|
Do rozpoczęcia tego wątku zainspirował mnie (o dziwo) wątek 'Przeciwsłonecznie...". Wszyscy znamy pogadankę pod tytułem 'starość nie radość, młodość nie wieczność' o ile w pełni zgadzam się z drugą częścią o tyle uważam, że pierwsza nie musi być prawdziwa. Moja dobra kumpela, która kończy właśnie kosmetologię została ostatnio polecona przez swoją nauczycielkę do pracy w renomowanym centrum urody i ta właśnie kumpela opowiedziała mi taką historię. Poszła tam na rozmowę, wcześniej została uprzedzona, że kierowniczka to osoba surowa i wymagająca z 35-letnim doświadczeniem w zawodzie. Jednak kiedy ją zobaczyła, przeraziła się. Skóra na twarzy tej kobiety była cała ponaciągana, usta nienaturalnie wydęte i ogólnie cały czas, gdy na nią patrzyła miała wrażenie, że zaraz coś jej odpadnie albo pęknie :- I tu pytanie do Was Drogie Forumowiczki. Czy nie sądzicie, że kobiety, które na siłę próbują sie odmładzać (nie wnikam w sposoby czy to nadmiar kosmetyków, czy zabiegi chirurgii plastycznej) i robią to przesadnie wyglądają o wiele gorzej niż te, które potrafią godnie się starzeć czyli ze spokojem przyjmować każdą nową zmarszczkę na swej twarzy. Po prostu rozumieją, że młodość to nie wieczność, a zmarszczki to oznaka zmiany. W ogóle wszystko teraz nafaszerowane jest hasłami 'wyglądaj młodo!' w TV reklamują kremy wygładzające zmarszczki dla 25-letnich kobiet :o. Toż to jakaś paranoja. Dla mnie nawet 35 lat to jeszcze młoda kobieta, a wszystko wokół dudni, że powinna się odmładzać (czyt. dać zarobić producentowi drogiego kremu). Staje przed lustrem i dostrzega jakieś tam zmarszczki, na które nikt kto patrzy na nią nie zwraca tak na prawdę uwagi :- I jeszcze jedno jak to wygląda u Was czy pozwalacie sobie popaść w tą całą paranoje lub czy myślicie, ze w przyszłości sobie na to pozwolicie?
|