Płeć a społeczeństwo, hm. Powiedziałabym bardziej, że powinniśmy wyjść od zagadnienia płci kulturowej czy nawet płci społecznej i zestawić ją z płcią biologiczną. Nie ukrywajmy, jest to temat - rzeka.
Nie zmienia to oczywiście faktu, ze rola kulturowa o wiele silniej oddziałuje na nas niż rola społeczna. Kobieta, jako istota o konkretnym wyglądzie morfologicznym, zachowaniu i mentalności, zawsze stanowi i będzie stanowić istotę odmienna od mężczyzny. Determinuje to nie tylko jej biologizm i fizjonomia, jak również zaplecze kulturowe ciągnące się za nią od zarania dziejów. Nie bez powodu kobiety zostały w domu, ponieważ tylko one były i są w stanie opiekować się dziećmi - czytaj, potomstwem, przedłożeniem gatunku, zaspokojeniem instynktu samozachowawczego społeczeństwa - tym samym odgrywały bardzo ważna rolę. Historia społeczności zaczęła się przecież od Matriarchatu! jednak to mężczyźni ni z powodu tężyzny fizycznej doszli do władzy, zaczął się patriarchat, który trwa po dziś dzień. Kobieta została utwierdzona w domu nie z powodu swojego znaczenia dla gatunku, lecz dlatego, by nie stanowić (wcale-nie-bez-podstawnego) zagrożenia dla patriarchatu. dopiero ostatnich sto lat z okładem dało nam tzw. emancypację, gdzie dopiero od jakichś 40/50 lat trwa dyskusja nad zagadnieniem płci w ujęciu kulturowym, społecznym, tutaj chodzi oczywiście o queer i gender.
tyle mojego wywnętrzania się jeżeli chodzi o historię.
Jeżeli mogłabym się jakoś do tego ustosunkować... Uważam, że to, jacy się urodziliśmy ma na nas duży wpływ. Kobieta, która za wszelką cenę stara się ubierać, wyglądać i zachowywać jak mężczyzna jest dla mnie śmieszna, nie z kulturowego punktu widzenia, lecz biologicznego. Urodziła się z narządami rozrodczymi w środku i jest to fakt niepodważalny. Oczywiście z punktu widzenia społecznego niech sobie nawet biega w garniturze po mieście - ja tak kiedyś robiłam i jakoś wielkiej sensacji to nie wzbudziło. Nie zapominajmy jednak o tym, że to kobieta podtrzymuje nasz gatunek, więc nie powinna rezygnować z tego niewątpliwego daru danego przez naturę.
Zaś co do facetów... osobiście bardzo jestem przeciwna zniewieścieniu mężczyzn. Rozumiem
Gejów, kilkoro moich przyajciół to właśnie panowie homoseksualni, którzy wiedzą, do czego służą kosmetyki, podobnie jak ich heteroseksualni koledzy (a o czym nie wiedzą niektóre moje homoseksualne koleżanki... pozostawmy to bez komentarza), lecz nie mają w sobie aż tak wyeksponowanego pierwiastka kobiecego. Doskonale zdają sobie sprawę ze swojej biologicznej płci i wiedzą, jakie konsekwencje niesie to ze sobą w kulturze i społeczeństwie. Podczas jednej z dłuższych rozmów między mną a kolegą z branży i "po fachu" (ja bi, on homo, oboje nauczyciele) stwierdziliśmy, iż nasza orientacja seksualna nie ma znaczenia w spełnianiu roli kulturowej i społecznej...
... do pewnego momentu.
Poruszę tu kwestię tak drażliwą, jak adopcja dzieci. Z mojego, pedagogicznego punktu widzenia, trawestując jednocześnie wspólny mój i A. wniosek - pary homoseksualne NIE POWINNY posiadać dzieci i całkowicie się z tym zgadzam - nie dlatego, żebym była jakaś negatywnie zastawiona do par homoseksualnych - nic takiego!
Jednak dorastające
Dziecko MUSI mieć przedstawiony przed oczami przykład kobiety i mężczyzny, jako dwóch przeciwieństw. Inaczej jego rozwój zostaje zaburzony. Znam kilka takich przykładów z doświadczenia, gdzie np. chłopcy byli wychowywani przez same kobiety (matka, babcia, ciotka). Zabrakło męskiego wzorca, gdyż ojciec i dziadek zginęli w wypadku samochodowym. Dorastający młodzieniec miał duże problemy z odnalezieniem się we własnej płci - bo zabrakło mu typowego męskiego wzorca.
oczywiście można mój argument podważyć, nawet byłabym temu rada.
Reasumując - role biologiczne, społeczne, i kulturowe, jakkolwiek różnią się od siebie, nierozerwalnie się ze sobą łączą, i każdy spełnia je na swój indywidualny sposób. Tym samym ile sposobów, tyle głosów.
Cóż, mnie na przykład bycie kobietą (pleć biologiczna) nie przeszkadza w posiadaniu orientacji biseksualnej, byciu nauczycielem (płeć społeczna) i aktorką (płeć kulturowa). Chyba, że ktoś jest innego zdania.