| Anioł czy złudzenie? (cz.2) |
|
|
| Wpisała: Forgotten Elf | ||
|
Spis treści
Strona 1 z 5
Budzę się z potwornym bólem głowy. Jedno spojrzenie na budzik wystarcza mi, abym zobaczyła, że zaspałam. Skoro nie budzik, to co? Przez szum wewnątrz czaszki przebija się skamlenie psa. No tak, nikt inny go nie wyprowadza. Wstaję z trudem. Szukając tabletki przeciwbólowej, próbuję sobie przypomnieć, co śniło mi się tej nocy. Nic, pustka. A jednak wrażenie, że podczas godzin nocnych nawiedzały
mnie jakieś obrazy, nie opuszcza mnie. Słyszę cichutki pisk. Mój
porośnięty sierścią przyjaciel domaga się spaceru. Jakoś udaje mi się
odszukać ubranie i buty. Przypinam mu smycz do obroży. Zbiegając po
schodach, obserwuję radosne merdanie ogona. Ciekawe, czy dziś też
będzie się tarzał w śniegu? Na pewno, tak jak zawsze...
Tego dnia już nigdzie nie wychodzę. Wszystko jest zbyt jaskrawe, żebym mogła na to patrzeć. Wracam do mieszkania, psiak od razu układa się pod grzejnikiem, a ja robię sobie gorące kakao i siadam w moim ukochanym fotelu na biegunach. Nadal dręczą mnie myśli, co takiego śniło mi się tej nocy. I nagle spływa na mnie olśnienie, że to nie był sen, tylko coś realnego. Nadal jednak nie pamiętam, co to takiego było. Wszystko zlewa się jedynie w poczucie czyjejś obecności. Nie pamiętam, co zarejestrował mój wzrok. Wiem jednak, że ten ktoś, kto mnie odwiedził sprawia, że na moje Serce spływa niebywałe ciepło. Wszystko to sprawia, że jestem jeszcze bardziej zdezorientowana. Kakao się kończy, a ja nadal siedzę osłupiała w fotelu. I właśnie teraz znów czuję to ciepło. Rozumiem, że w nocy odwiedził mnie Anioł. Mój Anioł, ten sam, którego wcześniej widywałam w snach i na jawie. Widywałam? Czy to na pewno nie było złudzenie? Odblask słońca w śniegu? Nie, to nie mogło być to. Prawda? Mój przyjacielu? Spojrzenie psa jest tak pełne zrozumienia, że mam wrażenie, iż rozumie każde słowo. A może on widuje mojego Anioła? Może potrafi zapewnić mnie, że to nie jest tylko złudzenie? Bo czy mogło nim być? To wewnętrzne ciepło nie może brać się znikąd. Musi mieć swoje źródło. A kto inny może nim być, jeśli nie mój Stróż? Wstaję z fotela i kieruję swe kroki do kuchni. Słucham cichuteńkich odgłosów uderzenia mych stóp o miękki dywan korytarza. Chwilę potem dołącza do nich ledwie dosłyszalny szmer psich łap, stawianych z uwagą i dokładnością. I oczywiście zagłuszający je dźwięk uderzania ogonem o ścianę, a później o moje nogi. Zrobienie herbaty okazuje się czynnością niezwykłą, oderwaną od rzeczywistości. Me myśli nadal przykuwa wyłącznie Anioł. Zastanawia mnie jedna rzecz. Powiedział, że ten, który mnie uratował, kiedy byłam mała, to nie był on. To niemożliwe. Przecież... Pamiętam Twarz, którą wtedy widziałam. On wygląda tak samo. To musi być Anioł, ale się tego wypiera. Dlaczego? Nagle czuję, że mój przyjaciel usiadł obok mojej nogi. Patrzę na niego i w jego oczach widzę coś dziwnego. Kucam przy nim i spoglądam mu w oczy. Dostrzegam ten sam błysk, co u mojego wybawiciela. Nieco się przerażam. A może mi się tylko wydaje? Na pewno, bo inaczej słowa Anioła byłyby prawdą, że to nie on mnie uratował... Ale wygląda, to tak, że mój teraźniejszy pies był wtedy ze mną. To niemożliwe! I nagle pojawia się On... |
||





