| BHP |
|
|
|
Spis treści
Strona 6 z 6 A czy myślisz, że Polacy są w jakiś szczególny sposób nietolerancyjni? To trudne zagadnienie. Jeszcze niedawno bym natychmiast krzyknął: Tak, jesteśmy nietolerancyjni! Ale wiesz, spróbowałbym odpowiedzieć na to pytanie w nieco inny sposób. Jesteśmy narodem, który obecnie cierpi na chroniczny brak elit. Na wymarciu jest Inteligencja. Z drugiej strony nie potrafimy od wewnątrz, nie mając ekstremalnych bodźców, takich jak: wojny, powstania itd., jakoś tego rozwiązać. Prawdę mówiąc ogarnia mnie zniechęcenie, kiedy mam się nad tym w ogóle zastanawiać. Wśród znajomych słyszę czasem, że od nas wymaga się wyrazistości, bo my wreszcie żyjemy w tym wolnym kraju, za który ginęli nasi ojcowie, dziadkowie. Że jesteśmy galaretami, które nie potrafią się odnaleźć. I wydaje mi się, że paradoksalnie nasi dziadkowie mieli prościej, bo oni nie mieli tylu wyborów do dokonania. Mieli podstawowe zadanie: przeżyć. A twoje pokolenie w PRL-u miało za zadanie przetrwać. A to, co teraz mamy, to jest przesyt. Wszystko jest możliwe. Wszystkiego jest za dużo. I jesteśmy pokoleniem galaret. Czy stan wojny sprzyja wyrazistszym wyborom? Ja bym raczej powiedział: polskim wyborom. Kiedy studenci mnie pytają "ale co mamy robić, kiedy i tak wiemy, co będzie jutro?", zdobywam się na infantylną odpowiedź: budować własne bastiony, tam się chronić i stamtąd czerpać siłę, i ryć, ryć, ryć. Sięgać po to, co się chce osiągnąć. Wtedy oni pytają, skąd brać siły, a ja nie wiem, skąd brać siły. Każda epoka ma swoje problemy, wcale nie uważam, że dzisiaj młodym ludziom jest trudniej. Do głosu doszły pewne potrzeby, które dawniej nie miały szans się ujawnić, może to prawda o człowieku przepełnionym po brzegi tandetą? I może my potrzebujemy życia na śmietniku? Zaśmiecać, robić pod siebie, zagryzać się nawzajem. Być może to leży w naszej naturze. To tylko utwierdza mnie w potrzebie budowania własnego bastionu, żeby po prostu nie dać się zabić temu błotu. I nie mam innego wytłumaczenia. I w gruncie rzeczy irytują mnie takie pytania z prośbą o receptę. Nie mam recept. Całe życie żyję, poznaję, mam radość w poznawaniu drugiego człowieka, bo przez to się lepiej sobie przyglądam. I nigdy nie mam poczucia, że wygłaszam jakieś sentencje ostateczne w swoich racjach. Wszystko już było i wszystko jest cytatem. Chodzi o to, by umieć w sobie znaleźć siłę. Ale sądzę, że wstrząsy, którym teraz ulegamy, dotyczą pewnej granicznej sytuacji. I zawsze w takich sytuacjach ludzie się sprawdzają. Pokazują Twarz. Ta twarz jest spazmatyczna, idiotyczna, rozbita, często obrzydliwa. Z rzadka pojawia się twarz rozluźniona i spokojna. (interia.pl) (.es) Przedyskutuj ten artykuł na forum. ( 0 postów)Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|
||




