To ja , kobieta. Trzydziestoletnia, młoda, taka zchodząca własnie z zakretu. Z zakrętu, na którym się znalazła z własnej winy i chęci. Jak to w piosence "... sama chciała... ". Może i chciała ale nie dostała tego, czego chciała. Obudziła sie niczym ze snu i zapragneła zmiany, miłości, samodzielności, wolnosci. Zapragneła życ pełną piersia a nie tyko marnie egzystowac. Dlatego też, zmienia swoje życie, zmienia aby nie wypuścic z rąk szczęscia. Znaleazła szczęscie i już wie, ono drugi raz może jej niespotkac.


