hm... sporty... swego czasu grałam w piłkę ręczną ale nadgarstki mi poszły i posłuchałam Mamy... za co jestem Jej wdzięczna bo wkurza mnie jak czasami spojrzę na zegarek a tu mi strzelają kostki nadgarstka

a mogło być gorzej...
kolejny sport w jaki się potem bawiłam to tenis stołowy ale znajomym się szybko znudziło

więc musiałam przejść na coś indywidualnego...
wybrałam basen... do tej pory chodzę sobie raz w tygodniu (no czasami mi wypadnie nie iść ale to wiadomo różnie u kobiet jest

)... i od kilku lat sobie powtarzam że będę chodzić kilka razy ale jakoś mi się nei chce

ZoiL wspominała że UŚ pomógł jej wrócić do starego sportu... no cóż... ja nie byłam orginalna... wybrałam siatkówkę za którą nie przepadam ale akurat mi się idealnie w okienko wkomponowuje

może w kolejnym semestrze będzie mi pasowało coś ciekawszego

no i dzięki USiowi czasami muszę zapomnieć o windzie od której w bloku jestem uzależniona... ale taki uroki 18piętrowej uczelni

nagle musisz się znaleźć za minutkę (biorąc pod uwagę że już 5 jesteś spóźniona

) na 6 piętrze a wszytskie windy stoją gdzieś na górze... to sobie czasami biegamy po schodach...

to też taki fajny sport

chociaż raz chciałyśmy wbiec na 16 ale na 4 piętrze udało nam się przejąć windę i na szczęście nie musiałyśmy po 10 piętrach wdrapywać się na czworaka

aha... i jeszcze lubię turystykę górską... mogę tygodniami szwendać się po szlakach

(ale nie zawsze na tak długie wypady budżet pozwala

)