|
Wpisała: (.es)
|
 Większość z Was uważa, że ludzie będący razem nie powinni mieć przed sobą tajemnic, bo jeśli mają, to nie są dobrym związkiem. Jednocześnie niektórzy zastrzegają, że nigdy ale to nigdy nie naruszyliby tajemnicy korespondencji, nie przeczytaliby po kryjomu osobistych zapisków partnera. Jednak życie często weryfikuje tę zasadę. Nikt nie wie, czy przyciśnięty do muru nie złamałby jej. Gdyby wasza dziewczyna, narzeczona, żona (i na odwrót: chłopak, narzeczony, mąż) prowadziła pilnie strzeżony pamiętnik lub ukrywała jakieś listy, a mielibyście podstawy podejrzewać, że coś dzieje się w jej życiu, co zagraża waszemu związkowi i z jakichś przyczyn nie jesteście o tym informowani, moglibyście mieć problem z dotrzymaniem przyrzeczenia. Większość wtedy zmienia zdanie i uważa, że przeczytanie pamiętnika czy listów partnera, to nie straszliwe naruszenie granic intymności, lecz desperacka i poniżająca próba dotarcia do prawdy. Rzeczywiście - ktoś kto czyta coś, co nie jest przeznaczone dla jego oczu, rzadko szuka uspokojenia, raczej chce dowiedzieć się czegoś, o co nie śmie spytać wprost, lub gdy obawia się, że nie otrzymuje prawdziwej odpowiedzi. A czy ktoś nie pisze pamiętnika lub przechowuje listów właśnie po to, żeby ktoś inny w końcu przeczytał, by prawda wreszcie wyszła na jaw?
Chcesz przeczytać więcej? zarejestruj się!
|