Hejka.
Zastanawiam sie co wedlug was jest
Zdrada psychiczna, jaka jest tego definicja? Fizyczna, rozumiem: spotykaja sie dwie osoby, czuja do siebie pociag seksualny i bez wiekszych ceregieli korzystaja z tej energii. Jesli ktos, czy tez obie osoyb sa samotne, to nie widze w tym problemu, natomiast jesli jedna z nich jest zajeta... to wtedy zdecydowanie jest to zdrada.
Seks z przyjazni? Nigdy mi sie cos takiego nie przytrafilo. Seks nie jest dla mnie jedynie zabawa i rozladowaniem energii. Z przyjaciolmi sie nie sypia. Moze sie komus wydawac, ze to tylko przyjazn, ale nigdy, nigdy nie mozecie zagwarantowac co ta druga osoba tak naprawde czuje do ciebie i co seks - bardzo silne polaczenie ciala i duszy - w takiej osobie otworzy. Byc moze powie wam, ze spox, nic miedzy wami nie ma procz przyjazni, ale bardzo mozliwe ze powie wam tak bo bedzie sie bala odrzucenia i skwitowania, ze przeciez wszystko jest jasne: jestesmy tylko przyjaciolmi. Po prostu nie wierze w takie relacje. Nigdy z moimi przyjaciolmi sie nawet nie calowalam i nie zamierzam.
Inna sprawa, spotkalam sie ze zdaniem, ze na zabawie, jak juz wszyscy dobrze popija, to brzydale i brzydule ktorzy nas zazwyczaj na trzezwo odrzucaja, staja sie piekni. Coz, alkohol czyni cuda - tylko na jak dlugo? I wtedy ponoc mozna sie calowac z kim popadnie i jest to nadzwyczaj normalne i naturalne. Co wiecej, slyszalam tez, ze takiego calowania nie uznaje sie za zdrade? Co wy o tym sadzicie? Wasza dziewczyna idzie na impreze i w tancu sie oblapia i caluje z inna czy innym, bo po prostu sie swietnie bawi. Jest to zdrada czy tez nie?
Ja mysle, ze jest to infantylne zachowanie. Calujac sie rowniez laczymy sie z druga osoba i byc moze moze nam sie wydawac, ze jest to tylko zabawa, nigdy, ale to nigdy nie mozemy byc pewni co poczuje ta druga osoba i jak sobie wyobrazi wasze dalsze relacje. Nie bede udawac swietej, zdarzalo mi sie pic jak mialam te 20scia pare lat i po pijaku calowac. I w taki to sposob jednemu panu sie zaczelo wydawac ze nas cos laczy. Mysle, ze takie zachowanie moze byc przywilejem mlodego, nawranego wieku osob samotnych. Ale gdy jest sie z kims w zwiazku, jest to po prostu taka sama zdrada jak pojscie z kims do lozka. Czy nalezy wybaczac, nie wiem, zalezy to chyba juz od indywidualnego zwiazku dwoch osob. Czy ja potrafie nad tym przejsc do porzadku dziennego? Nie. Jesli mnie ktos zdradzi, nie zaufam juz tej osobie tak samo, nigdy juz mego serca w ten sam sposob nie otworze. Nie ma juz czystosci i niewinnosci w zwiazku, a dla mnie, sa one podstawa prawdziwego zwiazku i milosci. To samo tyczy sie klamstwa. Nie toleruje go. Ktos kiedys powiedzial, nawet i moja mama, ze jak juz sie cos przytrafi na boku, to lepiej o tym nie mowic bo to bylo niewazne. Ja uwazam to za klamstwo, ktore predzej czy pozniej wyjdzie na jaw z jeszcze gorszym rezultatem. A poza tym takie sprawy sie czuje jak sie kogos kocha.
No i co wy na to drogie Panie i Panowie?