Zwiedzając różne zakątki Polski, zauważam różne kultury, nie tylko inną kulture osobistą ludzi których spotykam,ale również kultury regionalne.
Niby ten sam kraj a tak wielka różnica kulturowa.nie mówie już o większym czy mniejszym zachowywaniu tradycji o jakichś specyficznych daniach regionalnych itd.tylko o kulturze społeczeństwa danego regionu,kulturze bytu a w rezultacie kulturze osobistej.
Oryginalnie pochodzę z Zakopanego,oczywiście mówię czysto po góralsku,mam też wszystkie"gadżety" góralskie strój,kiepce itd i mam też inne nawyki,inne poglądy,mam też inną mentalność i kulture od osób które spotykam np.W warszawie,w Gdańsku czy w Krakowie.
Zastanawiam się czy moja Kultura osobista oraz światopogląd jest wyniesiony z domu rodzinnego,odgapiony od rodziców czy też osób z którymi przebywałam,czy to zasługa regionu w którym się wychowałam i zapamiętałam tamten klimat otaczającej mnie rzeczwistości..W wielu krajach byłam przejechałam wzdłuż i szerz, różne kontynenty,i regiony w tamtych krajach , niepamiętam abym odczuła aż tak wielką różnicę kulturową u tubylców mieszkających na danym kontynencie..a w Polsce ludzie wydają mi sie być w każdum regionie inni,bardzo inni.
Nie wiem czy ja takie mam spostrzeżenia gdyż należe do jakiegoś odłamu kulturowego,czy tak jest naprawę?
Też trochę zwiedzałam Polskę nasza kochaną, poznawałam wielu ludzi i z wieloma różnymi osobnikami rozmawiałam, i wychodzę z założenia, że region, w którym człowiek się wychował ma przeogromny wpływ na jego kulturę osobistą, zachowanie, światopogląd, przyzwyczajenia... Złapałam się ostatnio na tym, że nawet poszczególne miasta mają tak specyficzny klimat, że bez trudu (kiedyś oczywiście) byłam w stanie odróżnić mieszkańca Świdnicy od mojego rodzimego Zasiedmiodziurogrodu, o Wrocławiu oczywiście nie wspominając.
Linczowano mnie już za to na forum kilka razy, ale raz jeszcze powtórzę swoje zdanie: zachowania ludzi są determinowane w dużej mierze przez kulturę, a ta w jeszcze większym stopniu zależy od regionu, dlatego szeroko pojęta Kultura polska może się nijak mieć do wąsko pojętej kultury regionalnej. Oczywiście kiedyś było to o wiele bardziej widoczne, lecz coś ponad 150 lat dorobku technicznego nie zmaże piętna tradycji, którą nasi przodkowie pielęgnowali od kilku tysięcy lat
Co mnie osobiście uderzyło podczas moich podróży... W Zasiedmiodziurogrodzie i okolicach większość ludzi posługuje się (a przynajmniej stara) czystym językiem literackim. Oczywiście są wyczuwalne żargony itp, lecz nie będę się na ten temat rozwodzić, by znów nie zostać posądzoną o niepotrzebny wykład. Podczas moich kilkuletnich podróży autostopem napotkałam kiedyś na człowieka, który zaczął mówić do mnie po kaszubsku - nie zrozumiałam, czego kierowca ode mnie chce (proszę, nie komentujcie). Do innych przypadków należała sytuacja, gdy w Warszawie spytałam o drogę dwójkę przechodniów. Odpowiedziano mi tak niedbale i tak silnie kalecząc język, że momentalnie przeszłam na język angielski, w którym lepiej rozumiałam moich rozmówców niż po polsku. Wydawało mi się, że zaczepiłam dwójkę obcokrajowców. kiedy na samym końcu rozmowy powiedziałam po polsku: "Dziękuję za pomoc" jedna z osób odezwała się w głos: "Ale przecież my tez jesteśmy Polakami!". Do tej pory nie może mi ta sytuacja zamazać się w pamięci.
hmm Droga torrment właśnie nie chodziło mi o kulture językową,czy tzw. slang w danym regione Polski..tylko o kulture ludzi -zachowania-poglądy..a to ze ludzie kaleczą jezyk,skracają,jest normalne na całym świecie..
Polska to kraj tradycji i przywiązania. Powoli to wygasa, ale jednak da się zauważyć ta mentalność. Przywiązujemy się do własnego gruntu, domu. Wieszamy w oknach zasłony, odgradzamy się płotami - czasem wysokimi murami. Dbamy o swoją intymność. Mamy też kompleksy i "wszelkie brudy zamiatamy pod dywan". Da się to zauwazyć u ludzi przebywających w dość odseparowanych miejscach - zdala od dużych miast.
Miasta to skupiska skrajnych środowisk społecznych - jest w nich dużo przyjezdnych z innych czesci kraju. W dużym mieście da się zauważyć już niewielkie róznice kulturowe i poglądowe. W mieście jest mniejsze poczucie własności. Czesto żyjemy w wynajmowanych mieszkaniach, zmuszani jesteśmy do obcowania z sąsiadami, którzy nie zawsze chcą byc z nami zgodni - ale muszą.
W krajach, do których w dużej mierze przybywają ludzie z innych cześci świata (np za pracą), jest bardzo wysoko rozwinięta tolerancja rasowa, poglądowa itd. Rzadkością są ogrodzenia na prywatnych posesjach, brak zasłon w oknach - ludzie są bardziej otwarci.
Myślę, że w Polsce tolerancja się rozwija, a róznice kulturowe przestają być zauważalne. Wszystkiemu jest winny proces globalizacji, który ma swoje plusy i minusy. Nasza mentalność oraz wartości kulturowe zanikają - dązymy powolutku do jednolitej szarej masy tego swiata, w którym wszyscy mówia jednym językiem, kończa z tradycjnym regionalnym pysznym jedzonkiemi i zaczynają spożywać ten sam modyfikowany syf co prawie kazdy. W zamian za to jesteśmy bardziej tolerancyjni, otwarci i podobno szczęśliwi
mieszkalam - wychowalam sie w kielcach - bardzo specyficzne pod kazdym wzgledem miasto.
mieszkam juz jakis czas w warszawie - totalnym mish-mashu. wewnatrz samej stolicy mozna wyroznic specyficzne zachowania, tradycje i typy osobowosciowe.
blizej poznalam ludzi z trojmiasta, slaska i gor.
totalnie inne tematy. jest cos w geografii co determinuje kulture i zachowania. i sama nie wiem czy chodzi o powietrze czy jakies inne skazenia