Historia tematu: : Drugi \"darmowy\" etat? Maks. pokazywanych ostatnich postów - (ostatni post jest pierwszy)
|
MALARKA |
To nie faceci robią za mało-to kobiety za dużo
pozdr
Krzyś znów mnie wywali aaaaaaaaa |
|
torrrment |
Handel jak handel. W tym przypadku towar może być towarowi nierówny. Widziałam już nie raz przypadki kobiet, które swoich mężczyzn kwitowały słowami: "Nie potrafisz tego zrobisz, naczynia są niedomyte, podłoga ma smugi, nie mówiąc o szybach..." oraz teksty tupu: "Wolę zrobić to sama niż mieszkać w syfie". Z drugiej strony poznałam kilku mężczyzn (którzy w pełni na to określenie zasługują nie tylko z powodu posiadania narządów płciowych na zewnątrz), którzy do tej pory prasują koszule dokładniej niż ja, przez co nie raz gryzie mnie zazdrość.
Jeżeli zaś chodzi o Stereotyp... Moim zdaniem jest to po prostu utarty sposób myślenia, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Domeną kobiet jest narzekanie (nie ukrywajmy) i utyskiwanie na to, czego też nie musiały w domu zrobić. Facet się do tego nie przyzna, bo sprzątanie i temu podobne czynności są uważane za niemęskie. Dochodzi do sytuacji, w której oboje pracują w domu tyle samo, ale to kobieta częściej o tym mówi (zwykle w kontekście marudzenia).
Już omijając przypadki szablonowego lenistwa: moim zdaniem to właśnie stereotyp kształtuje nasz sposób myślenia i podchodzenia do tych spraw, dlatego faceci są odtrącani od prac domowych, co nie powinno mieć miejsca. |
|
MALARKA |
Rzeczą jasną i naturalną jest to że kobieta dba o dom,bo jeżeli nie ona to kto?(facet,ma dbać o finanse)i różnorako mu to czasami wychodzi
Tak już jest że kobiety są orędowniczkami ciepła ogniska domowego,bo tak zawsze było-przecież normalne jest jeżeli się kocha to się chce wszystko pielęgnować, swoje gniazdko i osobę którą się "wychowuje"w owym gniazdku.Jednak takie nadmiernie "wychuchanie" swojego partnera prowadzi do nad obowiązków-tak naprawdę świadomie sobie przydzielanych ,na tzw.etapie początkowym.Bo jeżeli się da palec,to potem mało i mało i trzeba dać dłoń łokieć itd.. faceci jak wiemy nie lubią,jeżeli się stawia nogę na ich terenie zwanym "głowa rodziny"
Bo czegóż od nich się jeszcze chce-pracują(o ile)i zasługują na zasłużony odpoczynek,każda forma odpoczynku jest dobra,byleby nie były to jakieś obowiązki domowe,kulinarne etc.no bo od czego się ma ukochaną kobietę
Przykład;
Moja znajoma pojechała do swojego narzeczonego(jeszcze wtedy)teraz męża-żyli w rozłące 2 lata on tam, ona tu,
i nadszedł czas aby rzucić kres ich rozłące,pojechała-on zapracowany,jakoś sobie radził bo musiał, tyle lat kawalerskie życie wiódł,nawet gotować umiał bo musiał umieć, sprzątał,prał,i był sam sobie "panią domu" i muszę przyznać że dobrze mu to szło .
pojawiła się ona-myślałam że na głowie stanie żeby on miał w każdy dzień coś innego na obiad-był mały problem-nie umiała gotować-i co teraz?-nauczyła sie dzwoniąc do mamy-i były obiady coraz to inne,ciasta coraz to smaczniejsze.
on wstawał o 6.30 rano do pracy-ona nie pracowała wstawała więc o 6.00am.żeby zrobić mu kanapki i dać buziaka na dobry dzień-zapytałam-czemu nie zrobisz tych kanapek wieczorem tylko się tak męczy o świcie?-odp.nie męczy się bo ona tak lubi wstawać a po 2- pomidory byłyby już takie niesmaczne..hmm,no rzeczywiście..
obserwowałam ją-nic mi w gruncie rzeczy do tego czy wstaje o 6.00am czy o 12.00 ale byłam ciekawa kiedy jej się to znudzi-no bo początki oczywiście zawsze wspaniałe
nie znudziło się po 1mc 2mc-myślę -pójdzie do pracy to napewno sie znudzi-poszła-nie znudziło się,więc zaczełam podziwiać jej wytrwałość.On oczywiście przestał być "panią domu"po pracy zjadł smaczny obiad i zabierał ją na wycieczki,jako zadość uczynienie za jej pracę domowa która z całą pewnoscią odwalała za niego..ale jej to zaj...ie pasowało,i do dnia dzisiejszego dziwię się dlaczego jej to pasowało i dlaczego nadal pasuje-taki typ?takie warunki współpracy małżeńskiej?znudzi się nie znudzi?mam nadzieje że nie, skoro wszyscy w gniazdku szczęśliwi-szukać winy u niej bo się stara,a on to staranie po prostu przyjmuje.hmm
Drugi przypadek:
moja była współlokatorka,razem ze sobą są 8 lat,ona pedantka,-on tez bo musi ona nie umie nawet jajecznicy zrobić,nawet zupy chińskiej bez przeczytania instrukcji nie zrobi,jeżeli pisze gotować makaron 10 min,to nie 11 ani 9,ze stoperem stoi-żeby się nie rozgotował-on nie musi miec obiadków,zje wszystko,nie wymaga od niej żadnego poświęcenia typu-pani domu-bo ona nią nie jest i nie da sie zapędzać do rogu kuchennego,ona pracuje,on pracy bynajmniej nie szuka,za to nowe filmy DVD I "hiciory na "playStation"poszukuje wszędzie i za wszelką cene
Ona mu brzydko mówi,że nie wie kim jest bo facetem napewno nie-więc po co z nim dalej żyje?przyzwyczajenie?Pewność że jej nie opuści,bo go utrzymuje?on utrzymankiem nie jest od zawsze,pracował ale jakoś zrezygnował i "szuka"
trzeci pzypadek:
on wyjazdy delegacje,firma,biznesy;byleby kupa kasy na koncie no i żona najładniejsza,najzgrabniejsza,najcudowniejsza-
no i taka jest-dla niego dla innych też Ta kobieta nie ma absolutnie nic na głowie,tylko jego,
a on wymaga żeby leżała i pachniała,żeby kupowała mu koszule i przypilnowała domu gdy go nie ma,prowadzi nietypowy zawód "żona",on daje, ona przyjmuje,jej się to nie nudzi(bo chyba nie ma co narzekać)on też nie narzeka bo ma wizytówke
najsexowniejszą na każym bankiecie,i zawsze inna koszule,ona mu się nie nudzi bo go zaskakuje swoją kondycja fizyczną,on jej też nie, bo ją kocha,ona też go kocha po swojemu,tak naprawde go nie zna-nie ma pojęcia o jego interesach,ani jej to nie obchodzi,żyje sobie swoim życiem a on swoim,i żyja tak 7 lat-i im jest w tym bardzo dobrze.
Myślałam że takie historie zdarzają się tylko w ameryce lub serialach typu"bollywoodzkich"
zapytałam czy jest szczęśliwa mimo wszystko,mimo tego że ma wszystko,nawet ma w tym wszystkim jego miLość o dziwo-
odp.że jest najszczęśliwsza na swiecie nie dlatego że to sie jej przydażyło -bo zawsze to miała-tylko dlatego że potrafi zaciągnać się szczęściem do dna płuc-nie szuka wzruszeń wszędzie i za wszelką cenę..
Jest tyle historii ile ludzi, ile par na ziemi-i każda inna,-tak naprawdę każdy się godzi na swój los,biadoli,narzeka ,ale się godzi..
nie wiem dlaczego tak jest,przecież trzeba sobie wziąść czasami darmowy etat,czasami zrobić sobie żagle z pracy i obowiązków,ale we wszystkim trzeba mieć jakiś własny stoper-żeby się nie zapędzać do kuchni świadomie a potem kląć -że to na chwilkę miało być i to już nie aktualne-albo się na coś godzimy albo nie-i jeżeli facet ,kobieta- jest z nami bo coś a nie mimo wszystko-to z całą jaskrawością widać dlaczego jest .
Jeżeli się kocha stara się być lepszym niż się jest w rzeczywistości-tak już jest-i warto kochać chociażby dla tego faktu,
Coraz więcej jest związków partnerskich nie małżeńskich-i zapewne jest łatwiej z takiego związku odejść jeżeli któreś z Partnerów nagminnie pomija słowo"partnerstwo"droga wolna-tylko z przyzwyczajeniem gorzej się rozstać.
Nie sadzę żeby w w/w przypadkach działo się coś bardzo niedobrego w ich partnerowaniu im to po prostu odpowiada,a jeżeli odpowiada to po co biadolą i nadal są razem?przyzwyczajenie,czy po prostu jest im tak dobrze,a że Polacy narzekacze to zawsze znajdą sobie powody do narzekania.
Wchodząc do rzeki nie można się nie zmoczyć,poznając człowieka można się pomylić jednak nie musi się z nim być.
Pozdr |
|
Ladybaby |
Hazael - masz duzo racji w tym co piszesz... rozpieszczamy naszych FACETÓW, gotujemy im obiadki, pieczemy ciasteczka - wszystko dla naszego "misia, kotka czy innego zwierzaczka" , najczęściej w zamian nie otrzymująć nic lub bardzo nie wiele. To przykre... bo wielu mężczyzn uważa , że zajmowanie sie domem to przeciez dla kobiety przyjemność a nie prawdziwa praca
Prawda jest również fakt że od wczesnych lat dzięcięcych upycha sie nam , kobietom-dziewczynkom, w głowach Stereotyp , że to MY mamy dbac o dom, MY mamy prać, prasować,sprzątać i jeszcze w między czasie, tak mimochodem rodzic i wychowywać dzieci.... A pan i władca (czytaj mąż) pracuje i zarabia na rodzinę. A po pracy gazeta, piwko, koledzy... aty babo charuj-sama tego chciałaś... Na szczęście kobiety coraz częściej dostrzegaja że cos tu nie gra i same zaczynaja brać ster w swoje ręce. Nie jestem zagorzałą feministka , mam świadomość że nie wszytkie prace moga wykonywac kobiety, ale uważam że każda z nas ma prawo decydować o sobie i walczyc o siebie... zrozumiałam to po 8 latach małżęństwa . |
|
hazael |
Pfff.. kobietom zachciało się feminizmu, a teraz kwiczą, bo mają za dużo pracy..? 
Wydaje mi się, że trochę generalizujecie pewne fakty. Nie kazdy facet jest taki sam, dlatego same sobie jesteście winne, że macie takich a nie innych facetów, wiec po co te narzekactwo?
Znam takie parki, że jest zupełnie inna sytuacja - kobieta nie robi praktycznie nic (totalna roślinka) - nie ma dzieci, pracy, obowiazków. Jedynym zajęciem tych kobiet jest wypad do solarki, tipsy, fryzura i obgadywanie sąsiadów u koleżanki. ich Mąż po robocie wraca i nawet nie woła jeść - wcześniej jadł na mieście. Przyznam, ze nie robienie nic to też wielki wysiłek - na miejscu takich kobiet na pewno bym zwariował z tego "przepracowania"...
Znam kobiety, które uważają, iż "meżczyznę trzeba sobie wychować". Nie będę sprzeciwiał się tej myśli, bo taka jest prawda.
Kobiety w poczatkowej fazie znajomości ze swoim partnerem dość często usiłują sie mu przypodobać tak, aby im nie uciekł. Nie robią sobie z niczego problemu - są "dobre, wyrozumiałe, uczynne". Każdy błąd popełniany przez faceta, jest u kobiety traktowany jako "nic się nie stalo".
Dość często, na początku cudownie zapowiadajacego się związku damsko-męskiego, panuje u kobiet takie pojęcie, jak "przez żołądek do serca" - czyli kolejny motyw na przekupienie mężczyzny, by go "mieć tylko dla siebie".
Mężczyźni bardzo łatwo sie przyzwyczajają do wszystkiego co wygodne i przyjemne - nie miejcie później do nich pretensji. Stare powiedzenie: "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Więc jeśli na początku związku niemal na siłe uszczęśliwiacie swoje pociechy dobrym jedzonkiem, bądźcie konsekwentne do końca i nie narzekajcie lub najlepiej od samego początku nic nie róbcie i będzie super. |
|
happy_birthday |
będę wredna i uściślę:
nie "same sobie na to zapracowałyśmy", tylko rzeczywiście stulecia uwarunkowań kulturowych. mnie jednakowoż przy polowaniu na mamuty nie było i ja się za taki układ sił winna/odpowiedzialna nie czuję, o. (może gdybym była, to świat wyglądałby teraz inaczej... )
uwarunkowania społeczno-kulturowe swoją drogą, ale bonus gratis mamy jeszcze wychowanie. bo naprawdę do bardzo niedawna takie wzorce obowiązywały. powiew zachodu i postać kobiety pracującej (ale nie w sensie: "ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję" z filmu, tylko takiej superwoman łączącej dom i pracę zawodową) to na naszym rodzimym gruncie bardzo nowe wynalazki, tak samo jak idea związków partnerskich. i ja bym się przy tym specjalnie nie zamartwiała tym, że na przestrzeni paru lat skostniałe układy jakoś nie chcą się kruszyć. nasze córy już sobie nie dadzą wejść na głowę, tak przypuszczam. dajmy temu nurtowi jeszcze trochę czasu.
inna sprawa, może większości Pań tu obecnych mniej dotycząca, mnie jako "dwukierunkowej" jak najbardziej: (znów cytując czupurne kędzierzawe fest-polki) Gdzie ci Mężczyźni? z jakichś przyczyn otaczają mnie w ilościach hurtowych produkty, które z zewnątrz może i przypominają mężczyznę, ale wewnątrz są niedorobionym prototypem wypuszczonym do użytku pomyłkowo tuż po wstępnej fazie konstrukcyjnej, bez poprawek, niedopracowani... Duzi chłopcy. niesamodzielni, niezaradni, bałaganiarze lejący w portki po nocach po lekturze Hemingwaya. nie, żeby tego typu wzorce mi imponowały... ale wolę już to i etos rycerski niż pidżamowych "wirtualnych chłopców" znających ryzyko i odwagę tylko z Quake'a/WoW/itympodobnych. nie umiem pojąć, chociaż pewnie powinnam: co sprawia, że tyle matek schowało pod szczelnymi kloszami swoich ukochanych syneczków, chroniąc ich mięśnie przed wysiłkiem związanym z pracami domowymi i ich głowy przed kłopotliwym podejmowaniem decyzji o własnym życiu.
bo też i tym matkom zawdzięczamy wcześniej opisane problemy, czyż nie? |
|