaczy. Zbyt dużo nawiązań do symboliki katolickiej.
Marta odetchnęła, kiedy udało się jej oderwać od właścicielki. Z narastającą
fascynacją oglądała kolejne prace Angeli. Nigdy nie interesowała się sztuką i
po raz pierwszy przeżywała ją tak głęboko. Wszystko co zrobiła ta kobieta
wydało się jej być doskonałe pod każdym względem.
-Musi pani kochać kobiety równie mocno jak ja...
Niesamowity głos sprawił, że Marta zamarła. Tuż za jej
plecami stała przyczyna małej wojny rozgrywającej się we wnętrzu Marty.
-Albo po prostu rozumie pani sztukę- dodała z lekkim uśmiechem kiedy już Marta
zdołała się odwrócić.
-Jest pani, to znaczy pani prace są...
W geście kapitulacji, bezradnie opuściła obie ręce. Nie
umiała nazwać tego wszystkiego.
-Jest pani krytykiem, albo kimś w tym rodzaju?- zapytała malarka.
-Jestem nikim.
Angela uniosła brwi, a Marta miała ochotę uderzyć się w
czoło.
-To znaczy, nie znam się na sztuce, po prostu wczoraj, przypadkiem zobaczyłam
ten obraz.
-„Ofiarowanie”, nie należy do moich ulubionych, niestety te które naprawdę
kocham są obecnie w Berlinie. Są zbyt cenne by przewozić je tutaj, a i tak żadne muzeum tutaj nie zechciałoby ich
wystawić.
-To okropne. Ludzie po prostu nie doceniają.
-To prawda, jest pani chyba jedyną osobą, oprócz Teresy, właścicielki tej
galerii, do której tak głęboko dotarły moje prace. To dla mnie ogromny sukces.
Marta stała jak sparaliżowana. Walczyła ze sobą, żeby nie klęknąć przed tą
kobietą.
-Właśnie wybierałam się na kawę, zechce pani skorzystać z mojego zaproszenia? Z
radością posłuchałabym, co tak naprawdę poruszyło panią w „Ofiarowaniu”.
-Mam na imię Marta- wydusiła z siebie w końcu.
Spędziły razem pół dnia. Tyle czasu rozmawiały, piły kawę i spacerowały. Angela
słuchała uważnie, a Marta mówiła swobodnie, jakby całe życie spędziła na
studiowaniu sztuki. Angela była zupełnie inna niż w telewizji. Gdzieś
rozpłynęła się jej arogancja i agresja. Za to o swojej pracy mówiła z pasją,
nie zapominając przy tym o Marcie. Nie był w niej nic z nadętej gwiazdy,
chociaż gdy Marta przypominała sobie z kim tak naprawdę przebywa, na chwilę
traciła pewność siebie.
W domu nie mogła się na niczym skupić. Była tak podekscytowana, że na przyjście
Krzysztofa musiała zamówić pizzę. Cały przypalony obiad wylądował w koszu.
-Co Ci się stało? Jakoś dziwnie wyglądasz.
-Poznałam kogoś niesamowitego- odpowiedziała szczerze czekając na dalsze
pytania.
-Bzykasz się z kimś za moimi plecami?
Pytanie było tak wulgarne, że Macie jedyne co przyszło do
głowy to:
-Pierdol się.
-O co ci kurwa chodzi, co? To był przecież żart.
-Jutro wieczorem wychodzę. Idę na wernisaż.
-Z tym gogusiem? Co? Powiedz mi.
-Po prostu poznałam artystkę, malarkę, ale i performerkę i ogólnie to
niesamowita osoba. Po prostu chcę iść tam jutro.
Nie mogła się pohamować, musiała z kimś podzielić się swoją
radością. Mówiła bez ładu i składu szukając cienia zrozumienia na twarzy męża.
Jej poruszenie nie zrobiło na nim wrażenia. Nadal jadł bezmyślnie zapatrzony w
talerz, głośno mlaskając.
-No i idź, i baw się dobrze. Jejku, myślałaś, że ci zabronię, czy jak?
Starzejesz się.
Skutecznie schłodził jej zapał.
Gdy otworzyła drzwi Angeli, przez chwilę zastanawiała się, czy to normalne, że
czuje się jak przed randką. Uświadomiła sobie że ta kobieta ją podnieca i to
bardzo.
-Angelo to mój mąż, Krzysztof.
-Mąż?- Podała mu rękę, a on niechętnie ją przyjął. Nie spodobała mu się, Marta
czytała z wyrazu jego twarzy. Przez moment miała przed sobą, dwie tak różne osobowości,
że nie mogła w to uwierzyć. Angela w jej domu. Piękna Angela, w wysokich
butach, męskiej białej koszuli i czarnym skórzanym płaszczu. Angela wyglądająca
tak nierealnie. I Krzysztof. Podstarzały lowelas, w wymiętych spodniach od
garnituru.
I nie spodobało mu się, to, że Angela otwiera przed Martą drzwi.
Czekając na windę przejrzała się ich odbiciu w szybie. Jakby blask Angeli ją
opromieniał. Zaraz jednak zganiła się za tą myśl. Za wszelką cenę starała się
wrócić na ziemię, opanować to co się w niej gotowało, ale w końcu uśpiony przez
wiele lat wulkan dał o sobie znać. Zatrzęsło windą w posadach i stało się.
Najzwyczajniej w świecie. Kiedy Angela się pochyliła żeby nacisnąć guzik, Marta
ja pocałowała. Trwało to sekundę, ułamek sekundy. Po prostu ich wargi zetknęły
się. A potem spanikowała.
-Spokojnie, to tylko wernisaż. Nie musimy zostać do końca. Ślicznie wyglądasz.
Wszystko będzie w prywatnym mieszkaniu i nie będzie dziennikarzy. Ta wystawa to
dzieło życia mojego przyjaciela. Będą sami znajomi.
Marta nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało, ale Angela zachowywała
się tak spokojnie, że i z niej powoli ustępowało napięcie. Po prostu idzie się
dobrze bawić. Idzie zobaczyć sztukę. Kontrowersyjną sztukę o której nie ma
zielonego pojęcia. Co taka idiotka jak ona może robić w takim miejscu? Boże,
znajomi? Sami artyści z najwyższej półki i ona, ignorantka, najmniej
odpowiednia osoba do tego by iść tam z Angelą.
Podjechały do najzwyklejszego w świecie bloku. W mieszkaniu panował nastrój prywatki. Nie było wiadomo, co jest sztuką, a co zwykłymi, domowymi sprzętami. Ludzie niczym żywe eksponaty sunęli z plastikowymi kubeczkami w dłoniach. Wejściu Angeli towarzyszyły oklaski. Nie było wątpliwości, że to ona jest tutaj gwiazdą. Marta z trudem zorientowała się kto jest autorem wystawy. Gdy się jej to udało na chwilkę zostawiła Angelę i zaczęła się przyglądać. Nikt jej nie zaczepiał, o nic nie pytał. Była jak niewidzialna. Nie pasowała tutaj. Mogła w spokoju nasycić się widokiem dla niej niezrozumiałych obrazów. Na ścianie, na poduszkach, nawet na ekranie telewizora, wszędzie kłębiące się ciała, sami mężczyźni. Nie było w tym uczucia, nie było emocji. Tylko próba sił. Ordynarna i agresywna, tak by określiła tę wystawę, gdyby ktoś ją zapytał. Wypiła drugi kubeczek szampana. Bolały ją nogi od wysokich obcasów. Usiadła na futrzanym fotelu, mając w nosie czy jest to element ekspozycji.
-Nareszcie coś z treścią- zauważyła Angela, podchodząc do Marty, lekko kołysząc chłopięcymi biodrami.
-I jak oceniasz?- Podszedł do nich autor. Pełen napięcia czekając na werdykt. Wschodząca gwiazda. Było widać, jak bardzo liczy się ze zdaniem Angeli. Być może nawet miał nadzieję że wystąpi po niej na wystawie w Berlinie. Nazwa tego miasta pełzała po ścianach tego pokoju, jak zaklęcie. Największe wydarzenie w najbliższych dniach.
-A jak ty?- Niski głos Angeli i pytanie skierowana do Marty. Zaskoczenie chłopaka. A więc tak to działa. Jedno jej słowo, a tyle od niego zależy? Angela bawi się. Wie, jak niepewnie czuje się młody artysta, bo nie wie kogo powinien się bać. Wie tylko ile znaczy zdanie kobiety, która ma już tak ugruntowaną pozycję na świecie. Wiele by dał by być na jej miejscu. Niespełnione nadzieje i ciągłe oczekiwanie. Angela zna to bardzo dobrze, ale nie da mu tego czego oczekuje, wie też jak bardzo trzeba być twardym, by nie dać się zmieść z powierzchni ziemi. Ona jest twarda. Dowód? Jest tutaj, w tym kraju, przyjechała, chociaż nie musiała. Przywiozła swoje prace ze sobą. Wystawiła się na osąd ludzi, którzy nigdy nie sięgnęli głębiej.
Marta z lekką obawą analizowała sytuację. W końcu jednak
wczuła się w rolę.
-Gdybym miała własną galerię nie wahałabym się wystawić twoich prac. Są
naprawdę dobre - Gdy zobaczyła zadowolenie na twarzy chłopaka, przestało mieć
znaczenie, że Marta nie bardzo wie o czym mówi. Ważne, że była tu z kimś, kto
przyjął za całkiem naturalne, to co teraz powiedziała. I kto wierzył, że ona
wyczuwa sztukę intuicyjnie.
- Kręci mi się w głowie- Zapach rozgrzanego ciała Angeli oszołomił Martę. Do tego
brak świeżego powietrza i tłok. Za dużo wrażeń, jak na jeden wieczór.
-Czas na nas, gratuluję, to będzie sukces, zobaczysz- powiedziała Angela.
Tylko kilka słów w stronę chłopaka. uściski dłonie i ignorowanie protestów. Jeszcze numer telefonu nabazgrany na serwetce przez młodego artystę. Zdziwienia Marty. Angela położyła dłoń na jej plecach i wyszły. Jak para.
Cicho wsiadły do samochodu. Marta walczyła ze sobą, nie chciała żeby ten wieczór tak się skończył. Pożałowała tego, że zachowała się jak prowincjonalna gąska. Zrobiło się jej słabo jak jakiejś hrabiance. Zaprzepaściła wszystko. Ruszyły. Napięte udo Angeli, jej szczupła dłoń, z długimi palcami na kierownicy. Marta rejestrowała najdrobniejszy fakt, chcąc zapamiętać tą chwilę jak najdłużej.
-Jest jeszcze wcześnie. Może wpadniesz do mnie na herbatę?
Słowa jak spadająca gwiazda, spełnione marzenie. Marta
odetchnęła z ulgą, chwytając się myśli, że jeszcze nie wszystko stracone.
Magiczna chwila trwała nadal.
Zatrzymały się na podwórzu kamienicy. Ciemne okna i niesamowita cisza. Jeszcze
trzaśnięcie drzwiami, ostry sygnał alarmu gdzieś za bramą. Schody. Wąska klatka
schodowa, trzecie piętro ostatnie i już, jeszcze tylko zgrzyt klucza w zamku.
Angela nie zapaliła światła. Stały w mroku i czekały. Angela
na przyzwolenie, Marta na cud. Nie stało się nic. Ktoś zapomniał rozpisać te
role, a drugoplanową aktorkę zjadła trema. Tylko jedna gwiazda świeciła jasno
tej nocy.
-Zmarzłaś?- głos Angeli rozchylający ciszę.
-Nie...
-To dlaczego drżysz?
Dwa kroki, tylko dwa kroki.
To było prostsze niż mogło się wydawać i wcale nie takie
straszne. Cuda się jednak zdarzają. Nawet w tak nieprawdopodobnych miejscach
jak ta kamienica. To tutaj Marta po raz pierwszy się kochała. Na podłodze, w
pokoju z wielkimi oknami, z szerokimi parapetami i z piecem kaflowym. Nie było
łóżka, ani słów, była czerń nieba rozciągniętego nad miastem. To wystarczyło
żeby stracić poczucie rzeczywistości, zapomnieć się. Żeby podejść do Angeli i
drżącą ręką dotknąć jej ust, początkowo lękając się odrzucenia. Tylko przez
chwilę. Jedno westchnienie i poprowadzenie za rękę. Marta zamknęła oczy i
zaufała. Ktoś znał ją lepiej niż ona sama. Ktoś odkrywał przed nią tajemnice
jej ciała. Kobieta.
-Poczekaj... – Angela przytrzymała jej dłonie nad głową. Przygniotła swoim
ciężarem. Drugą dłonią wodziła po talii Marty, językiem kreśliła koła wokół
sutków, szeptała do ucha i
powstrzymywała strużkę rozkoszy, po to by za chwilę mogła
zamienić się w potężną falę.
Uda sklejone potem, śliną i sokami wybijały wspólny rytm. Włosy Angeli łaskotały piersi kiedy ta zsuwała się niżej i jeszcze niżej i potem była tylko tęczowa gorąc rozlewająca się w środku. Marta eksplodowała plamkami farby. Ochlapała całe pomieszczenie krzycząc przy tym radośnie. Kiedy osunęła się bez sił pod powiekami widziała siebie jadącą na różowym rowerze ze wzgórza, prosto we wschodzącą kulę słońca
-Przepraszam, zasnęłam...- Była lekko obolała, z trudem się podniosła.
Nieruchoma Angela, siedziała naga na parapecie, nie zwracała uwagi na Martę.
Nie słyszała kiedy zamknęły się drzwi.
-Cześć, dlaczego tak wczoraj uciekłaś?
-Nie wiem, Krzysiek czekał. Za dużo czasu ci zajęłam. To był cudowny wieczór.
-Spotkajmy się. U mnie.
-Krzysiek właśnie wyszedł, a ja napiłabym się kawy.
-Może być tam gdzie spotkałyśmy się pierwszy raz?
-Będę za pół godziny.
-Marta? Mam wolne popołudnie.
-U ciebie?
-Rozładowuje mi się telefon. Czekam...
Było późne popołudnie, kiedy Marta wracając do domu, postanowiła zajrzeć do
galerii. Ta jednak była zamknięta, a na wystawie nie było obrazu. Były umówione
z Angelą na wieczór, ale zapomniała zapytać o zmiany w galerii. Zdenerwowanie
nie pozwoliło jej się cieszyć tym spotkaniem. Krzysztof był coraz bardziej
wścibski. Nie podobało mu się że tak często wychodzi i już nie potrafił ukryć
swojej niechęci do Angeli.
Tym razem Marta biegła z bukietem kwiatów. Nawet się nie kryła przed Krzyśkiem. Kupiła je po drodze, wiedząc że patrzy z okna. Wrócił z pracy i znowu minęli się w drzwiach. Był wściekły. A Marta szczęśliwa biegła na spotkanie.
-Po co ci te walizki Angela?
-Wyjeżdżam.
Brzdęk szkła na podwórku. A może to tylko kruchy świat Marty roztrzaskał się w
mgnieniu oka. Odłamek szkła uwierał a nieproszone łzy zebrały się pod powiekami.
-Jadę do Londynu.
-Wrócisz?
Smutny uśmiech i uspakajający dotyk dłoni na policzku. Gwiazda Angela Blackie
wciąż nieporuszona, z ciepłym uśmiechem na ustach depcze po ruinach marzeń
biednej, zagubionej Marty.
-Nie.
Marta milczała patrząc wrogo na modne walizki stojące dumnie na środku pustego
pokoju. Czy już nigdy tu nie przyjdzie? Czy to mieszkanie umrze? Czy ktoś tu
będzie się jeszcze kochał?
-Dlaczego wczoraj galeria była zamknięta?- zadaje jedno pytanie na głos.
-Teresa jedzie ze mną.
A co się stanie z Martą? Z kim ma pojechać? Co ma teraz ze sobą zrobić? Spada w
przepaść. Wszystko się plącze. Robi się niewyraźne. Czy to ona mówi, czy Angela?
-Po co to wszystko było?
Za dużo pytań, same pytania... jak wyłowić to jedno,
najważniejsze, albo chociaż takie na które będzie mogła uzyskać odpowiedź.
-Być może po to, żebyś dowiedziała się czegoś o sobie
Angela nadal się uśmiecha, choć Marta już nie ukrywa łez.
-Życzę ci dużo szczęścia w Londynie, było cudownie, ale teraz… pierdol się-
dodane szeptem i nie tak efektowne jak to Angeli,
sprzed wielu, pięknych dni.
Marta nie czekała na pożegnanie. Zbiegła po schodach i dopiero na zewnątrz zatrzymała
się żeby przeszukać torebkę. Wyrzuciła jej zawartość na chodnik i nerwowo
przerzucała jej zawartość. W końcu natrafiła na książeczkę czekową Krzyśka.
Szminkę, chusteczki, tabletki, lusterko, notes i garść starych paragonów, wszystko zostawiła na ulicy.
Zatrzymała taksówkę i pojechała do galerii. Drzwi były otwarte, weszła mimo tabliczki,
że zamknięte. Zaskoczona Teresa popatrzyła na nią jak na upiora.
-Wiem że jedziesz z Angelą- Marta była spokojna, a
przynajmniej tak jej się wydawało.
-Słuchaj, nie chcę kłopotów...- Teresa wstała znad kartonów, w ręku trzymała
taśmę klejącą. Uniosła ją w obronnym geście.
-Ja też nie...- Marta jeszcze chwilę się wahała- sprzedaj mi galerię.
Zmięta książeczka czekowa i wątła nadzieja. Ledwie zalążek pomysłu. Już nigdy
nie wróci do Krzyśka. Teresa podeszła i niepewnie popatrzyła na Martę.
-Ale ja wrócę.
-Jakbym ja wyjechała z Angelą, nigdy bym nie wróciła. Zazdroszczę ci.
-Nie masz czego. To nie jest to co myślisz.
-To chociaż pozwól mi zorganizować jedną wystawę. Tylko jedną.
Marta stwardniała w środku. Myśli ominęły ból i skupiły się na jednym.
Zgnieciona serwetka z numerem telefonu. W tym świecie czuła się dobrze. I nie
był to świat Krzysztofa, ani Angeli, to był
jej świat do którego na chwilę zostali zaproszeni.
Skinięcie głowy Teresy i ulga. Marta już nie była bezpańska. Należała do tego
miejsca. Tu narodziła się na nowo. Zaczęła istnieć, bo dowiedziała się wie kim
jest. Angela miała rację. To po to było to wszystko.
Teraz ona stanęła po drugiej stronie szyby i spojrzała na ulicę. Jej wzrok ślizgał się po twarzach kobiet.




