Z relacji mojej szanownej przedmówczyni wynika, że
Syndrom M. bardzo przypomina hipochondrię, lecz ze zmianą obiektu. Z moim informacji wynika, ze hipochondria jest chorobą, której można się nabawić (patrz: podręczniki do psychologi autorów Eysenck i Zimbardo). Podobnie zresztą jak syndromu M. Nie ukrywajmy, w podłożu tych zjawisk leży głęboka potrzeba zwrócenia na siebie uwagi innych, wywołania współczucia i uzyskania pomocy, opieki. Mechanizm jest tak właściwie ten sam, z tą jedną różnicą, że u hipochondryków można zaobserwować masochizm, a u matek z syndromem M. -
Sadyzm.
jednak do wszystkiego trzeba mieć predyspozycje, natomiast gdybanie o przyczyny powinno się pozostawić znawcom tematu. Ludzka psychika bywa zaskakująca w swych zawiłościach, a nade wszystko w delikatności. Dopadające ludzi teraz histerie, nerwice, depresje i Bogowie wiedzą co nie biorą się przecież z powietrza - decydują o tym rodzice, model rodziny, odebrane wychowanie, rówieśnicy, środowisko, predyspozycje psychiczne, przebyte wydarzenia o zabarwieniu traumatycznym... Każdy występujący z daną teorią ma rację i w pewien sposób się myli - ponieważ nie można tych czynników traktować oddzielnie, w oderwaniu od reszty.
Swoją drogą, osoby za wszelką cenę starające się zwrócić na siebie uwagę (UWAGA! robienie krzywdy innym tez jest formą zwracania uwagi na siebie) w pewnym ważnym momencie swego życia otrzymały tej uwagi za mało.