| Ciężki przypadek - kobieta |
|
|
| Wpisała: (.es) | ||
|
Spis treści
Strona 1 z 2 Jestem kobietą. W mojej kobiecej skórze czuję się wyśmienicie. Moja kobiecość nigdy nie była dla mnie piętnem, skazą, źródłem rozterek. Jestem z niej dumna, bo daje mi siłę, określa mnie. Moja kobiecość nie boli. Pielęgnuję ją w sobie pieczołowicie, głaszczę, opiekuję się nią. Nigdy się jej nie bałam, nigdy nie kazała mi przez siebie cierpieć, nigdy nie żałowałam, że nie urodziłam się mężczyzną. Jako kobieta czuję się na swoim miejscu.W dwudziestym piątym roku życia spotkałam mężczyznę, z którym chcę się podzielić moją kobiecością. Od roku z dumą noszę pierścionek zaręczynowy. Kocham dojrzałą miłością, budzę się rano z poczuciem spełnienia, słowo "żona" nie wywołuje nerwowego skurczu żołądka. Tak sobie zawsze wyobrażałam dokonywanie trafnych wyborów. Wiem, jak chcę żyć, moja kobieta we mnie puszcza do mnie "oko". Rozumiemy się doskonale.
Mój mężczyzna jest feministą. Jest moim kochankiem i przyjacielem. To nasze małe, prywatne androgyne. Jesteśmy katolikami. Decyzję o ślubie kościelnym podjęliśmy wspólnie, to miała być "kropla metafizyki", ostateczność uzbrajająca w siłę. Nie ukazał się nam o poranku "karzący palec Boży", proboszcz nie grzmiał nad nami z ambony. To była nasza wewnętrzna potrzeba. I to niestety koniec tej poetyckiej opowieści. Teraz już nie będzie poetycko. Teraz będzie o grzechu, winie, karze, braku pokory, pysze, nieposkromionych żądzach. Zaczyna się opowieść o złej kobiecości. Opowieść, której nie znałam. Historia o wielkim upokorzeniu, historia bez morału, która nie uczy pokory. Uczy słusznego gniewu. Zabrania milczeć. |
||





