plusy i minusy bycia singlem - part 1

Dodany przez: salome w Pamiętnik

Tagowany w: brak tagów 

salome

/ przeniesione z forum /

ostatnio (chyba z nudów hah) usiadłam nad kartką papieru, którą, jak nietrudno się domyślić, podzieliłam od ręki na pół. umownie na pół, bo z niewiadomych powodów miejsca przeznaczonego na +y z góry zrobiło sie więcej przez krzywą kreskę ale potraktowałam to niemalże jak znak. więc, by nie być z góry ustosunkowaną podarłam wnet kartkę. wzięłam następną, wzięłam także linijkę i co do milimetra zaznaczyłam środek, podzieliłam i dopiero wtedy rozpoczęłam pisanie.

LEGENDA:

ponieważ jestem niewolnikiem szczegółów, nic nieznaczących dla innych zjawisk, niezauważalnych, mimowolnych ruchów, wymownych spojrzeń i półsłówek i cenię je znacznie bardziej niż wyliczanie jakichś abstrakcyjnych dla mnie pojęć, które cechami charakterów czy rzekomo nieusuwalnymi filarami sytuacji, elementami konfiguracji (według mnie wedle bycia zasadą winnymi obowiązywać częściej niż w połowie możliwych sytuacji) nigdy się nie okazują - będę pisać, czego rzeczywiście mi brak, czy o tym, co naprawdę mnie zadowala kierując się prawdziwą topografią swojej osobowości i tym, czemu owa 'osobowość' (osobliwość) naprawdę podlega.

najfajniejsze, najbardziej jaskrawe +y pojawiają się na początku zaznajamiania się :)

+ nie muszę chodzić do dusznych knajp, czy drogich restauracji po to, by wysłuchiwać czyichś dywagacji na temat trudów i znojów życia, na temat wzniosłych cnót i niepoddawania się nigdy, miłości, wierności i posłuszeństwie, francuskich filmów i sytuacji politycznej na Białorusi, ostatniego wypadu na Krym i wyśnionego domku w Genewie, dwójce idealnych dzieci i spokojnej, szczęśliwej stagnacji po to tylko by w końcu przekonać się o tym, że ów ktoś i tak jest fatalny w łóżku.
+ nie muszę znosić czyichś nachalnych smsów, maili, depesz i bóg wie czego mających w tytule "moja najdroższa", "moja wyśniona", słoneczko, skarbie, promyczku, koteczku, niuśku, cukiereczku, misiaczku, serduszko... po to tylko, by i tak potem siłą zamknąć temu komuś usta i wziąć po co przyszłam. przynajmniej jedna ze stron się nie oszukuje. to spora zaleta.
+ nie muszę znosić w tychże wyżej wymienionych aktach desperacji niedopieszczonych absztyfikantów /tek błędów ortograficznych!!! które wywracają mi flaki na lewą stronę.
+ nie muszę udawać, że słucham, że się przejmuję, że doprawdy interesuje mnie jeszcze czyjeś odczuwanie, czyjeś tłumaczenie się z tegoż odczuwania, czyjeś zawiłe drogi samotnej kontemplacji, czyjeś nieudane relacje, niedotrzymane sekrety, utracone nadzieje, że mam ochotę w imię nie wiem czego ponosić odpowiedzialność za czyjeś pokiereszowanie, za czyjąś dawną zdeptaną niewinność, czyjeś niespełnione ambicje i nieutulone żale. mam stać się workiem, do którego owe smuty będą wrzucane, ale "to przecież nie Twoja wina, wybacz, ale ja tak strasznie dostałam od życia! nie zrozumiesz tego nigdy, ale cóż. już taki mój los!"

sprawy oczywiste wypływające w toku relacji o ile do jej zadzierzgnięcia w ogóle dojdzie po takim wstępie :) :

+ nikt nie uzurpuje sobie prawa do ustawiania harmonogramu mojego dnia, co jest ogromnym argumentem! mimo nie posiadania niczego, co można by było nazwać grafikiem - wszędzie zazwyczaj udaje mi się zdążyć i nikt nigdy nie narzekał na to, że się spóźniam. i bez grafika mieszczę się w 24 h.
+ mogę w spokoju oglądać po raz 15 troję czy dzień niepodległości, tudzież matrixa i nie wysłuchuję, że tracę czas.
+ mogę położyć się do łóżka w bluzce i spodniach, jak przyszłam do domu po pracy i tak zasnąć nieprzykryta i bez paciorka i nikt nie będzie mnie budził i psuł pięknego, wymarzonego snu tylko dlatego, bo wczoraj założył nowe poszewki i prześcieradło.
+ mogę wstać w nocy z łóżka, podreptać do kuchni i wyjąć z lodówki caaały kawał camemberta i zjeść go bez chleba i nie wysłuchuję, że był na pół i że zaraz i tak będę głodna.
+ nie mówiąc o tym, że mogę nie jeść przez 5 dni, bo akurat zachciało mi się nie jeść z bliżej nieokreślonego powodu, niewymagającego chodzenia i biadolenia, że z pewnością się głodzę i nikt mi nie zawraca głowy swoją źle rozumianą opiekuńczością na którą mam absolutną alergię!
+ mogę wyjść w nocy na spacer w poszukiwaniu, nie wiem, dżdżownic dla swoich dwóch udomowionych jeży i nikt nie wyzywa mnie od świrów i nie każe mi się ubrać jak na zdobycie bieguna północnego, żebym tylko się nie pochorowała, co z pewnością w domyślę oznacza, żebym nie stanowiła zagrożenia dla otoczenia kiedy już będę chora.
+ mogę się przez miesiąc nie odzywać i nikt nie czuje się obrażany, ignorowany, niekochany, bo przecież jeśli się nie odzywam to Z PEWNOśCIą!!! oznacza, że powodem owego milczenia jest osoba ze mną związana, co niestety jest niemal niemożliwe do sprostowania. ba! tłumaczenie jest wręcz brutalnie odrzucane tak, że traci się ochotę na cokolwiek. nawet na milczenie.
+ w słabych okresach mogę po prostu zamknąć się w domu, wyłączyć telefon, zasłonić rolety i nakryć się kołdrą po sam czubek głowy i NIKT, kto mnie zna i szanuje moje 'stany' nie będzie próbował wtargnąć z butami do mojego życia. tłumaczył mi, nawracał, pocieszał, moralizował, rozbawiał, gadał do mnie, śpiewał, prał mi ciuchy, obarczał się moimi problemami, znosił kierat mojego milczenia, czy też mojej logorei, wytrzymywał nowe pomysły, racjonalnie analizował moje emocje, ponosił odpowiedzialność, był konsekwentny, cierpliwy i wyrozumiały w znoszeniu mnie, w dbaniu o moje potrzeby, w zaspokajaniu moich pragnień i pogłębianiu ze mną relacji. biczował się, że te wszystkie procedury na nic się zdają.

mowa końcowa

+ nikt nie zabiera swoich rzeczy pod moją nieobecność z naszego wspólnego domu wraz z moimi książkami, płytami i stosem wspólnych zdjęć, które powinien oczywiście z tego całego smutku ogromnego spalić.
+ nikt nie nadaje za moimi plecami do wszystkich naszych wspólnych znajomych, by mnie przekonali, nie buntuje mojej rodziny, moich psów, sąsiadów i nie spędza nocy na mojej wycieraczce grożąc, że się zabije, jak go / jej nie wysłucham
+ nikt nie wdaje się w bójkę, by się wyżyć za to niepowodzenie, nie muszę go odwozić do szpitala, składać zeznań, wydawać pieniędzy na taksówki
+ nikt mnie nie szantażuje, nie wzbudza poczucia winy, nie błaga i nie mendzi, że się zmieni, że zrobi, co zechcę, że da mi jeszcze więcej, że wszystko będzie cudownie i że będziemy żyć długo i szczęśliwie
+ nikt nie robi mi głuchych telefonów, nie śledzi mojej /go znajomych w przeświadczeniu bycia zdradzanym. nie obsypuje mnie najpierw kwiatami, biżuterią, biletami na Haiti, a potem nie szuka mnie przez policję i nie rzuca się na mojego kolegę geja, który przyszedł do mnie nocować, bym nie była sama i się nie bała i rano wychodził w pośpiechu do swojej pracy.
+ nikt nie napuszcza na mnie moich pracodawców szukając absolutnie każdej możliwej drogi, by się zemścić za odrzucenie. nie próbuje uwodzić mojej przyjaciółki, koleżanki, w końcu wroga, by zrobić mi na złość, nie rozsyła po moich znajomych moich roznegliżowanych zdjęć, by mnie ośmieszyć, by mnie zniszczyć, by mnie doprowadzić do szału.
+ nikt nie włamuje się do mojej skrzynki pocztowej, nie wysyła w ślad za mną bandy zbirów, nie życzy mi jak najszybszej śmierci.

wiecie co? minusów mi się dziś nie chce pisać

Komentarze (2)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejszy | większy

security code
Poniżej Wpisz Kod bezpieczenstwa


busy