w kategorii prac domowych ciężko mi wskazać jakąś, której nie cierpię. sprzątanie pokoju, domu nie wydaje mi się jakieś straszne , a nawet bywa pomocne w momentach życia pt:" nowy początek" czy też " teraz będzie inaczej" .

że niby takie uzewnętrznienie stanu ducha. zmywaniem i odkurzaniem się specjalnie nie pasjonuje lecz jakoś się o odkurzaczem nigdy jeszcze nie pogryzłam, a naczynia uśmiercam drogą tłuczenia absolutnie niechcący. chwaściory wyrywam chcący, zwłaszcza jak słońce sobie używa, nawet przyjemnie bywa. lubię myć ręcznie auto, pranie rozwieszę, a co.. Taki osobnik wielofunkcyjny, co to stosunkowo wcześnie wyfrunął na osobne domostwo, które trzeba było współ-prowadzić.
Z prasowaniem się omijamy szerokim łukiem,spotykamy sporadycznie. ale nie ze względu na wzajemną awersje, a na to iż specjalnie pogniecione w pewnych granicach ciuchy codzienne mi nie przeszkadzają. a więc od święta.
No i co... co mam napisać? :/
O! Mam swoje 'nie znoszę ale muszę'. Nie znoszę spożywczych zakupów hurtowych w supermarketach. Takich co to się organizuje wyprawę po zbiorowe opakowania, bo taniej, jeździ gigantycznym wózkiem, obija wózki innych, wpycha gdzie może, bo szkoda czasu wraca obładowany jak osioł transportowy. Wkurwa mam średnio tak po 15 minutach. I pewnie nie tylko ja, sądząc po pełnych złośliwości dialogach rodzinnych, których nie załagodzi nawet McDonald na zakończenie.
Nie kcem ale muszem. Na szczęście rzadko.