|
Wpisała: rageuse
|
Praca konkursowa - miejsce drugie
Zaczęło się od tego, że około 20 zadzwonił telefon. Tak naprawdę dla niej wszystko już się skończyło, pozostał tylko Smutek i żal, które każą nam otwierać usta i spowiadać się przed nikomu nieznanymi osobami. Takimi jak ja, w świecie poplątanych kabli telefonicznych. Powiedziała, że nazywa się Natalia. Powiedziała, że od pewnego czasu codziennie śmieje się przez łzy, bo to jej pomaga. Szlochała, momentami przestawała i wtedy bałam się, że coś się jej stało, bo zabrakło jej sił by się śmiać. Ale to było tylko chwilowe. Powiedziała, ze muszę poznać jej historię. Że to jej pomoże. Błagała.
Widać, że potrzeba bycia wysłuchaną była u niej tak ogromna, że odsuwała wszystko na bok. Zapaliłam papierosa, usiadłam wygodnie w fotelu i powiedziałam, że jestem gotowa.
|
|
|
Wpisała: dumdumdum
|
W całym tym tłumie, który zaskoczył mnie na sali z parkietem, Ona wyglądała jak Anioł. Nie, nie przesadzam. Tylko skrzydeł Jej brakowało. Ale jeśli będę miała okazję, to Jej takie kupię. Ubrana w białą, opinającą delikatne ciało bluzkę, która tak pysznie okrywała Jej szczupłe biodra, plątała się między wirującymi kobietami. Włosy. Piękne, chociaż na pierwszy rzut oka wydają się być bardzo ekscentryczne. Burza loków. Niesamowita. Cudowna. I nie to, że odrazu się zakochałam! Nie, poprostu zwracam uwagę na każdą kobietę, ktora ma takie włosy, bo kiedyś sama miałam takie długie loki. Za każdym razem podziwiam. Tym razem zapisały się w mojej pamięci. Tym bardziej, że nie pierwszy raz widziałam ich właścicielkę. "Śmignęła" mi już kiedyś w jakimś innym miejscu, a poza tym widziałam Jej profil na gronie. Zapatrzyłam się na Jej zdjęcie. Pamiętam. Jednak już w pierwszej chwili ogarnęło mnie dziwne uczucie bezsilności. Była taka... niedostępna. Nie była dostępna dla mnie. Tak wtedy pomyślałam.
|
|
|
Wpisała: weronika
|
|
(...) dlaczego często tak bywa, że kochają nas ludzie na których miłości nam nie zależy...a my tych, którym nasza miłość jest niepotrzebna ? (...)
od pewnego czasu przestałam się nad tym zastanawiać...to zmartwienie pozostawiłam innym.
Ale jakiś czas temu, chcąc odreagować stres związany z pracą (kolejne narodziny tak oczekiwane przez rodziców i kolejny bezmiar cierpienia w ich oczach) wyszłam, prawie wybiegłam ze szpitala
(te sytuacje okropnie mnie dołują...może pora zmienić specjalizację?) nie wiedziałam gdzie chcę iść, dokąd, po prostu byle dalej...byle dalej...dalej...
|
|
|
Wpisała: dumdumdum
|
|
Przyszła do mnie przed północą. Weszła do pokju bez pukania. Zastanawiałam się, kto Jej otworzył drzwi wejściowe i jak to zrobiła, że nikt Jej nie zauważył. - Cześć mała. - Uwielbiam jak się do mnie tak zwraca. - Cześć... Ale... Jak ty?... - Przecież dałaś mi klucze. Nie pamiętasz? Powiedziałaś, że będziesz czekać, i jak będę chciała przyjść, to nie muszę nic mówić. Nie chcę nic mówić. - No ok. Ale nie to, żebym coś ten... A zresztą! Co ja piepszę?! W tym czasie położyła swoje rzeczy na sofie, wyjęła paczkę Marlboro Ligth, wyciągnęła papierosa i popatrzyła się na mnie. A ja siedziałam z szeroko otwartymi ustami, i nie mmogłam uwierzyć, że to naprawdę Ona. Oczy moje zatrzymały się na wieki. Nie myślałam, że jeszcze kiedyś Ją zobaczę, a już napewno, że tak szybko. Siedziałam tak na przeciwko Niej, a moje niedowierzania prześcigało się z szaloną radością i podnieceniem.
|
|
|