| Wolność i własność w Internecie |
|
|
|
Spis treści
Strona 7 z 7
7.
Obrońcy konieczności państwowej ochrony twórców i wynalazców argumentują, że należy im zapewnić motywacje (ekonomiczne) do tworzenia. Jednak w historii wielkie dzieła powstawały bez takiej ochrony. Skutki zapewnienia takich motywacji są identyczne jak w sferze przedmiotów materialnych: na ochranianym rynku obserwujemy nadprodukcję -- stąd zalew rynku wydawniczego, muzycznego i filmowego dziełami o wątpliwej jakości i przemijającej sławie. Nazywane jest to eufemistycznie "komercjalizacją kultury". Podobne zjawisko zachodzi w sferze oprogramowania komputerowego. Pojawiają się programy o nikomu niepotrzbnych funkcjach, a firmy software'owe procesują się o to, która z nich jest właścicielem interface'u windows, języka Postscript czy pomysłu na jednoczesne przewijanie dokumentów w dwóch oknach [1]. Największymi obrońcami własności intelektualnej są, jak zwykle, ci, którzy czerpią z niej korzyści materialne, czyli twórcy, pisarze, dziennikarze, artyści sceny, prawnicy itd. Jednak ich opinia w tej kwestii nie może być obiektywna -- nemo iudex in causa sua. Fryderyk August von Hayek zastanawiał się nad tym, jakie naprawdę korzyści odnosi społeczeństwo z utrzymywania praw własności intelektualnej [13]: Interesujące byłoby sprawdzić, jaką szansę publicznego wygłoszenia miałaby w społeczeństwie, w którym środki wyrażania opinii są tak szeroko kontrolowane przez ludzi mających ukryty interes w istnieniu status quo, naprawdę krytyczna analiza korzyści wynikających dla społeczeństwa z praw własności intelektualnej albo podanie w wątpliwość publicznego interesu w istnieniu klasy utrzymującej się z pisarstwa. Obrońcy własności intelektualnej powołują się często na Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Artykuł I § 8 stanowi, że ,,Kongres będzie miał prawo: [...] popierać postęp nauk i sztuk użytecznych przez zabezpieczenie na pewien okres praw autorskich i praw do wynalazków;". Konstytucja nie ujmuje praw autorskich i praw do wynalazków w Karcie Praw. Traktuje je wyłącznie jako uprawnienia Kongresu, z których ten może (ale przecież nie musi!) skorzystać tylko dla osiągnięcia wyszczególnionego celu, to jest dla popierania postępu nauk i sztuk użytecznych. Wydaje się, że cel ten został dawno zapomniany. Tomasz Jefferson, współautor Konstytucji Stanów Zjednoczonych, napisał: Jeśli istnieje jakaś rzecz, którą natura uczyniła mniej niż inne podatną na wyłączne posiadanie, to jest nią działanie władzy myślenia zwanej ideą. Jednostka może ją posiadać jako swoją wyłączną własność dopóty, dopóki zachowuje ją dla siebie. Atoli w chwili, kiedy wyjawi ją innym, idea narzuca się im i przechodzi w ich posiadanie. Ten zaś, który ją otrzymuje, nie może się jej pozbyć. Cechą charakterystyczną idei jest to, iż nie można posiadać jej w części, bowiem każdy posiada ją w całości. Człowiek, który otrzymuje ją ode mnie, sam zdobywa wiedzę, nie pomniejszając mojej; wszak jeśli ktoś zapala ode mnie swój kaganek, otrzymuje światło, wcale nie umniejszając mojego. Idee winny zatem swobodnie rozprzestrzeniać się pomiędzy ludźmi dla ich moralnego i wzajemnego zbudowania, poprawy ich warunków życia, tak bowiem -- jak się wydaje -- w swej łaskawości zrządziła natura. Ona to sprawiła, że idee rozchodzą się wzdłuż i wszerz jak ogień, nigdzie nie tracąc nic ze swej intensywności. Są one jak powietrze, którym oddychamy, w którym poruszamy się i jesteśmy; nie ograniczają i nie zezwalają na wyłączne przywłaszczenie. Wynalazki zatem, z natury, nie mogą być przedmiotem [wyłącznej] własności. [tłum. Jan Kłos] Nowym potwierdzeniem tych wielce słusznych słów są zjawiska zachodzące w Internecie. Dr Jan Jacek Szymona Instytut Liberalno-Konserwatywny www.ilk.lublin.pl/konf/szymona.htm (za zgodą autora)
(.es)
Przedyskutuj ten artykuł na forum. ( 0 postów)Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|
||




