obsesja niepodległościowa wysoce zaraźliwa 8 mies., 1 tyg. temu
Oklaski: 10
...nie żebym zaczynała jakąś od siedmiu boleści dyskusję polityczną, ale pozwolę sobie na luźną może i nawet nie wymagającą komentarza uwagę a propos przedziwnej, od zawsze mnie nurtującej 'wszechpolskiej' [bez negatywnych skojarzeń proszę :)] mentalności, toksycznego w moim mniemaniu przeświadczenia o wyjątkowości i mesjanistycznych zapędów. jakoś nasunęło mi znów owo myślenie o wstyd mnie przyprawiającego żarliwego umiłowania wolności i równości [skojarzenia rewolucyjne mile widziane] przy okazji demonstracji o wolność dla Białorusi, możliwość wstąpienia przez Ukrainę [kochaną mą, naprawdę] do UE, czy o wolność dla Tybetu... to tak z pierwszych stron gazet.
zastanawiam się kiedy nasza Polsza kochana beknie solidnie za swoją niewyparzoną japę, za swoje niedowartościowanie rekompensowane tu i ówdzie w postaci wtryniania się w każdy możliwy kocioł i pokazywania się jako dobry brat, dobry sojusznik. jakbyśmy nie mieli własnego podwórka. do pasji mnie doprowadza totalny burdel dyplomatyczny i 100 wersji naszej polityki zagranicznej czyli z kim sie tu teraz sprzymierzyć?... może to nie miejsce na takie dyskusje, ale kurde... ja tu chciałabym jeszcze kiedyś zacząć się reprodukować i jakoś nie bardzo uśmiecha mi się by mój sukces ewolucyjny szedł się prać na jakimś froncie. nie wiem, może jestem przewrażliwiona jakaś? ale na pewno sklerozy jeszcze nie mam. tak cosik mi się wydaje, że jak Kosowo okaże się tą właśnie ostatnią kroplą, która przeleje czarę goryczy ujarzmionych nacji, tą właśnie pierwszą kostką domina, to... fali przemocy nic już nie zatrzyma, a w ferworze walki o swoją ziemię ludzie znów zaczną wyrzynać się w pień... poważnie zaczynam bać się o losy przyszłej Europy, czy zamiast pokoju na wieki nie kroi się kolejny megakonflikt.... zaczyna się od Kosowa i 'walki na słowa i pióra' o ratyfikację traktatu... skończy na walce o utrzymanie stref wpływu siłą, za wszelką cenę. a 'nasi' każdemu chcieliby dogodzić. z każdym uciśnionym sprzymierzyć. każdego wesprzeć w jego ciężkiej doli. ok! ale jak nam zaczną bomby na łeb spadać, to żaden 'sąsiad' ani 'brat' dupy nie ruszy! nam się znowu oberwie. współczuję wszystkim, Tybetańczykom, Białorusinom, Gruzinom, Czeczenom, Serbom, Chorwatom, Albańczykom, Koreańczykom... ale psia mać! zagnać tę dyplomatyczną bandę pseudoułanów pod wodzą PoPiS-u do biurek, zakopać w papierach. niech się palanty jedne nie bawią w wielką politykę, nie wywijają szabelką, bo to się wszystko baaardzo źle skończy.
obsesja niepodległościowa wysoce zaraźliwa 8 mies., 1 tyg. temu
Oklaski: 10
to nie sianie paniki. to mówienie o jak najbardziej realnym zagrożeniu. najłatwiej wziąć i to zbagatelizować, niczym prawdopodobieństwo uderzenia w Ziemię ogromnej asteroidy. najlepiej zrobić to jednym zdaniem niczego w sumie nie wyrażającym. [wypowiedzi 2zdaniowe na zasadzie 'zgadzam się'<-> 'nie zgadzam się' nie świadczą zanadto o dojrzałości wypowiedzi i nie są mile widziane na forum, to wymiana poglądów popartych rzetelnymi przemyśleniami, nie głosowanie w sejmie] najłatwiej udawać chojraka. tak mogą Ci, którzy nie widzieli wojny, krwawego konfliktu, ...masakry w przeddzień radosnego święta na własne oczy. kto nie był w ekstremalnej zagrażającej bezpośrednio życiu sytuacji, gdzie jest sie tylko kawałkiem wciąż jeszcze dychającego mięsa. paradoksalnie z tytułu piekielnej i duszącej ciekawości ja także byłam. w każdym pokoleniu mojej rodziny ktoś zginął od kuli, bomby, strzału w tył głowy, głodu, syberyjskiego zimna. przypadek, że akurat każdy w innym miejscu, czasie i doprawdy absurdalnych okolicznościach. wartość życia swojego i swojej rodziny można poznać właśnie tylko wtedy, kiedy samemu ma się nóż na gardle. jeżeli kiedyś szanowna Bahati staniesz w takiej sytuacji, to pogadamy. co znaczy prawdziwa świadomość śmierci, pogodzenie się z nią, bo niewątpliwie za chwilę nastąpi. co się wtedy odczuwa. wtedy, kiedy ulega przedefiniowaniu wszystko, co nazywa się życiem, wartością jako taką, wolnością czy tzw honorem. nie chcę umierać patrząc na bomby spadające na moje dzieci. na ziemię, za którą tylu poszło dobrowolnie na śmierć. znam historię na tyle dobrze, że wiem, iż każda jest współczesna. że wciąż toczą się wojny, masakry, że ciągle ludzie konają w męczarniach gdzieś [w Korei Pn np] w obozach nie gorszych, niż nazistowskie. czuję realną obawę i dlatego pozwoliłam sobie ją wyrazić. bo poczucie zagrożenia wzrasta we mnie kiedy banda karierowiczów, wazeliniarzy, donosicieli... politycznych dyletantów mających się za intelektualistów i strategów napoleońskich rzuca demagogicznymi frazesami w Twarz starych, [post?]komunistycznych wyjadaczy.. doświadczonych psów myśliwskich i wymachuje im palcem przed nosem. bawi się w pseudopolityczne gierki, przyrzeka [prawie przysięga] solidarność, braterstwo, równość, pomoc, uznanie komu pasuje w danym momencie idąc za porywem serca, uczuć czy czego tam cholera... zapomina, co było mówione 2 posiedzenia wcześniej. totalne ideologiczne i dyscyplinarne rozpasanie. totalny burdel i brak syntetycznego i perspektywicznego myślenia, autorytetów politycznych i przywódców. stado rozbieganych zajęcy. pytanie jest tylko jedno... czy prędzej cierpliwość skończy się terrorystom wszelkiego autoramentu, którym siedzimy na karku na misjach tzw pokojowych? czy Rosjanom, którym pchamy łapy w strefy wpływu? sama jestem ciekawa...
obsesja niepodległościowa wysoce zaraźliwa 7 mies. temu
Oklaski: 9
No cóż może trochę po czasie i nie rozwinę całego wątku, ale pozwolę sobie dodać kilka słów od siebie.
Pomagać uciśnionym, zniewolonym, gnębionym i nękanym jest rzeczą wielce szlachetną w moim mniemaniu. Jednak jest różnica między pomaganiem z tzw. potrzeby serca, a pomaganiem związanym z filozofią marketingu politycznego i kreowania wizerunku. Jakoś nie potrafię uwierzyć, że którykolwiek z naszych polityków angażuje się w jakąkolwiek "pomoc" innym narodom z potrzeby serca... zwłaszcza, że na "własnym podwórku" (jak to nazwała salome) mamy wystarczająco dużo nieszczęść, które dotykają zwykłych obywateli, ale żaden z owych "pomagaczy" ani myśli, żeby pomóc. A dlaczego? A właśnie! Co to za pomoc jak w Tv tego nie pokażą, a gazety nie napiszą... okropieństwo :/ oczywiście nie mówię, że świat ma się kończyć na czubku naszego (polskiego) nosa... ale jeśli taki polityk jeden z drugim chce, żeby ten świat był lepszy i taki sprawiedliwy, i co tylko jeszcze to... no właśnie... to powinien zacząć ten świat zmieniać od własnego kraju... tudzież własnego podwórka
obsesja niepodległościowa wysoce zaraźliwa 3 mies., 3 tygodni(e) temu
Oklaski: 10
wszystko uzależnione jest od ustanowionego priorytetu. moim zdaniem powinno nim być bezpieczeństwo, bo to ono jest warunkiem przetrwania. jaki jest cel tego, że polscy politycy liżą wiadomo co nie tym co trzeba a brużdżą tym, którym najmniej powinni. kto jest ważny a kto jest płotką, to nie moje widzimisię, lecz hierarchia niekoniecznie spisana ale panująca. układy racji, interesów. biznes i tyle. i do tego wszystko ukryte pod płaszczykiem dyplomacji.
Choć w moim pojęciu dyplomacja to mówienie prawdy, niekoniecznie całej niekoniecznie wprost i koniecznie tym osobom, którym należy, nie zaś mówienie, co się w danym momencie nasuwa, koniecznie w najbardziej arbitralny, generalizujący, roszczeniowy oraz niejednokrotnie bezczelny sposób, w jaki to możliwe... najlepiej przy wszystkich zainteresowanych i niezainteresowanych .
pewne rzeczy, po prostu dla dobra jeżeli nie wszystkich to większości, lecz przytłaczającej, powinny zostać w gabinecie. w głowie, w aktach, mailach, teczkach. to nie utajnianie faktów, okłamywanie społeczeństwa, ale pewien kompromis między tym, co powiedziane otwarcie i zdecydowanie być powinno, a co absolutnie należy załatwiać w zaciszach biur i na utajnionych spotkaniach. nie że stenogramy lądują w necie i każdy Kowalski wie, że głowa państwa rzeczywiście jest co najmniej paranoikiem.
wszystko sprowadza się do samodyscypliny polityków i ich samoświadomości --> odpowiedzialności, bo występują nie w swoim lecz w imieniu poszczególnych organów państwowych, ba! są podobno reprezentantami czyt. wyrazicielami woli społeczeństwa. i ich pierwszorzędnym celem jest utrzymanie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. nieważne, czy jest to dyplomata, czy poseł partii rządzącej, czy też samorządowy szarak - zawsze naczelnym zadaniem jest zachowanie równowagi między tym, co należy zdziałać, a tym, co można w danej kwestii osiągnąć taką czy inna formą perswazji. wszak wachlarz możliwości manipulacyjnych jest potężny. oni zaś są mentalnie nieprzygotowani do pełnienia takich funkcji. są niejednokrotnie pozbawieni elementarnej cechy warunkującej społeczną przydatność, jaką jest perspektywiczne myślenie. ulegają emocjom, jak dzieci, swoim antysowieckim, antysemickim, tudzież antyklerykalnym fobiom. idą na otwartą wojnę działając w istocie na szkodę kwestii, której może z najgłębszego serca chcieli dopomóc. ta sytuacja odnosi się zarówno do sporów wewnętrznych, jak i uwidacznia się w manewrach polskich polityków na arenie międzynarodowej.
właściwie teraz powinnam siedzieć cicho, bo moje najskrytsze marzenie a propos niewybudowania u nas elementów tarczy się właśnie spełnia, jednakże mimo to powiem, że polskim politykom brakuje nie tylko wyżej wymienionych ATRYBUTÓW !!! osób mających władzę, lecz wprost cech osobowościowych, wrodzonego taktu i nabytej dyplomatycznej kurtuazji nie mającej wiele wspólnego z lizaniem wiadomo czego.
pytanie: o czyj interes na boga dbają? bo zapętlając się w poszukiwaniach odpowiedzi dojść można do wniosku, że o niczyj. sądzę, że wylądowałam niemalże u podnóża, więc teraz można dywagować z kim co, by bomba nie spadła. to są już oczywiście kwestie układów sił, stref wpływów, słowem siedzenia cicho, kiedy trzeba i czasem godzenia się na to, że inni podejmują decyzje.
ustępstwo? patrząc na karty naszej historii i czytając choćby wychwalanego pod niebiosa szkoda, że dopiero pośmiertnie Prof. Geremka powinniśmy każdy 'dzień święty święcić' i cieszyć się poronioną, jak dotąd, ale permanentnie udoskonalaną demokracją. wolnością i świętym spokojem. niektórym się, jak sądzę, nudzi i bardzo by chcieli zobaczyć WTC do potęgi entej na swoim podwórku.
uległość? myślę, że dyplomatyczna powściągliwość, odnoszenie się cały czas i ważenie każdego swojego słowa na szali z bezpieczeństwem międzynarodowym, które nie ma nad sobą wyższego priorytetu.
zależność? będąc w środku Europy, będąc w ferworze zmian, borykając się z niezliczoną masą problemów, wypracowując swój wizerunek państwa z potencjałem, żywotnego, dynamicznego i otwartego na świat, pozyskując inwestorów, wypuszczając i wpuszczając nowe produkty powinniśmy absolutnie zajmować jak najbardziej neutralne stanowisko. mieć wielu znajomych, ale żadnych zdeklarowanych przeciwników, czy też ambiwalentnie traktowanych Partnerów. nasze postępowanie musi być przejrzyste, bo tylko wtedy nie budzi podejrzeń i nie staje sie przedmiotem hmm niejasnych komentarzy, wielotorowej polityki czy po prostu kpin.
zachowawczość w ostateczności kończy się polityczną izolacją? nam to raczej nie grozi. z racji usytuowania, członkostwa w strukturach rozmaitych i ... naszej popieprzonej natury, która zawsze pcha nas w każdy możliwy kocioł.