Czy odczuwacie generalne roznice - generalne, bo wiadomo ze kazda milosc sie rozni, ze wzgledu na osobowosc partnera/partnerki - miedzy zwiazkiem z mezczyzna a zwiazkiem z kobieta? Chodzi o wasze samopoczucie psychiczne, wasze emocje zwiazane z osoba ktora kochacie. Istnieje roznica miedzy plciami pod tym wzgledem, czy czujecie sie "tylko kochane", nie analizujac tego? Czy czujecie sie z mezczyzna bardziej "bezpieczne", bo moze obronic sila fizyczna, lub czujecie sie lepiej "zrozumiane" w zwiazku z kobieta, bo ona tez jest kobieta? To tylko dwa przyklady, o jakich ja slyszalam. Jakie sa wasze doswiadczenia? Zapraszam do zwierzen.
Nigdy nie było mi dobrze z mężczyzną u mojego boku pewnie dlatego, że jestem homoseksualna ;D więc nie wiem też czy jest sens abym wypowiadała swoje zdanie o różnicach, bo z pewnością nie będę do końca obiektywna : dlatego też tego nie zrobię, ale wtrącę swoje 3 grosiki. Otóż znam biseksualną kobietę, która lepiej czuje się z drugą kobietą, choć do mężczyzn też ma słabość, ale twierdzi, że nie wyobraża sobie życia z kobietą, bo 'takie czasy' to bardzo ciekawe socjologicznie ja tego nie rozumiem :
:Oj zdecydowanie inaczej choć od dłuższego czasu nie mam styczności z mężczyznami , to uważam iż związki heteroseksualne są o wiele spokojniejsze....W dość bliskim mi środowisku homo związki to ciągłe kłotnie , nerwy , negatywne emocje... czasem kobieta z kobieta najchetniej by się pozabijały chociaż powinno być tak że kobieta kobiete bardziej zrozumie bla bla bla..dochodzi do bijatyk , niepotrzebnych scen , wyrzutów... samopoczucie psychiczne dramat !Być może ja mam jakies traumatyczne podejście ale mówie to co obserwuje w jakims tam otoczeniu. Oczywiście mówie o konkretnych przypadkach , napewno są też pary homo w których żuciu nic takiego się nie dzieje...Generalnie uważam że cześciej związkach homo wystepuje ta chora miłość... : :-
hmmm Trodno jest tak poprostu to wszystko ocenic. Jesli jestesmy les i niemialysmy zwiazkow opartych na milosci z meszczyzna nasza ocena napewno bedzie oparta jedynie na obserwacjach czy niemilych probach przekonania sie o swojej sexualnosci. Osoby bi rowniez sa zawsze bardziej "skierowane" na ktoras z plci wiec jakby kochaja np kobiety a meszczyzni owszem ale zazwyczaj do sexu lub odwrotnie. Hetero sexualne osoby natomiast zazwyczaj wogle niepotrafia zrozumiec na czym polega milosc homosexualna niemowiac juz o woli walki z calym swiatem o cos tak malo waznego jak zwiazek z osoba tej samej plci. Pozatym uwazam ze wiele naprawde wiele jednak zalezy od innych czynnikow takich jak okolica , znajomi, przyjaciele, rodzina, wychowanie. Milosc i realacje miedzyludzkie (jakiekolwiek) sa czesto wypaczone przez srodowiski. Mam tu na mysli np: U mnie niadzielnicy homosexualizm to horoba i trzeba to tepic- wiec jakby ktos homosexualny musi sie z tym kryc co powoduje niejaka agresje w nim a jednoczesnie inny Stosunek do partnera (wymuszony spolecznie). sa jednak miejsca gdzie ludzie otwarcie przyznaja sie do swoich sklonnosci i po "normalnych rozmowach z rodzina i znajomymi moga zyc spokojnie co daje im mozliwosc wcielenia tego spokoju w zycie. To oczywiscie tylko jeden przyklad wplywow spolecznych ale jest ich wiecej jak np praca, dom itd. Bycmoze dlatego Fetka stwietdzila ze zauwazyla ze w zwiazkach homo wystepuje ta chora milosc- gdyz jest ona niestety regolarnie zatrowama przez ludzi a to jednak meczy. Pozatym uwazam ze w zwiaskach hetero jednak ciagle w duzym stopniu pozostal Stereotyp zwiazku "meszczyzna pracuje kobieta moze ale jednak ma sie garami zajac" co niejako wprowadza uleglosc kobiet i ich podwladnosc mezowi. "Szczescie odlicza sie tym ze ma sie meza w domu oooo" Moim zdaniem kazdy dobiera sobie partnera ktory wydaje mu sie odpowiedni a zycie dopisuje rozne scenarjusze bo jak inni tak i my sie zmieniamy. Bolesne jest tylko to ze osoby homo czesto jeszcze musza sie kryc ze swoimi zwiazkami i uczuciami co niestety ich flustroje.
chore, toksyczne czy temu podobne milosci sa w kazdym zwiazku niezaleznie od plci, pochodzenia, rasy czy czego tam jeszcze. my tworzymy baze dla naszej milosci, my ja pielegnujemy lub nie i w zaleznosci jak to robimy taka ta milosc jest. pokutowalo kiedys (byc moze teraz tez) powiedzenie wsrod mezczyzn "jak sie baby nie bije to jej watroba gnije" i lali swoje partnerki gdzie popadlo i czym popadlo. Taka byla ich milosc bo innej nie poznali czy tez nie zaznali. A partnerki owych damskich bokserow? Znakomita wiekszosc tulila uszy po sobie mowiac, ze jak sie postawi to maz ja rzuci. Z tego wynikala prosta zaleznosc, ze byla z tym facetem tylko i wylacznie dla spodni, dla srodowiska (no jak to, kobieta i nie ma faceta?) czy dla rodziny zeby jej nie wytykali palcami. Oczywiscie tlumaczy;y mezow, ze to tylko czasami i nie tak mocno ale chlop musi bijac bo inaczej nie bylby chlopem. I to jest chore wlasnie. Wsrod nas zaobserwowalam inna zaleznosc. Mianowicie chora zazdrosc czyli innymi slowy: brak zaufania. A co po milosci bez zaufania? .
QUOTE: Wsrod nas zaobserwowalam inna zaleznosc. Mianowicie chora zazdrosc czyli innymi slowy: brak zaufania. A co po milosci bez zaufania?
Tez mam troche podobne odczucie. W moim zwiazku z mezczyzna nigdy nie dochodzilo do az takich scen zazdrosci, jak w zwiazku z kobieta. I to jest zastanawiajace, bo szerzy sie teze, ze "samiec" traktuje kobiete przedmiotowo od poczatkow swiata, wiec powinien byc bardziej zazdrosny. A wcale tak nie bylo... To wlasnie kobiety mialy wieksze jazdy z zazdrosci o mnie, jak rowniez ja o nie. Moja osobista teoria jest, ze o zwiazek z kobieta jest po prostu trudniej niz o zwiazek z mezczyzna. W koncu faceci hetero lataja wszedzie pelnymi stadami, ale kobiet ktore kochaja kobiety jest znacznie mniej. Za malo jest..."towaru" ;D (I kto tu przedmiotowo traktuje kobiety?) Wiec kiedy juz sie znajdzie ta ukochana, to Strach przed utrata tej wlasnie ukochanej sprawia ze swirujemy. Musze to obadac naukowo. Ale sie wkopalam.