
To temat, który budzi wiele emocji. Po jednej stronie przeciwnicy zabijania nienarodzonych dzieci, po drugiej obrońcy praw kobiet – prawa do wolności osobistej i stanowienia o sobie. Jedni i drudzy używają mocnych słów, lub przeciwnie – owijają w bawełnę to, co chcą uciszyć w swoich sumieniach. Przeciwnicy zrównują aborcję z morderstwem, tym samym wykorzystują do swoich celów powszechną odrazę do dzieciobójstwa. Dla nich momentem zaistnienia człowieka jest połączenie komórki jajowej z plemnikiem. Walczący o prawo do aborcji ośmieszają używane przez przeciwników pojęcie „życie poczęte”, bo przecież każde życie takie jest, nie ma innego. Argumentują, że poczęcie nie jest punktem w czasie, ale procesem długotrwałym, a połączenie dwóch żywych komórek płciowych (komórki jajowej i plemnika) nie tworzy człowieka, lecz zygotę i chociaż ta nowopowstała komórka ma genetyczny materiał taki sam, jak człowiek, do ukształtowania organizmu człowieka jeszcze daleka droga, w czasie której dochodzi do naturalnej eliminacji niektórych zarodków i częste jest zjawisko samoistnego poronienia. Gdy jedni używają określeń „odsysanie tkanki ciążowej”, drudzy epatują strasznymi zdjęciami, na których widnieją pokawałkowane płody z wyraźnie wykształconymi wszystkimi częściami ludzkiego ciała i kpią z rozważań „od kiedy człowiek jest człowiekiem, a do kiedy jeszcze nim nie jest”. Mówią, że nikt, nawet matka, nie ma prawa podejmować decyzji o śmierci nienarodzonego dziecka. Na dowód, że wszystko powinno być w rękach Boga, sypią przykładami geniuszów, wielkich artystów z wielodzietnych rodzin, którzy urodzili się jako dziesiąte czy piętnaste
Dziecko, czyli we współczesnych czasach, w „cywilizowanym” świecie mieliby marne szanse na zaistnienie. Zwolennicy prawa do aborcji przypominają, że nie wystarczy urodzić, trzeba jeszcze zapewnić dziecku godny byt, że są kobiety, które z racji swojej niedojrzałości psychicznej czy sytuacji życiowej robią dziecku krzywdę wydając je na świat.