Przyszła do niego nad ranem.
Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez
komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej
ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten
właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko
wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej
toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród
falujących leciutko pasemek morszczynu.
Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej,
zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź
łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że
nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego,
obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu Twarz
włosami, które pachniały rumiankiem.
From:
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Date: 2004-06-18 15:13:19 To:
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Subject: zuza...
Zuza, błagam cię...
Pozwól mi wytłumaczyć.
Wiem, że
potwornie ciebie zraniłam, wiem, że nie zasługuję na kolejna szansę.
Spróbuj mnie
zrozumieć... Wiem, że on był ciężko chory, wiem, że był twoim przyjacielem.
Ale
byłam tak potwornie zazdrosna! Zazdrosna o każdą chwile, którą mu poświęcałaś,
o każde twoje słowo, o każdy twój uśmiech. Chciałam ciebie mieć dla siebie.
Nie rozumiesz
tego? Kocham ciebie.
Budząc się obok Zuzanny,
nie byłam do końca pewna, czy nie śnię. Leżałam z Twarzą wtuloną w jej szyję, ciałem
przylegając do jej pleców. Bałam się ruszyć, żeby jej nie obudzić, chciałam, żeby
jak najdłużej pozostała przy mnie. Delikatnie przylgnęłam nosem do jej szyi, tuż
za uchem, i odetchnęłam głęboko, przymykając oczy. Zapach Zuzanny wypełnił moją
świadomość, a otaczający nas świat przestał istnieć.
Miałam wcześniej inne
kobiety, można nawet powiedzieć, że było ich wiele. Nie lubiłam samotności, i często
spędzałam z kimś noc, żeby nie być sama. Lubiłam Seks, lubiłam gierki flirtu, lubiłam
się bawić. Jako nastolatka, miałam nawet kiedyś chłopaka. Zakochana byłam dwa
razy, oba w kobietach, które odeszły ode mnie do mężczyzn. Reszta była zauroczeniem,
zabawą, ucieczką przed samotnością. Uczucia, które we mnie wzbudzała Zuzanna,
nie dały się z niczym porównać. Nie poznawałam siebie, nie poznawałam tej tęsknoty
za jej obecnością, która sprawiała mi fizyczny ból, kiedy Zuzanny nie było w pobliżu.
-Nieźle
świrujesz, powiedziała z przekąsem Ewa.
-Przestań się ze
mnie nabijać, odparłam z pretensją.
Ewa pokazała mi
język, po czym zapatrzyła się chwilowo w przestrzeń. Miewała takie zawieszenia,
śmiałam się z niej czasami, że jej się system operacyjny zacinał. Ale dziś nie
było mi do śmiechu. Byłam spięta do granic wytrzymałości, i spotkanie z Ewą
miało mnie uspokoić. Ewa wcale nie wywiązywała się ze swojego zadania, wręcz
przeciwnie, pogłębiała moja niedolę, porównując mnie do nastoletniej gówniary.
I to miała być przyjaciółka?
-Nie nabijam się,
mówię ci tylko, jak się zachowujesz. Chyba nie myślisz, ze taka laska na ciebie
uwagę zwróci, jeśli będziesz się zachowywać jak niedorozwinięta?
Ewa była
bezlitosna, ale miała rację.
-To co niby mam
robić? zapytałam z lekką nutą histerii w głosie.
-Nie świruj.
Łatwo jej mówić,
to nie ona była obsesyjnie zakochana w mężatce, tylko ja.