Kto nie jest matką, pewnych rzeczy nigdy nie pojmie.
Chyba nie zamierzasz się licytować kto jest w stanie lepiej zrozumieć decyzję Agaty?
Słuchajcie, to nie jest po prostu matka oddająca życie za Dziecko. Taka choroba to nie jest piękne umieranie pozwalające na piękne decyzje. To jest "tyrania gruczołów", i nie wierzę w dobre miny, wielkie słowa, "bezwarunkową miłość" w takiej sytuacji. Taka choroba to tylko i aż, Walka ze samym sobą, ile jeszcze wytrzymasz i czy w ogóle chcesz. To nie była prosta sytuacja, ona miała pewny przeszczep, miała szansę, mogła walczyć.
Weronika, jeśli mówisz o ryzyku to spójrz na pełny jego wymiar- ryzykiem dla jej zdrowia i życia było urodzenie dziecka, gdzie jego życie i zdrowie też były kwestią ryzykowną, ryzykiem mogło być przesunięcie planów macierzyńskich na czas po przeszczepie, ryzykiem mogła być dalsza walka w nadziei na wygraną i możliwość nie tylko urodzenia dziecka, ale i spędzeniu przy nim więcej niż dwóch miesięcy... Ja nie twierdzę, że którekolwiek ryzyko jest lepsze, czy gorsze, ale o jego wyborze decyduje to, czy jest jeszcze chęć walki o siebie. Nie wyobrażajcie sobie, że chodzi o dziecko, męża, ordery, "bezwarunkową miłość" czy kogokolwiek i cokolwiek innego. Chodzi tylko o JA. I tyle.
A jak się chce uczcić swoją pamięć to się pisze Wiersz, jak Horacy.
to nie jest licytacja.
moje zawodowe doświadczenie pozwala mi na takie stwierdzenie. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia... a nie wczucia się w osobę właśnie tam siedzącą.
Agata chorowała od 17 roku życia. Miała pełną świadomość tego jaka i czym jest ta choroba.
pewnych przeszczepów NIE MA to po pierwsze. żaden lekarz nie powie, że przeszczep jest pewny. minimalizuje się niezgodności do 99% ale nie do pewności.( nie będę się tu wgryzać w medyczne wyjaśnienia typu: po przeszczepie zmiana grupy krwi, leki do końca życia, które pozwalają nie odrzucać go itp itd.) Agata doskonale wiedziała co robi.
zaszła w ciążę i musiała wybrać, podjąć decyzję niehipotetyczną ale zaistniałą, wybrać między życiem a życiem.
dlatego pozwoliłam sobie tu na tym forum napisać ze: Kto nie jest matką pewnych rzeczy nigdy nie pojmie.
(...) A jak się chce uczcić swoją pamięć to się pisze Wiersz, jak Horacy (...)
hmm myślisz, że chciała uczcić swoją pamięć ???
albo,że ja przytaczając wzmiankę o Horacym miałam na myśli, że takimi czynami przechodzi sie do ludzkiej pamięci???
powiem tylko, że takich kobiet anonimowych, nieznanych nikomu, które dokonują takich samych wyborów jak Agata jest w codziennym życiu bardzo wiele. Horacy to tylko narzędzie, by 'nie cały umrę' znaczyło dokładnie to co znaczy , czyli ZYCIE
a życie to każdy kolejny człowiek. Jej wyborem - bardzo świadomym wyborem było ZYCIE.
ver.
ps. moja wypowiedz zarówno pierwsza jak i druga w tym temacie nie ma nic wspólnego z oceną czy powinna tak wybrać czy nie powinna.
moja wypowiedz jest tylko i wyłącznie moim zdaniem do którego mam prawo.
sens mojej wypowiedzi to: wybór należy zawsze do tego który wybiera. co najwyżej mogę tylko spróbować zrozumieć dlaczego tak a nie inaczej. dlaczego irracjonalnie a nie pragmatycznie.
jakiekolwiek medialne posługiwanie się i spekulowanie takimi wyborami do walki polityczno-religijnej jest manipulacją. Zresztą mąż Agaty dał temu dobitnie odpór odmawiając odznaczenia państwowego i dobitnie studząc zapędy fanatyków wynoszenia na ołtarze pozwalając upublicznić Jej testament.
QUOTE: "pewnych przeszczepów NIE MA to po pierwsze. żaden lekarz nie powie, że przeszczep jest pewny. minimalizuje się niezgodności do 99% ale nie do pewności.( nie będę się tu wgryzać w medyczne wyjaśnienia typu: po przeszczepie zmiana grupy krwi, leki do końca życia, które pozwalają nie odrzucać go itp itd.) Agata doskonale wiedziała co robi."
moje doświadczenie zawodowe mówi mi zaiste to samo. nie powiem - wiedziałam, że tak będzie. naprawdę nie chodzi mi o analizowanie Jej motywacji. czy wierzyła, czy nie, że uda Jej sie pokonać chorobę. czy zdawała sobie do końca sprawę. fakt - nie jestem matka,więc tym bardziej nie zamierzam się ustosunkowywać. sytuacja abstrakcyjna od początku do końca. chciałam jedynie napiętnować interpretacje Jej czynu przez media. po raz kolejny mówię.
Myślę, szanowna ver. ze Thalia mówiąc
QUOTE: ' ona miała pewny przeszczep, miała szansę, mogła walczyć. '
miała na myśli to, iż został znaleziony 'idealny' dawca. myślę, że także z racji Jej popularności miała relatywnie większa szansę by zadbano o nią jeszcze lepiej. jak o Saletę, który gdyby nie był kim jest - byłby martwy. i dobrze o tym wiemy. lekarze mieli nóż na karku. gdyby coś poszło nie tak - dobrali by się im do tyłków. jestem akurat z rodziny lekarzy i znam te sytuacje od kuchni. jak to jest kiedy do szpitala przyjmują Vipa. walczyli - nie udało się. chwała im za to, że dali z siebie wszystko. Sepsa to koszmar lekarzy. wiem, że tak naprawdę nie mogli wiele zrobić. współczuję im tej bezradności.
QUOTE: ryzykiem dla jej zdrowia i życia było urodzenie dziecka, gdzie jego życie i zdrowie też były kwestią ryzykowną
dokładnie tak samo uważam. czysta ruletka. życie Ich obu było zagrożone. nic nie było pewne. ale daruję sobie rozwlekanie tego po raz kolejny. zresztą komu to potrzebne teraz, kiedy nic się już nie da zrobić.
QUOTE: jakiekolwiek medialne posługiwanie się i spekulowanie takimi wyborami do walki polityczno-religijnej jest manipulacją. Zresztą mąż Agaty dał temu dobitnie odpór odmawiając odznaczenia państwowego i dobitnie studząc zapędy fanatyków wynoszenia na ołtarze pozwalając upublicznić Jej testament.
tak. mąż Agaty zachował się w moim pojęciu najrozsądniej jak tylko mógł. aż dziw bierze, że w tak traumatycznej sytuacji jego Stosunek do prasy, jego wypowiedzi były tak zdystansowane, tak chłodne i wyważone.
ale naprawdę chciałam usłyszeć, co sądzicie o samym stosunku mediów. o ich roli i przyjętym przez nie stanowisku. czy raczej stanowisku, jakie przyszło im odzwierciedlić z racji ich również zależności [sic!] ich poprawności politycznej. bo przecież żaden 'niezależny' podmiot obecny szeroko na arenie publicznej nie wyraził, czy nie śmiał sie wyrazić w duchu naszych dzisiejszych stwierdzeń. jedynym zachowawczym przedstawicielem rozsądku okazał się właśnie mąż Agaty.
chcę usłyszeć Wasze zdanie na temat "medialnego posługiwania się i spekulowania takimi wyborami do walki polityczno-religijnej" jak ujęła to ver. do forowania takiej czy innej postawy z pobudek niekoniecznie szczerych i przesyconych podziwem dla czynu tej kobiety.
rozwińcie swoje refleksje. szalenie mnie interesuje Wasz ogląd tego bulwersującego miniszołu, jaki zrobiono. czym wytłumaczyłybyście przyjęcie takiego właśnie stanowiska przez media. nawet jeśli odpowiedź wydaje Wam sie trywialna, lub niepotrzebna. nawet jeśli wymagałaby powiedzenia paru słów skrajnych.
dlaczego media obróciły to w ten sposób... komu, na co to może się przydać...
Nie wiem dlaczego człowiek ,jest tak jakoś dziwnie skonstruowany,że jeśli dane mu zostanie w ręce
jakieś prawo a co gorsza władza -to panuje totalne bezprawie-a media umią tym bezprawiem żonglować w taki sposób żeby było co opowiadać w gazetach,dziennikach,oprawiać w tanie ilustracje czyjeś nieszczęście tylko po to żeby się sprzedało,
żeby było o czym "pogadać"Jeżeli codzi o" Polskie zoo" polityczne,-jestem za wolnością słowa dziennikarzy jeżeli chodzi
o ludzkie tragedie ,nieszczęścia (smierc Agaty,ciąża 14 latki)jestem stanowczo przeciw-takiej"psełdo-medialnej"pomocy ,
,tylko po to żeby trzymać statystyki oglądalnośći...
to ja tak trochę obok tematu.
jeśli chodzi o cel medialnego cyrku, zgadzam się ze stwierdzeniem, że sensacja dobra jak każda inna, ma wszystko, ma dramat, tragiczne decyzje, tragiczne skutki, wzruszający happy end. co za różnica, telenowela czy artykuł w gazecie - grunt, żeby pani Alicja z pierwszego piętra powiedziała pani Zdzisi i żeby odtąd razem łaknęły szczegółów całej historii. nakład, nakład. dobrze się sprzedający medialny event.
a dopiero z tej rozpędzonej maszyny korzystają ci, którym zależy na przemyceniu swoich treści, stąd uświęcenia itepe.
ale ja od mediów uciekam, więc oceniam na czuja, mogę czegoś nie wiedzieć.
prawdziwy problem nie w medialnej nagonce, tylko właśnie w tych, którzy z każdej historii zrobią własne narzędzie, jeśli tylko da się odpowiednio ją dopasować do wymogów ichniej teorii. Agata Agatą, ale historia jedna z wielu.
o istocie działania i celach organizacji pro-life (albo pro-abortion?) się nie wypowiem ani karcąco, ani popierająco, bo nie mam wiedzy. ale wydaje mi się, że to jest chyba właściwy temat, sedno problemu.
mnie jednak najbardziej interesują motywy jej decyzji, to z kolei moje "zawodowe zboczenie". i w jakiś sposób, po zastanowieniu, jestem w stanie to zrozumieć. ważne: nie myliłabym samorealizacji z egoizmem. jeśli kogoś ten wątek też interesuje, to rozwinę myśl, póki co tyle z mojej strony.
o istocie działania i celach organizacji pro-life (albo pro-abortion?) się nie wypowiem ani karcąco, ani popierająco, bo nie mam wiedzy. ale wydaje mi się, że to jest chyba właściwy temat, sedno problemu.
Na szczęście nie ma czegoś takiego jak pro- abortion opozycją dla pro- life są organizacje pro- choice
Nie ukrywam, że do pro- life pałam ogromną niechęcią, przy czym nie jest to w całości kwestia przekonań. Ci ludzie doprawdy potrafią w swej "walce o dobro" wyrządzić wiele zła. Ich działalność, między innymi, polega na dowiadywaniu się o sytuacjach, gdzie w grę wchodzi aborcja, docieraniu do tych kobiet i próbach przekonania ich do donoszenia ciąży- wbrew wszystkiemu, bez względu na jakiekolwiek okoliczności. Aktualnym przykładem takiego działania jest przypadek 14- latki z Lublina, o którym można poczytać w Internecie ( w tym przypadku zainteresowanie mediów to szczęście, bowiem dzięki rozgłosowi dziewczynie nareszcie pozwolono podjąć decyzję samodzielnie). Niestety często to kończy się inaczej. Znam przypadek sprzed paru lat, gdy pewna 26-latka zmarła we wczesnej ciąży, której, (po wmieszaniu się w sprawę "obrońców życia" ), nie leczono w obawie przed poronieniem. Obrona życia- jakiś absurd!
QUOTE: mnie jednak najbardziej interesują motywy jej decyzji, to z kolei moje "zawodowe zboczenie". i w jakiś sposób, po zastanowieniu, jestem w stanie to zrozumieć. ważne: nie myliłabym samorealizacji z egoizmem. jeśli kogoś ten wątek też interesuje, to rozwinę myśl