Blog

Twórczość użytkowniczek
Kategoria >> Ogólne

nowy Batman, czyli hAmeryka kocha psychopatów

Dodany przez: salome w Ogólne

Tagowany w: brak tagów 

salome

tak wczoraj przy winku siedziałam z moją Szanowną Koleżanką, z zamiłowania kinomaniakiem, teatromaniakiem i performancemaniakiem w jednym i rozkminiałyśmy nowego Batmana. i nie tyle sam film jako całokształt nas powalił, co kreacja Jokera, która wybiła nas na dyskusję zupełnie innego rodzaju.

film jako taki jest naprawdę niezły. co prawda jak zwykle zionie bondem, dramaturgia ginie w akcji wraz z kolejnym wybuchem - odwracaczem uwagi, a tytułowy batman (bale) mimo sporych postępów aktorskich po prostu wysiada w konfrontacji z potęgą Jokera. to nieprawda, że nad J. nikt by się nie pochylił gdyby nie tragiczna śmierć tego aktora. facet naprawdę zatarł ślad po Jacku Nicholsonie. z wyniosłego, nazbyt racjonalnego a przy tym pozbawionego krzty autentyzmu - księcia zagłady STAŁ się psychopatą najgorszego (najlepszego!!!) gatunku. jak dla mnie on w ogóle nie gra. tak fantastycznie wsiąkł w tą rolę, że mam wrażenie, iż odnalazł psychopatę raczej w sobie, niż studiując namiętnie życiorysy 'kultowych' morderców. btw. zaczęłyśmy się zastanawiać, jak to się dzieje, że na przestrzeni ostatniej dekady (przynajmniej) role antybohaterów są o niebo lepsze, niż pierwszoplanowych herosów, do których babeczki wzdychają a chłopcy przebierają się w ich stroje i 'walczą ze złem'. że te role są konstruowane ciekawiej, są autentyczne i nie pozostawiają obojętnym. do tego, zazwyczaj dostają je dobrzy aktorzy. czy to jest superprodukcja czy skromny thriller.

pierwszy film, jaki nam się nasunął, to oczywiście "Psychopata" z Williamem McNamara w roli ekhm tytułowej. nie ma tam silnej opozycji jeden na jeden, świr vs bohater. Holly Hunter i Sigourney Weaver na swój sposób próbują go ścigać. nie jest to film, na który publika potencjalnie waliła oknami i drzwiami. więc i efekt uzyskany jest inny, niż w późniejszych produkcjach ze świrami w roli głównej. jest to świetny thriller, skierowany na zmieniająca się ciągle akcję, ale nie pomijający fluktuacji psychiki samego 'bohatera'. słowem - naprawdę warto obejrzeć, role są autentyczne a jak chodzi o Sigourney, to sądzę i nie jestem w tym odosobniona, że jest to jedna z najlepszych jej ról.

potem ulubiony film mej Koleżanki - Leon zawodowiec (hah!). nie no Jean Reno jest słodki. jest tak uroczy, że aż się nie można nadziwić, że taką profesję uprawia, ale przy jego racjonalizmie, wyważeniu, skromności właściwie nie można mu nic zarzucić. w końcu bycie psychopatą czego efektem może być ale najczęściej nie jest mordowanie ludzi a zarabianie na życie 'sprzątaniem' ludzi to dwie zupełnie różne rzeczy nie mające ze sobą nic wspólnego poza eee no mordowaniem ludzi.
bycie sprzątaczem, skrupulatnym i rzetelnym, przewidywalnym i zapobiegliwym, a posiadanie osobowości psychopatycznej grającej zawsze tylko według własnych zasad, nie układającej się z nikim i nie trzymającej się żadnych racjonalnych procedur to mix wstrząsający ale chyba nieczęsty w tzw rzeczywistości. jak to ktoś powiedział: "strzeż się amatorów (tu: psychopatów), zawodowcy (tu: klasyczni 'sprzątacze' są przewidywalni".

tworem iście genialnym w swej psychopatyczności jest w 'Leonie' Gary Oldman jako Stansfield - jedna z najbardziej przerażających postaci w dziejach kina. mój ukochany dialog z Matyldą:

"G.O. - kochasz swoje życie?
N.P. - tak...
G.O. - to dobrze. nie przepadam za odbieraniem życia komuś, komu na nim nie zależy".

ten film jest szczególny właśnie z tytułu "zamiany miejsc" antybohatera z bohaterem. "postmodernizm w każdym kadrze" cytując kogoś tam niegłupiego. ludzie solidaryzują się z zawodowym mordercą, nie policjantem ścigającym tego pierwszego w imię prawa, będącym... psychopatycznym mordercą. właśnie on ma tu najwięcej ludzkich cech. jakby zdolność (nawet teoretyczna) do racjonalnego wytłumaczenia swojego czynu, przygarnięcie sieroty, wyświechtany kodeks honorowy na tle psychopaty działającego bez racjonalnej dla innych - przyczyny - była właściwym powodem do 'akceptacji' czyjegoś postępowania, jako jedyne właściwe. jako to lepsze. jakby mord zyskiwał wymiar czynu 'szlachetnego' dzięki 'szlachetnemu' celowi. a przecież zabicie to po prostu zabicie i nie wiem, czy zabitego interesują powody.

w dorobku Gary'ego Oldmana jest jeszcze ZORG oczywiście. niby Piąty element. bajka dla dużych dzieci, ale ZORG skupia na sobie uwagę do tego stopnia, że nawet Milla traci przy nim blask. jego obsesyjne pragnienie działania na rzecz zagłady wszelkiego życia jest tak wspaniale uwiarygodnione jego zachowaniem na ekranie, że można się przejąć. jest fenomenalny. i mimo niezaprzeczalnego uroku Bruce'a Willisa - ZORG jest z całego tego filmu najchętniej wymieniany jako główny bohater. on jeden godną przeciwwagą dla Bruce'a i Milli i całego zastępu dobrych ludzi chcących ocalić ziemię.

potem jest oczywiście Matrix i genialny Hugo Weaving. pamiętam komentarze na forach kinomaniaków, gdzie wszyscy piali z zachwytu na widok tysięcy kopii Smitha. natomiast nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobrażałby chyba sobie nawet dwóch wersji Neo w jednym filmie. to by było zdecydowanie za dużo. antybohater idealny. ileż psychopatycznego narcyzmu jest w przemienianiu każdego człowieka w jego kopię. cudo.
oczywiście nie można pominąć hah szklanej pułapki, gdzie każdy kolejny antybohater (zwłaszcza w pierwszej i trzeciej części) bije Bruce'a na głowę. Alan Rickman i Jeremy Irons pokazują jedne z najciekawszych stron swoich umiejętności aktorskich. jako zachłanni, pozbawieni skrupułów, wyrachowani co tu dużo kryć (bracia!! mój boże) - złodzieje i mordercy w jednym. ale do bólu perfekcyjni. wyrugowani z jakichkolwiek ludzkich uczuć, zdeterminowani jednakże celem zupełnie przyziemnym. w tym dążeniu parszywie ludzcy.
do tego jeszcze dorzucić świetnego Killera braci Coen no i cudownego Jokera - króla chaosu. nawet po tej pobieżnej wycieczce po paru genialnych świrach kinowych nasuwa się konkluzja - czyżby w fabryce snów na topie było bycie psychopatą? granie psychopaty. taka może na wyrost teza. ale chyba nie pozbawiona powodów.

zaraz przypomina mi sie uwaga pewnego PR-a, że tragedią chwili obecnej jest poszukiwanie na menadżerów korporacji - osób z rysem psychopatycznym. że najlepiej sprawdzają się w warunkach takiej pracy. pozbawieni skrupułów i wykorzystujący swoją intuicję emocjonalną (bo empatią bym tego nie nazwała), inteligencję, potrzebę skupiania na sobie uwagi, skłonności do chorobliwej adekwatności sytuacyjnej (wpisywania się w nią najlepiej jak to możliwe, by uzyskać jak najwięcej z niej korzyści). czarujący i w swojej wypracowanej sile - do bólu autentyczni i osobom nic nie podejrzewającym - jawiący się jako menadżerowie kompetentni i otwarci na negocjacje. przy tym uroczy, zabawni i szalenie inteligentni. no. odlot. heh. tak. czysty odlot.


tym różnimy się od siebie.
Ja i ty
ja zabijam dla przyjemności
ty - dla wyrównania rachunków

 


przywróć domyślnie

Moje konto


kobieta