kobiety
Witamy, Gość
Proszę zaloguj się albo zarejestruj.    Nie pamiętasz hasła?
Wasz pierwszy raz... (2 wejść) (2) Gości
W dół Odpowiedz Ulubione: 0
TEMAT: Wasz pierwszy raz...
#5470
Wasz pierwszy raz... 1 rok, 6 mies. temu Oklaski: 11  
...przy okazji wątku: ‘’wasze pierwsze spotkanie…’’ wspomniałam, że może wypowiem się na temat : ‘’wasz pierwszy raz…’’ słowo się rzekło, wątek założony (i to przeze mnie – chyba oszalałam) – czas podjąć wyzwanie… … przed naszym ‘’realnym’’ spotkaniem, dokładnie wiedziałyśmy jak będzie… dziesiątki razy opowiadałyśmy to sobie, ze szczegółami, detalami…. wiedziałyśmy, co która lubi, jak, kiedy, dlaczego…. ‘’’dziwnym’’ trafem w tej kwestii zgadzamy jak mało kto… po prostu, tak zwyczajnie – dwie pasujące do siebie foremeczki… … wybrałyśmy miasto, rezerwacja w hotelu zrobiona, ustalone, że jedziemy pociągami… nawet rozkład nam sprzyjał – różnica przyjazdu kilka minut… …wysiadam z pociągu i w ułamku sekundy natłok pytań: czy wygląda tak jak na zdjęciu; czy będziemy umiały ze sobą rozmawiać; czy to ma sens; co ja tutaj robię; czy ja zwariowałam - po co tutaj przyjechałam… i najważniejsze: czy będzie ta iskra, o którą zawsze chodzi… jeszcze nie wierzę, że Ją zobaczę… …JEST… widzę ją…. wszystkie pytania, wątpliwości uleciały…. Ona tam stała i czekała właśnie na mnie.... uśmiechała się i patrzyła tymi swoimi nieziemsko piwnymi oczami… …miałyśmy się pocałować na powitanie, ale przyznam się, że stchórzyłam – Ona przytuliła mnie mocno i zapytała: a teraz już wierzysz?... … wierzyłam… … łapiemy taksówkę i jak najszybciej do hotelu… miejsce bardzo ładne, ze smakiem urządzone – odpowiednie na pierwsze spotkanie….jeszcze tylko kilka formalności w recepcji i… i kobieta za kontuarem recepcji zadaje banalne pytanie: pokój dwuosobowy z łożem małżeńskim czy dwa pojedyncze łóżka?.... … jestem rozwalona tym pytaniem… bez zastanowienia odpowiadam: z łożem małżeńskim, oczywiście…. Kobieta przywołuje na Twarz służbowy uśmiech … dostajemy klucz i już nic nie stoi na przeszkodzie, aby pomknąć na spotkanie przeznaczeniu, które nas dopadnie na pierwszym piętrze w pokoju nr (&#8230…. … otwieram drzwi, wchodzimy i … - teraz miałam przy drzwiach wejściowych pokazać, jak bardzo Jej pragnęłam przez te wszystkie dni… ale nie, nie – nic z tych rzeczy - omijam Ją i przechodzę dalej…. (do dzisiaj mam wypominane, że ominęłam Ją wtedy szerokim łukiem.. hahah)… zapada grobowa cisza… podchodzę do Niej i obejmuję delikatnie jedną ręką w pasie, drugą kładę na karku – przyciągam jej twarz do mojej i nasze usta zaczynają się przybliżać… to pocałunek mi powie kim jest i jaka jest Kobieta, która stoi przede mną… nasze usta się spotkały, języki zatańczyły, nasze emocje i pragnienia zaczęły łączyć się w jedną całość… …w takiej atmosferze minęło nam ok. 1,5 godziny zanim wyszłyśmy na zakupy (czerwone, wytrawne wino)… …po powrocie, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi pokoju – otwarły się nasze pragnienia, nasze marzenia… nasze, do tej pory, wirtualnie przeżywane doznania mogły się urealnić…. i tak też się stało…. … były pocałunki i zdejmowanie wszystkiego co zbędne, zaraz przy drzwiach wejściowych… były pierwsze przyjemne doznania na łóżku… były pieszczoty na krześle przy lampce czerwonego, wytrawnego wina… był masaż z oliwka… był odlot w kosmos przy blasku świec, skrępowanych dłoniach i zasłoniętych przepaską oczach… ale był też sen, taki naturalny i spokojny w Jej ramionach… było przebudzenie tak piękne i czułe, że nie jestem pewna czy to była jawa czy marzenie… były słowa cicho szeptane, takie tylko dla nas, tylko nasze…. … i nadszedł czas rozstania… na dworcu, na ławce w promieniach słońca…. Jej oczy miały wtedy taki niepowtarzalny kolor – lśniły bursztynem - a namiętność ostatnich godzin dodawała im blasku i tego czegoś co nienazwane…. nasza miłość była w Jej oczach i krzyczała: kocham, pragnę i już tęsknię…. … Ona jeszcze na peronie – ja już w pociągu… ostatnie spojrzenia i ruch warg, z których wyczytała: KOCHAM CIĘ… …wracamy do rzeczywistości, do codzienności… wracamy do netu i wirtualnej miłości, tej, która już straciła trochę ze swej magii i siły… bo nic nie zastąpi Jej dotyku, oddechu, westchnień i tego krzyku, który wydobywa się z Jej wnętrza, gdy dosięga gwiazd…. żadne napisane słowa nie oddadzą Jej smaku i zapachu... P.S. ... i to jest tzw. PEKIN z transitem przez Szczecin - wersja skrócona! - przepraszam, ale nie umiem pisać zwięźle i wyrywkowo... TI … , TU …. AMP DMK…
alice_96 (Użytkownik)
kusiciel filozof
Posty: 75
graphgraph
Użytkownik offline
Zaloguj się Zaloguj się  
 
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.  
#5471
Wasz pierwszy raz... 1 rok, 6 mies. temu Oklaski: 0  
Czerwone wino, kobieta i... wiadomo, że finał z takim połączeniem jest oczywisty. Tamtego dnia nic się jednak na to nie zapowiadało... ba... daleko było do tego... przynajmniej w moim nastawieniu wtedy. Ponoć wszystkie ważne rzeczy zaczynają się tak niewinnie. Niby żartem niby serio... trudno powiedzieć, kto co zaczął, gdzie, kiedy... i człowiek zachodzi w głowę „jak to się stało”. Samo się stało... No może nie tak zaraz samo, bo z naszym udziałem. Niespodziewany telefon i prośba, której trudno było odmówić, bo przecież już się trochę znamy a ona ma problem z zaliczeniem przedmiotu (fizyka) na semestr i grozi jej komis. Co robię? Biorę wszystkie książki, zeszyty i jadę na złamanie karku. Zasapana, zmęczona, zaniepokojona... uderzam w drzwi jej domu. Otwiera. Trudno opisać moje zdziwienie i zszokowanie, gdy ją zobaczyłam. Wyglądała jakby szła na imprezę, co najmniej a nie korepetycje w domu. Umalowana, wyperfumowana w krótkiej spódniczce, wysokich obcasach w bluzeczce z pokaźnym dekoltem. Zaschło mi w gardle przy takim widoku. Zdziwiło mnie, że chodzi tak po domu ubrana, ale cóż – widocznie lubi albo zaraz potem faktycznie idzie na jakąś imprezę. Nie pytałam o nic. Udałam, że tego nie widzę. Podejście i założenie miałam oczywiste. Wytłumaczyć, przepytać, pokazać jak czytać wzory, definicje etc. Otworzyłam książkę i zeszyt i obiecałam sobie, że nie wyjdę dopóki wszystkiego nie będzie rozumiała. Kręciła się to tu to tam – wokół... a to po herbatę... a to po kanapki... a to po coś tam jeszcze... Irytowała mnie strasznie. Jak miałam jej coś wytłumaczyć skoro ciągle śmigała mi przed nosem? To tak jakby ktoś mówił do latającego obiektu, który, oprócz, że lata sobie jak gdyby nigdy nic to jeszcze strasznie rozprasza. Nie wiem, co mnie wtedy bardziej irytowało... to, że sobie tak chodzi i nie umie usiąść spokojnie czy to, że mnie tak rozprasza swoim widokiem. Usiadła na krześle z miną człowieka, który „Nienawidzi fizyki, Nie rozumie fizyki i uważa, że jest mu do niczego nie potrzebna”. Westchnęłam wtedy ciężko pod nosem po czym dodałam, że chyba jednak do czegoś jest np. do zaliczenia i zobaczyłam zwątpienie w jej oczach. Powiedziała: „trudno... Już słucham”. A jej Twarz przybrała wyraz męczennika, którego postawiono pod ścianą i przystawiono pistolet do głowy. Tłumaczyłam. Wytrzymała może ze 2 godziny. Nie więcej. Znowu zaczęła się kręcić... krzesło stało się niewygodne... przyszła do mnie na łóżko i siadła obok. Sufit zaczynał się robić coraz bardziej interesujący... raz po razie łapałam ją na tym jak patrzy na podłogę. Poprawiała ręką długie za ramiona włosy a mi się rozmazywały wszystkie literki. Im bardziej się rozmywały tym bardziej starałam się skupić na tym, co czytam... Ni jak się to miało do rzeczy. Nie dało się. A jak już to szło mi bardzo kiepsko. Zaproponowała chwilę przerwy. To był całkiem dobry pomysł. Nie pamiętam chwili, kiedy wyszła z pokoju. Pamiętam tylko chwilę, gdy leżała na łóżku za moimi plecami i nalewała czerwone wino. „Chodź... Napijemy się, bo spięta jesteś strasznie i od tego gadania zaschło ci pewnie w gardle”. Zaschło - momentalnie. Ale z moim gadaniem nie miało to nic wspólnego. Wzięłam kieliszek w dłonie, książkę na kolana i zaczynałam jej mówić o tym, co to jest „ciało doskonale czarne” Wybuchłam śmiechem. Może to czerwone wino, ona za moimi plecami, skojarzenie... nie wiem... ale sytuacja stała się jeszcze bardziej komiczna, kiedy omawiałam to na przykładzie „dziurki od klucza”. Wybuchła śmiechem... tłumaczyłam dalej... rozlały mi się literki, kiedy poczułam na plecach jej paznokcie, które przesunęła po całej długości moich pleców... Zaniemówiłam. Słowa stanęły mi w gardle... Bezsilnie próbowałam jeszcze dokończyć ostatnie urwane zdanie. Nie potrafiłam go skończyć. Niezdarnie wykrztuszałam z siebie pojedyncze słowa bez ładu, składu i logicznego sensu. Zupełnie od czapy. Czułam tylko jej dłonie i oddech na mojej szyi... A moje ciało gotowało się na myśl o tym, co się wydarzy za chwilę. Zeszyt wypadł mi z ręki a książka zsunęła się po moich nogach. Spytałam tylko czy ktoś wróci do domu... i usłyszałam cichutkie: „Oczywiście, że nie”. Jak było potem... tego już nie powiem, bo nie da się tego opisać słowem... z pewnością nie... Chyba nigdy nie byłam Ci tak wdzięczna A. za to, że dałaś jej tą lufę z tej fizyki... I chyba nikt się z tej lufy nie cieszył ze mną tak jak ona przez całe dwa lata...
Amores (Gość)
Posty: 0
graphgraph
Użytkownik offline
Zaloguj się Zaloguj się  
 
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.  
#5797
Wasz pierwszy raz... 1 rok, 3 mies. temu Oklaski: 0  
Mój pierwszy raz...?
Od czego zacząć...?
Moje szalone uczucie zaczęło się już dawno i sama o tym nie wiedziałam.Nie patrzyłam na swoje marzenia z perspektywy bi.Po prostu myślałam,że to jedna z erotycznych fantazji.To Ona otworzyła mi oczy bardzo szeroko i wcale tego nie załuję.
Ten wieczór planowałyśmy jakiś czas.Trudno pogodzić nasze domy,pracę i siebie,tymbardziej,ze obcujemy ze sobą na codzien.Nie mogłam się doczekać...Mimo,że znamy się tyle byłam podekscytowana faktem,że za chwilę weżmie mnie w swoje ramiona.I przyszła...Taka cudownie piękna i świeza,apetyczna...ten wieczór był nasz tylko nasz.Nie mogłam się nasycić jej smakiem i zapachem.Ta noc powinna trwać wiecznie.Kiedy będzie znowu?Juz tesknie a tesknota jest jeszcze wieksza niż przed tym subtelnie delikatnym spotkaniem.W jej ramionach czuję się taka bezpieczna i spełniona.
lilly0 (Użytkownik)
zbłąkana dusza
Posty: 4
graphgraph
Użytkownik offline
Zaloguj się Zaloguj się  
 
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.  
#5806
Wasz pierwszy raz... 1 rok, 2 mies. temu Oklaski: 3  
Murzyn westchnol a potem z lubym mlasnieciem zlizal z ust piane imbirowego piwa..
Od paru godzin siedzalam w tej knajpie,teraz raczej bylam smutna i zamyslona,a wczesniej nie powiem bylo roznorako-gwarno teatralnie literacko komicznie..
Nagle poczulam sie dziwnie sama,zbedna nikomu nie potrzebna i bardzo,bardzo samotna i stara mimo moich dwudziestu kilku lat..Jesli sie za chwile cos nie wydarzy to z cala pewnoscia oszaleje.
Papieros zaslona dymna...chowam sie za smugami szarawego dymu,tak jakbym chciala sie stac niewidzialna..
W chlodnej piwnicy,przy ogromnym stole,ani kawalka pozostawionej gdzies na gorze sierpniowej nocy..
"Potrzebujemy piekna,bo kryje w sobie odwieczna tajemnice stworzenia,istnienia i przetrwania"-Skad znam ten fragment?dlaczego zapamietalam?kto go napisal?kiedy?..Niewazne ..wszystko nie wazne..!!
Czas do domu-pomyslalam bez przekonania,spojrzalam na barmana usmiechnol sie beznamietnie po czym spuscil swe czarne oczy w dol ch-y-ba t-a-k!czas do domu-mial znaczyc jego gest..

Ciagle jednak siedzialam,zlepiona nie tyle sympatia do tego miajsca,co raczej niechecia powrotu od mojego samotnego mieszkania-a w mieszkaniu-zalosne ksiazki zapisane dawno pozostawionymi pytaniami,na ktore do dzisiaj nie potrafie znalezc odpowiedzi..Po co komu tyle ksiazek?Niektore przeczytane i zapomniane.Nieliczne ulubione..Inne znane z fragmetow..takich chociazby jak ow z "pieknem istnienia"Tomy pieknie wydane i te tanie z dedykacjami dluzszymi od wierszy!

Z tej knajpy do serpniowej nocy trzeba bylo wracac wysokimi schodami..cztery stopnie do nieba,dwa w dol w strone piekla..siedem stopni do gwiazd poltora z powrotem..po dwudziestu szesciu juz mialam siegnac ksiazyca kiedy poczulam ze lece-na dno kamienne...
Otworzylam oczy zamazane twarze bywalcow knajpy uswiadomily mi o upadku..i ten przerazajacy blekit"oczu aniola"czy ja straciam swoja tozsamosc?Usprawiedliwiona bylam litrami piwa i cala ta tragi-komiczna sytuacja ze sie "gapie"w ten blekit sierpniowego nieba!
Nic sie nie stalo zadarty lokiec i kilka kropel krwi..
-pomoc w czyms?aniol przemowil po czym ostrozne zlapal mnie pod ramie-chodz zmoczymy chusteczke w lazience!poszlam bez slowa z letargiem zamyslenia ..
Tkliwie dotknela lokcia,lekko odsunelam sie nie wiedzac co sie do konca dzieje wokol mojej zadymionej postaci..
-boli?pokiwalam przeczaco glowa nie spuszczajac oczu-speszenie i ta chec krzyczenia na cale gardlo mnie nie opuszczaly..po opatrunku jakims cudem siedzialam obok niej w jej samochodzie,moj wzrok rozmazywal sie gdzies po czarnym asfalcie i tak w absolutnej ciszy rozmyslalam nad sensem istnienia..i staralam sie przywrocic do porzadku krzyczace Serce...
-wszystko ok?-aniol sie usmiechnol "puszczajac"w moja strone oko!
-chyba tak!beznamietnie wzruszylam ramionami...
-Uwazaj na siebie myslicielu...spojrzala mi w oczy ten gest mial oznaczac"popatrz w moje oczy a zobaczysz ile dla mnie znaczysz"..trzask drzwi samochodu obudzil mnie z letargu jawa? sen?wloczac nogi kierowalam sie w strone szklanych drzwi..
mysli..mysli mysli..nie bylo juz nocy ani dnia..nie bylo sierpniowych powiewow wiatru nie bylo slonca tylko tesknota..zastanawiajaca-czy tesknic to znaczy kochac?..bic sie z myslami i nie zabic wszystkich..
Gdy juz z cala jaskrawoscia dotarlo do mnie to,co sie stalo..moglo stac i byc moze..zeszlam jeszcze raz w dol schodami ale juz z inny zamiarem niz tamtej "czarnej nocy"
Oczy aniola nadal byly blekitne nawet bardziej niz w moich snach..
Mialam tyle slow byla ich sila..zyczen i pragnien jak w kolendzie..
Jednym gestem,drgnieniem powiek wyrazilam ze jestem..i bylam zawstydzeniem kiedy dotykalam jej twarzy,zamysleniem gdy jej twarzy nie moglam dostrzec...
ZAslona dymna byla zbedna..juz ne bylo zadnych zaslon tylko z biegiem czasu odslonieciaa czas plynol nieublagalnie a ja wcale go zatrzymywac nie chcialam bo Aniol okazal sie byc w kazdym pojeciu tego slowa "aniolem"
ehhh ten blekit i ta nienaturalna spokojnosc umuslu-dawaly do myslenia-a ja staralam sie byc lepsza niz bylam w rzeczywistosci-chociaz dla samego faktu"lepsza"chcialo sie zyc-bo czekalam tylko na te dni ktore jeszcze nie niadeszly..a to czekanie bylo nauka pokory dla serca ktore walilo jak stu tonowy mlot przy kazdym spotkaniu naszych oczu..tesknota byla znakiem pokoju dla nieposkromionych mysli...
BO milosc to taka choroba na ktora nikt nie szuka lekarstwa ani nikt nie chodzi do doktora wrecz kazdy pragnie chorowac, najlepiej jakby tak dalo sie chorowac cale zycie
ot tak nienaturalnie nieprzewidywalnie poznalam "blekitnego aniola"a teraz nie wiem czy z tego powodu smiac sie czy klac...
ehhh zycie..
sie rozpisalam
MALARKA (Użytkownik)
kusiciel filozof
Posty: 97
graphgraph
Użytkownik offline
Zaloguj się Zaloguj się  
 
"SZTUKA -to sex wyobraźni"
 
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.  
#5817
Wasz pierwszy raz... 1 rok, 2 mies. temu Oklaski: 8  
Magia wakacyjnych miłostek... Wtedy wszystko jest inaczej, lekko, zwiewnie. Rzeczy dzieją się tak po prostu, nie obciążone trudami codzienności. Eterycznie...

Zaczęło się od przypadku. Przeglądałam ze znajomą wystawę zdjęć, by obejrzeć wyniki sesji, którą zabawiał nas poprzedniego dnia hotelowy fotograf. Przemierzając wzrokiem morze beznamiętnych twarzy, zobaczyłam Ją po raz pierwszy, jak ożywczą przystań dla znudzonych oczu. Odkrycie to było dość szokujące, gdyż dałabym sobie głowę uciąć (co byłoby fatalnym błędem ), że jest to niszowa aktorka, znana mi z pewnego serialu, której obecność na ekranie tak dziecinnie mnie emocjonowała. Swego czasu określiłam ją nawet swoim ideałem kobiecej urody, a zachwyty prawione z pasją wywoływały powszechne rozbawienie, bo kiedyś jednak wypadałoby wyróść z zauroczeń ludźmi zza szklanej szyby . Swemu zaskoczeniu dałam upust wykrzykując: "przecież to A. (imię serialowej postaci)! Jaka ona piękna! Cudowna!" niefortunnie wskazując palcem fotografię. Wtem zza pleców dobiegł mnie delikatny, niski, choć wyraźnie kobiecy głos: "Niestety nie jestem A. kimkolwiek ona jest, jeśli jednak mimo to nadal uważasz mnie za piękną i cudowną, to dziękuję". Wyczytując ogromne zmieszanie z mojej twarzy dodała, że wybiera się właśnie ze znajomymi na plażę i czy nie poszłabym z nimi opowiedzieć, z kim to ją pomyliłam. Nie odmówiłam, choć w najmniejszym stopniu nie odpowiadała mi pozycja, w której się właśnie znalazłam. Kiedy w pierwszym zdaniu, które z Twoich ust słyszy osoba faktycznie Ciebie interesująca, wyrażona jest tak dosadnie aprobata jej fizyczności, bezpowrotnie tracisz atut, którym jest tajemniczość, zagadka Twojego spojrzenia i ta intrygująca niewiadoma, która nadaje uroku podchodom zwanym flirtem. Jednocześnie daje tej osobie przewagę w postaci pewności, która umiejętnie wykorzystana może ostatecznie pogrzebać Cię w zakłopotaniu. Ona ewidentnie potrafiła to wykorzystać w sposób perfidny. Przez cały czas zachowywała się nader prowokująco, a ja zastanawiałam się co ma na celu- wywołanie we mnie zażenowania? Nie zamierzałam godzić się na taki scenariusz, nie byłam spłoszona, czy zawstydzona jej zachowaniem, choć wbrew mojemu zamierzeniu nie potrafiłam być też na nie zupełnie obojętna. Ta kobieta niesamowicie fascynowała mnie seksualnie od samego początku. Te jej pełne podtekstu spojrzenia, ostentacyjne opalanie się toples na leżaku, który postawiła tuż obok mojego, przyjmowanie najbardziej fotogenicznych pozycji, niby przypadkowe muśnięcia ciał podczas pływania, pozornie niewinny, koleżeński dotyk- to wszystko przesycone tym jej niesamowitym wdziękiem i gracją niesłychanie podsycało we mnie oczarowanie, a jednocześnie sprawiało, że czułam się coraz pewniej, bowiem wątpiłam, by miała ochotę tak długo ciągnąć tę gierkę bez żadnych istotniejszych pobudek, gdy moje reakcje nie mogły dać jej żadnej satysfakcji. Ponadto, przez cały ten dzień właściwie rozmawiała tylko ze mną, mimo, iż było z nami wielu jej znajomych. Muszę przyznać, że swoich potraktowałam obrzydliwie instrumentalnie, bo zwracałam się do nich tylko po to, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo pochłonęła mnie jej osoba, byłam wprost zahipnotyzowana. Była fantastycznym rozmówcą, choć bardzo przeszkadzały mi podteksty i napięcie, które wyraźnie między nami powstało. Czułam, że coś muszę zrobić, a jednocześnie wciąż miałam w sobie lęk, przed wygłupieniem. Gdy poprosiła mnie bym posmarowała olejkiem jej plecy postanowiłam wreszcie pchnąć sytuację wprzód zostawiając sobie jednak wyjście awaryjne. "Napisałam" na jej plecach palcem: "POOL 2 A.M." starałam się zrobić to bardzo czytelnie. Wiedziałam, że to poczuła i zrozumiała, gdyby było inaczej zapewne zapytałaby co robię, a ona po prostu spojrzała na mnie bez wyrazu. Bez słowa odeszłam. Wieczór spędziłam w pokoju, nie chciałam spotkać Jej wcześniej, ciekawiło mnie tylko czy przyjdzie i wyłącznie to naprawdę mogło przekonać mnie o charakterze tej gierki. Nazajutrz już wiedziałam, że to był po prostu podryw , taki, a nie inny, bo poczuła, że w takiej sytuacji może sobie na to pozwolić- jak przyznała. Na basen poszłam sporo przed drugą, miałam pewność, że będziemy tam same, bowiem obsługa hotelu wiedziała, że mam w zwyczaju pływać tam co noc. To też zaczęłam robić. Nie minęło wiele, gdy ją ujrzałam. Była taka piękna, zjawiskowa, po chwili ubrana tylko w to swoje kocie spojrzenie... Nie odezwała się, po prostu podpłynęła i pocałowała mnie. Tam w basenie się zaczęło, a skończyło w jej pokoju. Niezapomniane... Zmysłowy zapach orientu podsycał w nas namiętność. Wtedy po raz pierwszy uczyła mnie rozkoszy...
Do końca pobytu byłyśmy nierozłączne. Wszystko wspominałabym bez żalu, gdyby pozostała tą piękną i pociągającą A., lecz stała się dla mnie kimś znacznie więcej- piękną, pociągającą Marie o fascynującej osobowości, bliskich mi pasjach, z którą, nie mogłam zdecydować, czy wolę się całować czy rozmawiać. Gdyby tylko dalszy kontakt nie był tak nierealny, jak pozostanie tam z nią na zawsze...

Przekleństwo wakacyjnych miłostek... Wtedy wszystko jest inaczej, ulotnie, nietrwale. Rzeczy dzieją się tak szybko, obciążone widmem nieuchronnego końca. Efemerycznie...
Thalia (Użytkownik)
kusiciel filozof
Posty: 55
graphgraph
Użytkownik offline
Zaloguj się Zaloguj się  
 
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.  
Do góry Odpowiedz
kobieta