| Wolność i własność w Internecie |
|
|
|
Spis treści
Strona 3 z 7
3.
Przyjrzyjmy się najpierw argumentom przedstawicieli pierwszej z wymienionych grup. Konieczność ochrony twórców i wynalazców przez prawa autorskie i patenty uzasadniana jest zwykle w taki sposób, że jakoby bez takiej ochrony nikt nie produkowałby dzieł oryginalnych ani nie dokonywałby wynalazków lub że powstające dzieła byłyby marnej jakości [15]. Jednakże fałszywość tej tezy jest oczywista. Wszakże zanim wprowadzono taką ochronę, ludzie czynili wynalazki i tworzyli dzieła -- wiele z nich zaliczamy dzisiaj do najwyższych osiągnięć ludzkiego umysłu. Przeciwnicy ingerencji państwa w sferę własności intelektualnej, w przestrzeń informacyjną argumentują, że należytą ochronę wytworów ludzkiej myśli można uzyskać na gruncie prawa cywilnego (kontarktowego). Człowiek, który coś wynalazł lub stworzył, może postąpić trojako. Może swój wynalazek lub swoje dzieło zachować dla siebie. Może je opublikować i w ten sposób uczynić dostępnym dla wszystkich. Może wreszcie udostępniać je tylko niektórym. W tej trzeciej sytuacji udostępnia posiadaną przez siebie informację tylko tym, którzy w drodze dobrowolnej umowy zobowiążą się (1) za nią zapłacić, (2) nie rozpowszechniać jej dalej oraz (3) w przypadku, gdy jednak to nastąpi, zapłacić umówioną karę. Taki kontraktowy system jest powszechnie teraz stosowany -- oprogramowania nie kupujemy, kupujemy tylko licencję do posługiwania się nim i zobowiązujemy się go nie kopiować ani nie udostępniać innym osobom. W przypadku systemu kontraktowego państwo pozostaje przy swojej naturalnej roli tego, kto stoi na straży prawa i kto przywraca sprawiedliwość. Jeżeli ktoś złamie zawartą dobrowolnie umowę, państwo pomaga stronie pokrzywdzonej uzyskać wynagrodzenie szkody. Licencjodawca może domagać się odszkodowania za naruszenie umowy licencyjnej i państwo obowiązane jest mu w tym pomóc. Problematyczne może być w takim przypadku oszacowanie poniesionej szkody, jeżeli w umowie licencyjnej nie przewidziano odpowiednich klauzul. Stanowisko powyższe jest konsystentne z postulatem wolności jednostki, bo (1) nie zabrania innym, którzy niezależnie doszli do podobnych pomysłów, zrobić z nimi, co sami uznają za stosowne, (2) daje pełną swobodę dysponowania pomysłem przez przystępowanie do dobrowolnych kontraktów i (3) nie obciąża innych kosztami cudzych tantiem za coś, z czego nie korzystają. Tymczasem ustawodawstwo różnych krajów kreujące własność intelektualną opiera się na domniemaniu, że każdy użytkownik magnetofonu, magnetowidu, kserografu lub nagrywarki dysków optycznych jest złodziejem, skoro w cenie tych urządzeń istnieje "podatek" na stowarzyszenia twórców. Nawet jeśli ktoś nie używa tych urządzeń do kopiowania cudzych dzieł (książek, nagrań, filmów, programów komputerowych), to i tak musi zapłacić karę pieniężną lub nawiązkę na stowarzyszenia twórców. Takie uregulowania prawne są oczywiście sprzeczne z pojęciem wolności indywidualnej, zaprzeczają indywidualnej odpowiedzialności za czyny wyrządzające szkodę komuś innemu, i wprowadzają w to miejsce odpowiedzialność zbiorową. Można powiedzieć, że są sprzeczne z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, która nie karze nikogo, komu winy nie udowodniono. |
||


