Mnie bezsenność dopada co jakiś czas i z doświadczenia wiem, że w moim przypadku, jedynym sposobem jest jakże cudowna i rozkoszna metoda- tzw. przecierpieć

. Metoda wzmożonej aktywności jest dla mnie jak kulka w łeb, bo wierzyć, że gdy się zmęczę- zasnę, to nic innego niż łudzić się, a świt nie zaczeka aż odpocznę...

. Kiedyś próbowałam też po prostu czymś się zająć, np. Internet, książki itp. na czym w konsekwencji cierpiał mój wzrok. Moja bezsenność to takie maratony, które potrafią trwać nawet dwa tygodnie, a jedyny sposób w jaki mogę sobie pomóc, to po prostu wypoczywać, na szczęście należę do osób, dla których własne procesy myślowe potrafią być zajmujące

. Co zabawne, każdy taki maraton daje mi tyle czasu na rozmyślanie, dochodzenie do nowych wniosków i postanowień, że w efekcie praktycznie zawsze kończy się istotnymi zmianami wprowadzanymi w życie

. Zawsze to jakieś szczęście w nieszczęściu

.