Witajcie.
Jakąś otuchą i sentymentem przyjęłam powrót Almodovara do 'oniegdysiejszych' motywów. Film świetny. Miłośnicy Pedra odnajdą w nim 'ulubione'..... : silne kobiety - choć nie zawsze inteligencją grzeszące, nieco dziwacznawe, 'pokręcone' pozornie proste, ale ZAWSZE mądre życiowo, solidarne, 'piękne'; mężczyzn raczej 'umniejszonych' traktowanych jako nieco upośledzonych (bez obrazy) przez swoje ograniczenia w świecie emocji, ledwo ledwo zaznaczonych, w najlepszym przypadku neutralnych....a bardzo często zagubionych bądź po prostu 'złych'; oryginalną historię nadającą akcji atmosferę 'magiczną', jednoczesnie dającą wrażenie, że takich niecodziennych zaskakujących tajemnic w życiu kobiet nie brakuje; oraz MNÓSTWO żywych kolorów, ciepłych, CZERWIENI... Film to w pewnym sensie hołd ...kobiecości. Dzięi Bogu za mężczyzn, którzy potrafią ją docenić i uznać
Historii zdradzać nie będę, by nie psuć wrażeń tym którzy nie mieli jeszcze okazji obejrzeć. Zapewniem jednak że WARTO.
Penelope awansowała solidnie w moich oczach....z Hooly-uckiej gwiazdki z długimi nogami i ładnym biustem na UTALENTOWANĄ aktorkę z długimi nogami i niezłym biustem....
Ych......nic innego już dziś nie oglądam, by wrażenia utrzymywały się jak najdłużej........Ech, babeczki....czy się komuś to podoba czy nie, słabej płci nie stanowimy. Za nic bym nie oddała własnej kobiecej psychiki....to dar.
pzdr @ll