nie chcem ale muszem... 4 mies., 3 tygodni(e) temu
Oklaski: 4
Hazael - konkretne warunki konkretnymi warunkami, ale sama przechodziłam w domu podobne piekło. Postawienie sprawy na ostrzu noża tylko pogorszy sytuację, a wtedy rozwód będzie zbawieniem, o które Mars będzie się modlić (oczywiście przewidując najczarniejszy scenariusz). Kłótnia wynikła między matką a siostrą ojca. kobiety tak się pokłóciły, że skończyło się na przeprowadzce. działy się wtedy cuda nie widy - specjalnie tłuczone talerze, robienie awantur o rachunki, które były podzielone. matka płaciła za prąd, więc ciotka na prądzie nie oszczędzała i nabijała takie kwoty, że głowa mała.
Moją radą w tej sytuacji byłoby uzbrojenie się w cierpliwość - tak, wiem, że to trudne, ale skuteczne - i sukcesywne przyzwyczajanie męża do tego, że jak chce mieć czysto, to niech też sprząta, a teściowie, nawet schorowani, powinni wykonywać jakieś proste prace domowe, bo w ich przypadku ruch, jakkolwiek ograniczony, tez jest potrzebny.
Sytuacja nie zmieni się z dnia na dzień i może się przeciągnąć, ale lepsze to, niż wejście w otwarty stan wojenny.
Mars - nieświadomie, ale pozwoliłaś się zdominować. Weź się w garść. Weź pod uwagę, że teściowie łaski ci nie robią, że u nich mieszkasz, bo przecież harujesz tam jak wól. nabierz szacunku do siebie i do swojej pracy - opieka nad domem jest naprawdę energo- i czasochłonna. Naucz ich, żeby zaczęli to doceniać.
nie chcem ale muszem... 4 mies., 3 tygodni(e) temu
Oklaski: 0
torrrment -dzięki za wskazowki masz rację po ślubie pełna zapału przejełam dużo obowiazków na siebie gdy pojawiły się dzieci to moja teściowa zaproponowała synowi osobny pokój bo musi byc wypoczęty a ja w swej naiwności zgodziłam się na to no bo nie chciałam by mąż zrobił jakiś wypadek (jest kierowcą)zawsze była moja wina nawet gdy się starałam jak najlepiej to zawsze było źle
To się ciągnie już 17 lat ale tak od 5 zaczął się kryzys Zawsze jak chciałam coś zmienic w domu lub obejściu to musiałam sama wszystko sobie zorganizowac fachowca ,materiał i pieniądze.Jak sobie nie zrobilam to nie miałam .Czekałam cierpliwie aż coś drgnie w tym kierunku mówiłam że to my tworzymy rodzinę ,on mnie zbywał wiesz jaka jest matka może bym to zniosła wszystko ale w międzyczasie wstąpił w związek małżeński jego brat i od tej pory wysluchuję jaka to tamta synowa jest dobra,pracowita,wogóle naj.Trzyi rok temu zmarli moi rodzice i pewnie caly ten kryzys się pogłębił myślałam że okażą mi miłośc i zrozumienie przygarną jak córkę a oni nawet nie wyrazili współczucia.
Teraz coraz bardziej pszeszkadza mi to po prostu Serce mi pęka że poświęciłam tyle czasu i energi żeby doprowadzic dom i ogród do porządu .zostawiłam wszystko dom rodzinny dobrą pracę zajełam się dziecmi bo nie miał kto.A teraz coraz częściej slyszę że wszystko osiągnął mój mąż z pomocą swoich rodziców że jestem nygus i nic nie robię .
A mój malżonek wcałe mnie nie broni tylko przytakuje Sprawiłam że jemu tak wygodnie i żyje jaj u pana boga za piecem.
Wcale nie uczestniczy w naszym życiu
Wiem powiecie że byłam naiwna i dobrze mi tak bo sama sobie zgotowałam ten los
Właśnie to wszystko do mnie dotarło i chyba oszaleje nie mogę dac sobie ztym rady jak mogłam byc tak glupia i łatwowierna? jak mogłam do tego dopuścic ? Jak mogłam dopuścic że mijamy sie z mężem? przecież pragnę żeby mnie przytulił kochał taką jaka jestem.A nie ciągle mam udowadniac że ja też jestem człowiekiem!
W swej naiwności myślałam że jak będę dobra wszystko zrobię jak oni sebię życza To odpłacą mi tym samym?
A tu bzik!
nie chcem ale muszem... 4 mies., 3 tygodni(e) temu
Oklaski: 4
Mars - nie panikuj. Przyjrzyj się swojej sytuacji, ale na spokojnie. Wiem, że to jest trudne, ale musisz być świadoma wszystkiego, co się w Twoim życiu dzieje. Pamiętaj, że sytuacje tego typu mają wiele złych stron, ale mają też dobre. Uspokój się, weź kilka głębokich wdechów i przemyśl sprawę z pewnym dystansem. pamiętaj o jednym - nie panikuj, nie denerwuj się, bo robisz tym krzywdę sama sobie - to Ty masz problem, reszta go nie widzi.
Zacznij myśleć trochę o sobie. Mnie pomogło amatorskie koło teatralne. Spotykaliśmy się raz w tygodniu na dwie godziny na próby. Faktem jest, że początki były ciężkie: zamykanie drzwi przed nosem i krzyki typu "Nigdzie nie idziesz!", które słyszano w całym bloku. Też było gadania, że nie dam rady, że jestem beznadziejna, że do niczego się w życiu nie nadaję tylko do od\grywania podrzędnych ról w podrzędnych spektaklach grupy, o której nikt nie słyszał. Ale twardo się trzymałam tego koła, bo to było MOJE koło. Nie chodziłam na próby dla kogoś, tylko DLA SIEBIE - i prawdą jest, że ta myśl pomogła mi przetrwać najtrudniejszy moment, czyli huczny rozwód rodziców, potem jeszcze huczniejszą przeprowadzkę i dwa lata układania sobie życia na nowo.
Od tamtej pory uważam, że to my sami jesteśmy naszym najpiękniejszym osiągnięciem. To, kim jesteśmy, to wynik naszej i tylko naszej ciężkiej pracy.nawet jeżeli startuje się od dna - trzeba się wziąć w garść i stanąć na nogi. mars, moja matka była gnębiona psychicznie przez męża przez ponad 22 lata. Nie miała nic. Kiedy się wyprowadzaliśmy, mogła zabrać ze starego mieszkania swoje łóżko i zastawę po babci, bo cała reszta należała do eks męża - a przecież wspólnie na to harowali! Ale za to podziwiam moją matkę, że zebrała się, tak samo, jak ja się musiałam zebrać, zaczęła pisać wiersze, o czym zawsze marzyła, zaczęła jeździć i zwiedzać Dolny Śląsk, co też długo chciała zrobić. Tylko najważniejsze jest, iż obie tak bardzo pragnęłyśmy zmiany w swoim życiu, że mimo przeciwności się nie poddałyśmy.
Życzę Ci tyle samo energii, tyle samo nadziei i tyle samo uporu, który posiadałyśmy z mamą. Zmiany nie przychodzą nagle, ale użalanie się nad sobą w niczym Ci nie pomoże. Albo sama weźmiesz się w garść i stwierdzisz, że warto w siebie zainwestować, albo nic się nie stanie.
Terrrment-bardzo Ci dziękuję za twoje wskazówki są bardzo pomocne wiesz długo się nie odzywałam bo chciałam przemyśleć to co mi napisałaś i nabrać dystansu do wszystkiego . bardzo kocham swojego męża i naprawdę nie chciałabym brać rozwodu ze względu na dzieci są za małe żeby zrozumieć że to ne chodzi o ich tatę tylko o dziadków .
Oni są tak zaborczy że jak ich syn zdobędzie się na jakąkolwiek czułość wobec mnie to już jest zile i jak wyjdzie do pracy to wtedy dokuczają mnie .
Nawet niedawno wymyślili sobie że zile zajmuję się swoimi obowiązkami i on chodzi za mną i poprawia wszystko co zrobię to już jest nie do wytrzymania ale kibelka to nie posprząta bo to moja robota .
Brakuje mi już pomysłów jak to rozwiązać nie pomaga rozmowa ,tłumaczenie że to mnie boli ,próbowałam nawet krzyków i ich metod to zaczęli mówić że jestem psychicznie chora .Gdy oni zaczynali to wychodziłam -więc guła .nie wiem dajcie jakąś wskazówkę może pomoże!
------------------------------------------------
Pozdrawiam Mars