Wywiad

Dodany przez: torrrment w Opowiadania

Tagowany w: brak tagów 

torrrment
typ: stand-alone story, science-fiction.
Ostrzeżenia: pesymizm (bo tego rodzaju rzeczy mogą zrażać)
Beta: Yaga of Grey Wood;
Podsumowanie: jedyny wywiad, jakiego udzieliła Kina;
Nota autorska: tekst jest częścią większego opowiadania.

(rękopis z jedynego udzielonego przez Kaedę wywiadu. Zapisów na kryształach nie znaleziono. Właściciel i autor zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Zadawane pytania okazały sie być nieczytelne, zostały zatem pominięte.)

Mogę ci powiedzieć, nie mam nic przeciwko. Kwestia nie jest aż tak skomplikowana, jak mogłaby się wydawać. Aż dziwne, że nikt nie trafił na najlżejszy trop... ale nie mnie oceniać.

Cytat? Ależ proszę...

"Starczy, że usłyszę jedno przekleństwo, a przykleja się ono do mojego karku i promieniuje, wypowiedziane rozzłoszczonym tonem, takie naładowane, rozpasane, i nie potrafię się go pozbyć. Jakby zastępowało moją skórę, zapuszczało korzenie i sięgało aż do kręgosłupa i głębiej..."

Własna matka... czasami tak jest wygodnie, wierz mi. Nie wiedzieć, kim są twoi rodzice, nie znać ich i nigdy nie spotkać. Bo co dobrego z tego przychodzi? - spytała. Spojrzała w okno. Wyciągnęła papierosa z paczki i zapaliła. Nie wiedział, że potrafi. Powoli wypuściła dym z płuc.

Jak myślisz, czy przekleństwo, które pomimo zagłuszenia wraca do ciebie ciągle, które słyszysz nawet wtedy, gdy osoba, która je wypowiedziała już milczy, czy takie przekleństwo można anulować? Można co najwyżej uzyskać przeprosiny... kilka nic nie znaczących słów. Przekleństwo pozostaje. Ciągnie się za tobą długo, niemal do samego końca. Nie możesz się go pozbyć, chyba że wydrzesz kawałek siebie. Samemu sobie zadając ranę jesteś w stanie zmazać ból, który zadała ci inna osoba...

Niebo jest takie piękne dzisiejszej nocy. Księżyc świeci jasno, drugi schował się za chmurami... nie chcę, by ktokolwiek mnie kochał. Z tego przychodzą same problemy, nie uważasz? Miłość rodzicielska decyduje o tym, jaką miłością pokochasz w przyszłości. Jeżeli miłość rodzicielska była samymi wyzwiskami, tępymi uderzeniami, które otrzymywałeś za każdym razem, gdy prosiłeś o trochę czułości... powiedz mi, czy kochanie kogoś takim typem miłości przyniesie coś dobrego? Jeszcze więcej cierpienia. Bo jeżeli będziesz chciał uszczęśliwić drugą osobę i dać jej to, czego od ciebie oczekuje, prędzej czy później będziesz musiał zmienić swoje postępowanie, dostosować się do tej osoby wbrew sobie, a wtedy...

Nie, to coś innego. Wydzieranie sobie duszy w imię uwolnienia się od kogoś jest czymś innym niż ranienie siebie dla drugiej osoby. Jeżeli przelewasz swoją krew dla kogoś innego niż ty sam... nie w imię obowiązku czy przyrzeczenia... nie w imię przyjaźni czy zwierzchnictwa... tylko dlatego, że tego chcesz... twoja krew ciąży na tej osobie. Naznacza ją i pokrywa taką samą klątwą, przekleństwem. Może nawet gorszym. Czy chcesz, by ktokolwiek cierpiał w ten sposób? Najlepiej, by błędne koło załamało się na tępym ogniwie. Któreś musi pęknąć, by to szaleństwo się skończyło...

Wiesz? Lepiej nie kochać i nie być kochanym, by nie ranić innych...

Moje utwory? Czytałeś wiersz zamieszczony w pierwszej powieści Kaedy? Lepiej nie kochać, nie okazywać uczuć drugiej osobie, by nie doprowadzać do takich sytuacji. Ale... nie jesteś w stanie tego zrozumieć... już masz ukochanego. Kogoś, za kogo podstawisz się w momencie, który uznasz za konieczny. Ale powiedz mi - jeżeli ty zginiesz w zastępstwie tej osoby - czy nie będzie ona dwakroć tak cierpieć? Ze świadomością, że ukradła komuś życie? Więcej nawet - że ukradła życie osoby, którą kochała?

Miłość to takie skomplikowane uczucie... niby wszyscy rozumieją, czym jest i potrafią podać definicję, ale w praktyce zawsze wygląda to inaczej. Gdy już dochodzi do sytuacji, gdy miłość się pojawia - najczęściej nie jesteśmy w stanie jej zauważyć... a gdy tak się dzieje - jest już po fakcie...

Mówiłeś o moim pisarstwie. Zauważyłeś, na ile różnych sposobów jest ono interpretowane? A przecież ja piszę tylko o miłości i jej obliczach, o niczym więcej. Tylko nie znalazła się jeszcze osoba, która wyciągnęłaby kontekst i przełożyła te utwory tak, jak powinno się to robić.

Ha, możliwe. Ale co z tego? Metafora, odpowiednio zastosowana, może zostać odczytana na wiele różnych sposobów. Czy nie uważasz, że ograniczanie się tylko do jednego odczytania danej metafory jest karygodnym błędem? Ale, jeżeli już raz została ona odczytana, każda inna jej interpretacja będzie nosiła znamiona pierwszego odczytania... nigdy nic świeżego, osobistego... Zawsze trzeba się trzymać utartych schematów... Miłość jest cierpieniem, to właśnie chcę przekazać w tym, co tworzę. Miłość to róże, jakkolwiek piękne, ranią do krwi, ale bez tego bólu nie byłyby takie piękne.

Po co więc, w imię czego, zadawać sobie cierpienie, skoro można się bez niego obejść? Życie jest wtedy łatwiejsze, przyjemniejsze... Jakkolwiek by tego nie nazwać - gdyby pozbyć się z gamy ludzkich uczuć "miłości" i niemal wszystkich jej odmian życie byłoby o wiele prostsze. Wprawdzie stracilibyśmy wiele dość dobrych wytworów sztuki czy dość spora część naszej historii przybrałaby inny, całkiem odmienny obrót - jednak pomyśl - ilu przestałoby cierpieć, ilu żyłoby do tej pory...

Altruistka? Nie. Realistka, mój drogi. Opierająca się na obserwacji i doświadczeniu. Nic więcej nie powiem.

Również dziękuję. Proszę mnie powiadomić o jakichkolwiek zmianach, które mają być dokonane w ramach korekty i edytorstwa. Do widzenia.
Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejszy | większy

security code
Poniżej Wpisz Kod bezpieczenstwa


busy