Jak zareagowałybyście, gdyby u Waszych drzwi stanęłaby feministka z postulatami...
Jaki jest Wasz
Stosunek do zorganizowanych feministek? Jakiego wsparcia byście im udzieliły, gdyby to było w Waszej mocy? Czy opodatkowałybyście się dobrowolnie na ten cel? Jeśli jesteście życzliwe ruchom feministycznym, to co powstrzymuje Was przed wsparciem ich działań? Brak czasu?
Strach przed ostracyzmem ze strony znajomych, bliskich? Czy to przypadkiem nie jest tak, że
Feminizm to w Waszych oczach bliżej nieokreślony "obciach"?
Czy miałybyście dość śmiałości, żeby zaprosić ją do środka, na kawę, i porozmawiać od serca? Czy nie bałybyście się skonfrontować własnego życia z postępowymi tezami feministki?