Trudno jest oceniać jakąś sytuację nie znając zdania obu stron. Chodź z tego, co mówisz wydaje mi się, że nie chodzi tu o sam problem zdrady jako takiej, ale o kwestię utraty zaufania w związku z „kłamstwem” a to jest różnica. Prawdą jest, że kłamstwo może prowadzić do zdrady, ale nie zawsze tak musi być i o tym też warto pamiętać. Twoje obawy w moim odczuciu są lekkim „przewrażliwieniem” spowodowanym utratą tego zaufania, niepokojem związanym z pobytem męża poza domem, kilkudniową utratą kontaktu (sobota i niedziela), świadomością, iż jest daleko a ty możesz się czuć niepewnie zdana tylko na siebie. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji przychodzi ci na myśl wiele „scenariuszy”, że wolałabyś być spokojniejsza wiedząc, co w tym czasie robi ukochana osoba. Może „podpytując” delikatnie w jakiś sposób naciskasz? Może On nie przywiązuje większej wagi do pewnych zdarzeń, bo są dla niego mało istotne lub też nie mają większego znaczenia, podczas gdy ty im je nadajesz i widzisz je przez pryzmat swoich „myśli” czy „obaw”. A może On też obawia się, że jeśli ci powie wszystko ze szczegółami to zostanie źle odebrany, bo np. dorobisz do tego „scenariusz”? Wiesz ciężko jest to ocenić nie znając dobrze sytuacji, zdarzeń i osób w to uwikłanych. Mówiłaś, że ty po jakichś imprezach informowałaś go i liczyłaś na równie taką samą szczerość. Pozwolę sobie zauważyć, że mężczyźni nie bywają w taki sam sposób wylewni jak kobiety w opowiadaniu czy relacjonowaniu pewnych zdarzeń tak szczegółowo. Poza tym, gdy „wyrywają się” z domu pragną się bawić. Czasem podrywają inne kobiety, kokietują miło spędzając z nimi czas lub przechwalają się na wiele sposobów i koloryzują wiele rzeczy. Jednak nie oznacza to, że zaraz muszą zdradzać. Po tak spędzonym czasie wracają do kochającej żony, ciepła rodzinnego, zacisza i spokoju. Czemu więc ci nie „powiedział prawdy?” – Jak twierdzisz. Myślę, że odpowiedz może być bardzo prosta. Mógł się obawiać, że jeśli ci powie: ”Kochanie wiesz bawiłem się świetnie do stolika dosiadły się dwie urocze kobiety i pożartowałem sobie z nimi... wiesz...” To zaczniesz się w tym dopatrywać np. czegoś, czego nie było. Zaczniesz zasypywać go dalszymi pytaniami w stylu „i co dalej?” itp. A on będzie zmuszony się poniekąd tłumaczyć z czegoś, co nie miało żadnego znaczenia- przynajmniej dla niego. On wycofa się z tłumaczenia, bo dojdzie do wniosku, że „to nie ma sensu” odbierze to, że ty mu nie ufasz a ty drążąc temat dojdziesz do wniosku, że też mu już nie ufasz, bo nie mówi ci całej prawdy i zamiast miłej pogawędki o spędzonym czasie obie strony będą rozczarowane. Może zamiast dociekać i dopatrywać się „różnych rzeczy” opowiedzieć mu swój rozkład dnia w czasie, gdy go nie było? I cicho liczyć na to, że on też ci powie to, co w tym czasie uważał za istotne. Zaufać temu, co mówi a nie pochopnie tracić zaufanie do niego zwłaszcza, gdy są to tylko domysły a nie fakty. Jeśli jego podejście się do ciebie nie zmieniło w sposób radykalny to nie widzę podstaw, aby się czegoś doszukiwać. Pomysł rozmów z osobami trzecimi też bywa kiepski. Bo to dotyczy was i bardzo źle się dzieje, gdy miesza się do tego jeszcze jakieś inne osoby, które coś mogą przekręcić czymś się zasugerować, coś dopowiedzieć, czy też może wchodzić w grę ludzka zazdrość itd. Stawiałabym na szczerą rozmowę z ukochaną osobą, ale nie opartą na podejrzeniach czy oskarżeniach, ale swobodną, w której podstawą jest stwierdzenie: „wierzę ci i ufam”. Szkoda by było z powodu takiego „niedomówienia” przekreślać taki staż związku tym bardziej, jeśli kochasz męża i ci na nim zależy. W takich sytuacjach niekiedy trzeba „nauczyć się” słuchać tej drugiej strony i umieć rozmawiać tak, aby nikt z obu stron nie czół się urażony czy podejrzewany o coś, czego np. wcale nie robi..
Życzę powodzenia i pozdrawiam.
