Moim zdaniem nie chodzi nawet o to, by "gadać po próżnicy", wymieniać się anegdotami i plotkami, lecz przedstawiać konkretne sytuacje i w jakiś ogólny sposób je komentować, wyciągając tym samym jakieś wnioski. Obie Panie mają rację, lecz oczywiście ja tez wtrącę swoje trzy grosze.
Obserwacja zachowań ludzi pozwala na dokładniejsze ich poznanie. Analizy tego typu bywają pomocne przy budowaniu ogólnych rysów psychologicznych, lecz też pokazują, że nawet podnoszenie głosu już ma jakieś głębsze przyczyny. Ponadto - rozważania o agresji na poziomie teoretycznym, lecz poparte przykładem w pewien sposób pokazują, jak się zachowujemy i jak nasze zachowanie może zostać zinterpretowane, jak jest odbierane przez innych ludzi, jaki ma na nich wpływ.
Faktem jest, że wybitnych pedagogów raczej nie wciągniemy do tej dyskusji, lecz otwarcie własnych horyzontów poprzez wymianę myśli jest (moim zdaniem, oczywiście) konieczne.
Ergo nie każdemu dziecku można pomóc. Nie każdą matkę można zmienić, nie każdemu ojcu można wytłumaczyć, że ośmiolatka taszcząca siatkę z zakupami, która jest niemal jej wielkości powinna raczej być na podwórku z innymi dziećmi, a nie posłusznie iść za tatusiem, któremu bardzo ciąży puszka piwa. Bezsilność jest denerwująca, a jakże! Również we mnie się gotuje, gdy myślę na ten temat, lecz wciąż mam nadzieję, że moje "puste gadanie o oczywistościach" jednak kogoś postawi na nogi. I nie tylko moje gadanie. Dwie matki ode mnie z pracy już zaczęły inaczej traktować swoje dzieci w momencie, gdy któraś z bardziej porywczych kobiet nakrzyczała na nie, że
Dziecko to człowiek, a nie pies.