Młodzi ludzie chcą się bawić. Wrocław – miasto spotkań daje im tę możliwość. Co się jednak dzieje, jeśli ci młodzi ludzie są homo? Sprawdzamy, jak wygląda nocne życie wrocławskich Gejów i lesbijek.
- Nie ma we Wrocławiu klubu, na jaki homoseksualiści by sobie zasłużyli – mówi 20-letnia Ewelina, Lesbijka, która co tydzień bawi się w gej-klubach.
Siedzimy w Pinku – jednym z trzech gejowskich pubów w stolicy Dolnego Śląska. Dokoła czarne kanapy z dermy, odrapane kaloryfery i kiczowate obrazki na różowych ścianach.
- Idealny gejowski klub powinien wyglądać tak, jak prawdziwy gej – wyjaśnia Ewelina - stylowy, ekskluzywny i elegancki. Nie to, co tutaj – dodaje z niesmakiem.
Coś w jej słowach musi być, bo mimo późnej pory i studenckiego czwartku klub świeci pustkami. Większość „branży” (jak określają siebie sami geje i lesbijki) chodzi do H2O, czasem do Czytelni. Ważne, by klub był dopracowany pod względem wystroju tak, jak dopracowują swój wygląd ludzie z „branży”.
- Homoseksualiści zwracają ogromną uwagę na siebie i swój image – mówi Ewelina. – No, może nie aż tak, jak te wszystkie cioty przegięte, które uwielbiają być non–stop w centrum uwagi – dodaje ze śmiechem.
Po chwili dowiadujemy się, że branża jest podzielona na kilka sfer.
- Przegięte Cioty mówią wysokim głosem, noszą damskie bluzeczki i spodnie za małe o dwa numery – wyjaśnia Ewelina. – Pedały to totalne bezguścia, obleśne typy, czyli coś jak lesby: proste dziewczęta rodem ze wsi, co to “ni wsiu ni wziu” z modą – kontynuuje.
„Normalny trzon branży” stanowią geje i lesbijki – zawsze zadbani, wystylizowani, z klasą, wyglądający najlepiej, jak tylko można.
- Widzicie tamtą laskę? – wskazuje Ewelina – to jest właśnie typowa lesba.
Dziewczyna ma na sobie bluzkę z cekinami i fioletowe rybaczki, porusza się niezdarnie w rytm muzyki. Stanowi zupełne przeciwieństwo Eweliny ubranej w oryginalne, dobrze dobrane ciuchy.
- Tutaj sporo takich przychodzi – komentuje nasza rozmówczyni. – Ale jeśli rzeczywiście chcecie sprawdzić, jak naprawdę bawi się “branża”, zabiorę was do H2O. Tam na własne oczy zobaczycie, co znaczy impreza w gejowskim klubie – uśmiecha się z chochlikiem w oczach.
„Nikt nie rozkręci imprezy tak, jak gej”
Sobota, późny wieczór. Uzbrojone w modne ciuchy idziemy do H2O. Dość długo kluczymy między uliczkami – klub jest dobrze ukryty. W końcu docieramy na miejsce: ciemna brama, zero świateł czy neonów, ciężkie, metalowe drzwi. Wchodzimy i stajemy jak wryte. Żadnych ekskluzywnych kanap, lustrzanych ścian czy aksamitnych wykończeń. Zamiast tego lokal stylizowany na wiejską chatkę z palącymi się pod sufitem ognikami i drewnianymi stołami. Głośna muzyka, gwar, dookoła tłum rozbawionych ludzi. Ewelina i jej dziewczyna witają się ze znajomymi.
H2O to lokal stylizowany na wiejską chatkę
fot.: Tomasz Woźny
- Tutaj każdy każdego zna, choćby z widzenia – mówi Ewelina. - W końcu co tydzień spotykamy się na wspólnej imprezie. Od razu widać, kto jest nowy, szczególnie jeśli to heteryk (heteroseksualista - przyp. aut.) – tłumaczy.
- Zaraz zobaczycie jak faceci wywijają na parkiecie - Ewelina prowadzi nas w głąb sali. - Geje to gwiazdy. Muszą robić wokół siebie show, żeby być w centrum uwagi. Nikt nie rozkręci imprezy tak, jak gej – dodaje z uśmiechem.
Rzeczywiście, większość bawiących się osób to mężczyźni. Poruszają się w rytm muzyki, jakby taniec mieli we krwi. Najlepiej bawią się przy kawałkach Kayah, dr Albana i Stachursky’ego. Tego lata królowała Helena Vondrackowa.
- Nie do przebicia jest “Pszczółka Maja” Wodeckiego, ludzie zamawiają ją kilka razy podczas jednego wieczoru - mówi ze zdziwieniem menadżer H2O, Patryk Pochocki.
Imprezy w gejowskich klubach są wyjątkowe ze względu na spontaniczność, żywiołowość i - przede wszystkim - całkowitą nieprzewidywalność.
- Parę miesięcy po otwarciu H2O, kilku gości wyniosło w trakcie imprezy rosnące tu, ponad dwumetrowe drzewo - opowiada manager. - Nikt z obsługi ich nie zatrzymał. Wszyscy myśleli, że skoro ktoś dźwiga tak wielki element dekoracji, to na pewno robi to z polecenia właściciela – śmieje się. - Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł, ale drzewko później ponoć pływało w pobliskiej fosie.
Tymczasem impreza rozkręca się na całego. Z trudem przedzieramy się przez falujący na parkiecie tłum. W końcu docieramy do drugiej sali, gdzie jest trochę spokojniej. Ludzie siedzą przy stolikach, sączą piwo lub drinki, rozmawiają. Ta część H2O bardziej przypomina typowy klub: wiejskie strzechy zastąpiono nowoczesnymi wykończeniami, a funkcję płonących ogników pełnią kolorowe światła.
Podchodzimy do trzech młodych klubowiczów przy jednym ze stolików. Zagadujemy ostrożnie o klimat we wrocławskich klubach dla homoseksualistów. Po chwili rozmawiamy już jak dobrzy znajomi. Chłopcy swobodnie mówią o swoim nocnym życiu.
- Wśród homoseksualistów panuje podział na typowych klubowiczów i tych, którzy w ogóle nie pojawiają się w pubach – tłumaczy Michał, wysoki, zadbany szatyn w okularach. - Ci, którzy imprezują w pubach co tydzień, uważani są za puszczalskich. I to nie tylko przez heteryków – dodaje.
Chłopcy przyznają, że w środowisku homoseksualistów panuje wewnętrzna dyskryminacja. Za „puszczalskich” uważani są także ci, którzy nawiązują nowe znajomości przez Internet.
Często jednak jest to jedyny sposób, by poznać bratnią duszę. Wiele osób z „branży” boi się chodzić do gejowskich klubów. Dotyczy to najczęściej ludzi z małych miast lub wiosek, którzy czują lęk przed ujawnieniem swojej orientacji seksualnej, bo obawiają się negatywnej reakcji otoczenia.
- W klubie od razu widać, kto jest gejem z miasta, a kto ze wsi. Ci z małych miasteczek siedzą cicho, nie chcą się afiszować. Są trochę onieśmieleni, boją się, że jak ich ktoś rozpozna, nie będą mieli życia u siebie w domu - opowiada Michał.
W głównej mierze jest to wina Stereotypów, panujących wśród społeczeństwa. Przyczyniają się one do często wręcz absurdalnego wyobrażenia o stylu życia homoseksualistów.
- Zupełnie nie rozumiem, skąd się bierze przekonanie, że geje i lesbijki to zwierzęta, które liczą tylko zaliczenie kolejnego „towaru” – mówi Jarek, niewysoki brunet. – Pewnie, że pojawiają się tu też „podrywacze na jedną noc”. Jednak heteroseksualistom, którzy chodzą do swoich klubów z nastawieniem wyłącznie na Seks, jakoś aż tak się tego nie wypomina – komentuje z przekąsem.
W gej-klubach homoseksualiści czują się najbezpieczniej. To jest „ich miejsce”, tutaj wreszcie są naprawdę „u siebie”.
- Nie ma szpanerstwa, obnoszenia się – tłumaczy Michał. - To są miejsca, gdzie geje mogą poczuć się wolni i naturalni. Nie muszą wreszcie niczego przed nikim udawać – dodaje.
– Byłyście już na parkiecie? - wtrąca się Jarek.
Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie. Postanawiamy nadrobić straty i ruszamy w stronę falującego w drugiej sali tłumu. Nie mija kilka minut, gdy szalejemy na całego. Każdy bawi się, jak potrafi, a od ludzi naprawdę bije swoboda i optymizm. Zero zataczających się osób na parkiecie. Żyć nie umierać. Po chwili dołącza do nas grupka czterech mężczyzn – gejów. Tańczymy razem w kółku. Potem dwóch z nich prosi nas do tańca. Nawet nie zauważamy, że już dawno wybiła północ...
Puk,puk. Kto tam? Gej.
Mimo dużej sympatii gej – klubów dla ludzi spoza „branży”, puby hetero często zachowują dystans w stosunku do homoseksualistów.
- Nie chodzę ze swoim chłopakiem do knajp hetero – mówi Jarek. – Nie czuję tam swobody, jestem spięty, mam wrażenie, że wszyscy się na nas gapią – dodaje.
Nieco bardziej optymistycznie nastawiony jest Michał:
- Niektóre wasze kluby są naprawdę OK – mówi. – Szczególnie te gej–friendly, na przykład Maniana, świetny lokal.
"Chciałbym kiedyś móc pójść z moim chłopakiem do jakiejś knajpki z klimatem, zjeść dobrą kolację i spędzić wspólnie romantyczny wieczór"
fot.: Tomasz Woźny
Mianem gej–friendly określane są heteroseksualne kluby przyjaźnie nastawione do gejów.
Wśród ludzi z „branży” najbardziej popularne są: Radiobar, Coffee Planet, Mleczarnia czy Bezsenność.
- Większość klientów Coffee Planet stanowią homoseksualiści – mówi Mateusz. - Zresztą sam właściciel nie ukrywa faktu, że jest gejem – dodaje chłopak.
Niektórzy z „branży”, jako gej–friendly określają też, między innymi: Drogę do Mekki, Chillout, Daytonę, Non-Stop, choć zdania są podzielone.
- Ja uwielbiam Gumową Różę. Pokazałem się tam jako gej i nie było problemu – zachwala Mateusz. – Poza tym miałem tam też raz taką nietypową sytuację: heteroseksualna para dosiadła się do Michała i do mnie, trochę rozmawialiśmy. W pewnym momencie, bez żadnej konkretnej przyczyny, dziewczyna zaczęła płakać. Spytałem, co się stało. Odpowiedziała: „Chciałabym, żeby mój chłopak okazywał mi tyle czułości, co wy sobie” – opowiada z uśmiechem.
Wielu homoseksualnym parom brakuje typowych kawiarni czy restauracji, gdzie mogliby spokojnie porozmawiać i napić się kawy. Do heteroseksualnych lokali tego typu nie chodzą. Tam tym bardziej baliby się ujawnić.
- Chciałbym kiedyś móc pójść z moim chłopakiem do jakiejś knajpki z klimatem, zjeść dobrą kolację i spędzić wspólnie romantyczny wieczór – mówi rozmarzonym głosem Jarek.
Niektórzy homoseksualiści, jak Ewelina, nie odwiedzają klubów hetero nie tyle ze względu na lęk przed ujawnieniem, co klimat w nich panujący.
- W klubach hetero jest drętwo – twierdzi Ewelina. – Wiele ludzi tam w ogóle nie potrafi się bawić. Poza tym denerwuje mnie, jak niektóre heteryckie parki są tak na siebie napalone, że prawie kopulują na środku parkietu. W gejowskich klubach tego nie ma – komentuje.
Heterycy w gej-klubach
- Uwielbiam taniec i szaloną zabawę. Tylko w gej–klubach mogę czuć się naprawdę swobodnie. Wiem, że nikt nie będzie mnie tam krytykował – mówi Gosia, która mimo że jest hetero, często baluje razem ze swoimi znajomymi w H2O. - Homiki (homoseksualiści– przyp. aut.) zazwyczaj świetnie tańczą i są tacy radośni. Ich energia od razu ci się udziela i jesteś w stanie przetańczyć całą noc – emocjonuje się dziewczyna. - Poza tym tu jest bezpiecznie, geje nie lubią przemocy, więc nie wszczynają burd. No i mimo pogłosek, że „lesby rzucają się na każdą napotkaną kobietę”, jeszcze ani razu nie podrywała, mnie żadna lesbijka – śmieje się nasza rozmówczyni.
Nie tylko Gosia zachwala kluby dla homo.
- Mam dwie znajome, obie po trzydziestce – mówi Michał. - Na co dzień mąż, dzieci, praca. Jednak kiedy nadchodzi weekend, idą się bawić do H2O lub Czytelni. Nie ma tu granic, których nie mogłyby przekroczyć.
Heteroseksualne kobiety mogą w gej-klubach potańczyć i powygłupiać się bez obawy, że ktoś będzie chciał im zrobić krzywdę. Wiele z nich ma przyjaciół – gejów, z którymi rozmawiają na „babskie tematy”. Gejom nie przeszkadza, że ich puby odwiedzają heterycy. Jak sami przyznają: to miejsca na zabawę dla wszystkich.
Nagła popularność gejowskich klubów jest głównie efektem mody
fot.: Tomasz Woźny
Nagła popularność gejowskich klubów jest głównie efektem mody, która skłania heteroseksualistów do odwiedzenia takich miejsc.
- Bywanie w gejowskich klubach stało się trendy. Wiele znanych osób w Polsce, jak choćby Kayah, przyznaje, że lubi bawić się w takich lokalach - tłumaczy Ewelina. - Niektóre panienki wpadają tu, żeby popatrzeć na ślicznych, cukierkowych facetów. Potem wychodzą zdołowane, że tacy przystojniacy nawet nie zwrócili na nie uwagi – śmieje się dziewczyna.
Na topie jest też “hetero z fantazjami”: heteroseksualistki przychodzące do klubu sprawdzić, jak to jest całować się z kobietą. Tu mają szansę poznać „prawdziwą” lesbijkę.
- Pełno lasek zgrywa teraz biseksualistki, tylko dlatego, że chcą być modne – mówi z niesmakiem Ewelina.
Heteroseksualne pary na ogół unikają gej-klubów. Jeśli już tu przychodzą, to tylko ze swoimi znajomymi - homoseksualistami. Wtedy najczęściej kobiety hetero są zachwycone, a ich partnerzy czują się nieswojo wśród tłumu gejów.
- Zupełnie nie rozumiem, czemu tak jest – dziwi się Ewelina. - Homoseksualiści mają „gej-radar”, bez problemu poznają kto jest z branży. Nie interesują ich heteroseksualni faceci.
“Wrocławskie cioty wożą się najodważniej”
Środowisko clubbingujących homoseksualistów jest bardzo mobilne. Większość stanowią młodzi, dobrze zarabiający ludzie. Jeżdżą na imprezy gejowskie po całej Polsce. Dzięki temu mogą sami ocenić warunki do zabawy, jakie daje gejom miasto. W tym klubowym rankingu Wrocław wypada nie najgorzej.
- Wrocław jest bardzo liberalny. Już w latach dziewięćdziesiątych działał u nas oficjalny klub dla homo: Scena. To była prawdziwa ikona wrocławskiego gej-światka – wspomina Michał.
Wkrótce jednak Scenę zlikwidowano. Właściciele przymykali oko na prostytuujących się tam młodych chłopaków. Pub zyskał miano „kurwidołka”. Powoli ludzie przestali przychodzić do tej kolebki wrocławskich gej–klubów.
- Teraz działają tylko trzy oficjalne puby gejowskie we Wrocławiu – mówi Michał. - To nie za dużo, ale na przykład w Legnicy, skąd pochodzę, nie ma ani jednego takiego lokalu.
Ewelina często jeździ po Polsce. Poznała niektóre zwyczaje clubbingujących gejów w innych miastach.
- Wrocławska “branża” bawi się w soboty, Poznań woli robić imprezy w piątki – mówi dziewczyna. – Poza tym Poznań ma sześć klubów, lepszych niż wrocławskie. U nas wszyscy chodzą do H2O nie dlatego, że nam się tu tak bardzo podoba, tylko dlatego, że nie mamy wyboru. Brakuje mi Sceny. Tam przynajmniej leciał dobry house z Londynu - wzdycha.
"W Polsce wielu homoseksualistów ukrywa się ze swoją orientacją"
fot.: Tomasz Woźny
Jej opinię podzielają też chłopcy:
- Przychodzimy tu z braku laku – mówi Skorpik, szczupły student o chłopięcej, delikatnej urodzie. – W Czytelni wszyscy siedzą i jest jakoś…nie tak… O Pinku to już nawet nie wspomnę – dodaje z grymasem.
- Chodzimy do H2O, bo w innej knajpie nie możemy się swobodnie pocałować, czy przytulić na parkiecie – mówi chłopak Michała, Mateusz.
Większość gejów i lesbijek uważa Wrocław za liberalne miasto. Świadczy o tym coraz większa liczba ujawniających się homoseksualistów.
- Wrocławskie cioty wożą się najodważniej – mówi Mateusz. – Warszawa w porównaniu do Wrocka jest cienka. Tutaj w mordę dostanie znacznie mniej „ujawnionych gejów” niż w stolicy. W Polsce nadal jednak brakuje społecznej aprobaty dla gejowskich klubów.
- Niedawno byłam w Londynie i nawet nie musiałam pytać nikogo, gdzie znajdę knajpę dla homo – opowiada Gosia. - W znanej imprezowej dzielnicy, Soho, większość klubów reklamuje się jako gejowskie lub gej-friendly. U nas wszystkie gej-kluby są jakoś poukrywane w zaułkach i oddalone od centrum miasta – zuważa.
Mateusz uważa podobnie:
- Ludzie myślą, że „jak gdzieś się spotykają pedały, to trzeba to schować”. To nie fair, że nie ma gejowskich klubów w centrum miasta – skarży się chłopak.
- W Polsce wielu homoseksualistów ukrywa się ze swoją orientacją - wyjaśnia Patryk Pochocki. - Wstydzą się chodzić do pubów stworzonych z myślą o nich. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Niemczech, tam bardzo dobrze rozwijają się gejowskie kluby, bo i więcej ludzi przyznaje, że jest homo – mówi manager H2O i po chwili dodaje z namysłem:
- Ale to się zmieni… już się zmienia. Kiedyś przecież w końcu ludzie nauczą się tolerancji…
Niektóre imiona zostały zmienione na prośbę bohaterów tekstu
{mos_sb_discuss:54}
Tosia Wydra
Malvina Pająk
Artykuł za zgodą portalu e-lama.pl
Powiązane artykuły: |