Była to rzeczywiście śliczna dziewczyna. Ludzie przychodzący do tego parku - nawet tacy, którzy czynili to od wielu lat - nie pamiętali, aby zjawiła się tutaj kiedykolwiek choć jedna taka, która mogłaby stanąć koło niej. Ta dziewczyna podrywała wiarę w materialność świata; przechodzący obok ławki, na której siedziała, doznawali wrażenia, iż przeszli pięć kroków w innym świecie. Nawet staruszek, od lat łażący tędy z laską zakończoną szpikulcem, otworzył usta i szedł tak aż do końca alejki. A staruszek ten wiele widział, wiele mógłby powiedzieć o majowych nocach, kiedy - dusząc się ze złośliwej satysfakcji - wypłaszał stąd ubogich kochanków.
Kiedy byliśmy dziećmi chcieliśmy, aby świat z bajek
książek był naokoło nas. Żeby dobro wygrywało ze złem zawsze. Czytając jakąś
fantastyczną powieść myślisz sobie, że możesz wejść w ten świat, który istnieje
wewnątrz książki, w słowach. Jednak każdego, myślę, w jakiś sposób przytłacza
to, że to nie jest możliwe. Że świat nigdy nie będzie taki, że dobro zawsze
wygra. Magii nie ma. Ludzie w strachu przed tym obcym i tak naprawdę złym,
brutalnym światem robią różne rzeczy. Walczą albo uciekają. Niszczą to czego
się boją. Jednak...
Kiedy się wyjeżdża z domu choćby na cały dzień, czy
też kilka dni ma się wrażenie, że gdy wrócisz zastaniesz coś inaczej. Że gdy cię
nie ma to coś się zmieni. Czasem to my się zmieniamy. W mojej duszy po tym z
ostatnich z najboleśniejszych dni jakie miałam... Po tym dniu, gdy łzy były
słone jak nigdy... Coś się zmieniło. Myślałam, że gdy wrócę do domu to zastanę
coś inaczej. Lecz pamiętam, że gdy jechałam na długie dnie, aby spędzić je z
kimś kogo kochałam – czy to rok temu czy dwa – nie męczyło mnie to, co się
zmieniło po powrocie. Lecz to, że rzeczy pozostają takie same.
Sami przestajemy być właśnie wtedy, gdy z wzajemnością z
miłości dzielimy i oddajemy komuś swoje życie. Nie jesteśmy wtedy sami, gdy
kochamy z wzajemnością. Czyjeś życie staje się naszym życiem, a nasze staje się
czyimś. Nasz myśli oddajemy tej osobie, kiedy ona oddaje nam swoje. Nie płyną
one samotnie, ale wraz z czyimiś myślami. Dwie dusze stają się jedną. Gdy jedno
skrzydło opada, drugie je podnosi. Żyją jak jedno ciało i jedna istota. W
miłości. I wtedy zdawałoby się, ze zatęskniłoby się za samotnością. Lecz w tym
szczęściu bycia jednym z drugim człowiekiem, nie da się myśleć o sobie. Bo jej
uśmiech jest naszym. Nasze łzy są jej łzami.