ludzie zawsze będą "segregować" innych na homo, hetero, katolików, zielonoświatkowców, czarnych, zółtych, zielonych i bóg wie jeszcze jakich...kategorię sa potrzebne do bezpieczniejszego i pewniejszego poruszania się po rzeczywistości ludzi, których trzeba jakoś "upakować", dać nalepki, żeby było wiadomo "czym to się je"...
dlatego własnie uważam, że demokracja jest w pewnym sensie tyranią większości ( choć większość uważa, że demokracja to raczej tyrania mniejszości, które roszczą sobie jakieś nie wiadomo jakie prawa! ) i jest jedynie pewnym kompromisem ( pytanie o to, czy demokracja w naszym kraju w ogóle jest słowem, którego nie używa się na wyrost pozostawiam Waszym refleksjom

) ale wracając, uważam, że dobrą strona tych "nalepek" jest możliwość budowania jakiejś grupowej tożsamości...(wszak wiele lesek jednak jest krótkoobciętymi, ubierającymi sie po męsku, buńczucznymi pannami, które gwiżdżą na to, co sie o nich mówi...lub też na wszystko w ogóle

) może jednak istnieje jakieś bliżej nieokreślone pragnienie stworzenia pewnej powiedzmy "estetyki", jakiejs tylko naszej, tylko nam właściwej??? może stąd ta tendencja do ukazywania nas w społeczeństwie jako właśnie takich "męskich", nieokrzesanych czy...nie wiem...mających skłonność do alkoholu ( taka uwaga ostatnio obiła mi sie o uszy! ta cecha jest równie irracjonalna co przypisywanie wszystkim heterykom talentu do gry w tenisa! ), ale może społeczeństwo po prostu chce miec czarno na białym CO TO U LICHA LESKA JEST???
ja tak ciągle o społeczeństwie ale przynam się szczerze, że sama chciałabym mieć cos w rodzaju noktowizora i umieć zawsze rozróżnić? Dlaczego??? ot dla włąsnej satysfakcji, lub, żeby miec gwarancję, że nie dostanę po pysku...

póki co i tak się cieszę, że mój tzw "typ" jest tak bardzo ekhm "lesbijski", że mnie samej nie pozostawia wątpliwości która to les ktora nie, ale zaznaczam, że po porstu istnieje cos w rodzaju wrażliwości na pewne cechy w innych osobach, które nas w nich interesują, dlatego o ile "rozpoznaję" leski mijające mnie na korytarzach, w barach, na poczcie ( a stąd wiem, że je rozpoznaję właściwie, że sie potem zderzamy w klubach branzowych )

o tyle np. nie rozpoznaję tych pozostających poza obrębem mojego "typu". wyda się to dziwne, ale tak w istocie jest...przecież nie interesujemy się wszystkimi kobietami jakie nas mijają

( nawet w chwilach największej desperacji

) ale tym wybranym zbiorem ogólnie cech fizycznych, które budzą nasze zainteresowanie, stąd uważam, że zapędy do "kategoryzacji" i "segregacji gatunków" zawsze będą i to po obu stronach barykady...