Dobry temat. Ponura wizja - kiedyś krążyła niesprawdzonej autentyczności historia rodem z 'przeludnionej' chińskiej republiki ludowej, że oto koleś idzie na spacer, na imprezę, do pracy, a budzi się obolały w obcym miejscu, pod mostem gdzieś lub w rowie, patrzy a obok leży przypięta karteczka - "usunięto Ci jedna nerkę, wymagasz pomocy medycznej, zgłoś się do szpitala". A więźniowie do czego służą? Ich utrzymanie kosztuje, a mafia narządowa ma kasę na łapówki dla naczelników więzień. To dopiero jest hardcore. Ale wracając....
tak, jestem za przeszczepami, zgodami na pobranie itd, popieram, niech mnie po śmierci mózgowej poćwiartują i wezmą co potrzebne i co się jeszcze nada. z jednego powodu prostego - mnie tam już wtedy nie będzie, a komuś się może przydać. póki co uszkodzonych mózgów nie zamrażają i nie wysyłają w przyszłość gdzie można by było je ponownie lutownicą zmontować
trzymając się nerek - z jedną krócej się żyje, bo ciągnie ona cały organizm, szybciej wysiądzie itp...więc trzeba by znać konsekwencje pozbycia się czegokolwiek, no chyba że ktoś hołduje zasadzie żyj krócej ale sobie poużywaj.
co to etyki... w filmie Niemoralna Propozycja Demi Moore też się zarzekała że za 1 mln zielonych się NIE prześpi z Robertem R, ale przycisnęło i cel uświęcił środki. więc never say never.
hipotetycznie: jako matka chorego dziecka, zakładając beznadziejną sytuacje finansową, zakładając, że to by było jedyne możliwe źródło wieeeelkiej mogącej pomóc kasy, to TAK, pewnie bym się dokopała do podziemnego jarmarku z narządami i pozbyła sie tego czy tamtego.
ps: ale te 50 tyś to wcale nie taka wielka kasa ;P
ciekawy temat.
pozdrawiam.