• Powieksz rozmiar czcionki
  • Pomniejsz rozmiar czcionki
  • Domyslny rozmiar czcionki
Anioł czy złudzenie? (cz.2) Drukuj Email
Spis treści
Anioł czy złudzenie? (cz.2)  -  Strona 2  -  Strona 3  -  Strona 4  -  Strona 5

Blade światło poranka. Aniele? Gdzie jesteś? To tylko sen... Teraz wstaje kolejny dzień. Czas powrócić do rzeczywistości, by nadal śnić mój sen... Na jawie.

W głowie mam tyle pytań. Sama nie umiem odpowiedzieć na nie. Nie wiem, co się dzieje w około mnie. Ale... Ale wierzę mu. Wiem, że przy nim nic mi nie grozi i nie muszę się niczego bać.

W południe wychodzę na dwór. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem, a zarazem mój przyjaciel chce się pobawić, a ja nie mam nic przeciwko. Wręcz przeciwnie. Śmieję się, kiedy on się tarza. Zmęczony podchodzi do mnie i wpatruje mi się w oczy. Widzę w nich błysk. Ten sam, co kiedyś. Zastanawia mnie to, ale z zamysłu wyrwa mnie inny pies, który przybiega i zaczyna się ocierać o moją nogę. Głaszczę go za uchem. Wiem, że się cieszy, a mój pies nie jest zły, czy zazdrosny.

- Sonny! Sonny! Gdzie jesteś? - słyszę głos chłopaka.

Zapewne to jest właściciel Sonny. Podnoszę wzrok do góry i widzę...

Mój wzrok spotka się z jego wzrokiem... Z jego spojrzenia bije to coś... Jakby coś znanego... Ten blask oczu... Nie mogę przypomnieć sobie kogo... Kasztanowe włosy oświetlane złotymi promieniami słońca opadają mu na czoło... Brązowe oczy uśmiechają się. Nie wiem czy coś powiedzieć... Stoi i patrzy jak głaszczę jego psa. Sonny nie ma najwyraźniej zamiaru zbyt szybko rozstawać się z tą pieszczotą.
Czuję przy sercu malutkie ciepło...

***

Stał pod drzewem za ławką, na której siedziała. Uważnym wzrokiem śledził obrazy w jej duszy... Wiedział skąd znała ten wzrok... Ale nie wolno było mu wkraczać tak w tą sytuację... Poradzisz sobie, myślał... Jesteś silniejsza niż ci się wydaje. Z małym zadziornym śmiechem pstryknął cicho palcami...

***

Drapię pieska za uchem w milczeniu... Czuję napięcie sytuacji. Czuję jego wzrok na swojej dłoni. Nagle w ułamku sekundy przed oczami staje mi obraz wypadku z dzieciństwa, ujrzenie anioła, tajemnicza informacja o domniemanej śmierci matki... Czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Czyjś wzrok na plecach. Gdy otwieram oczy widzę, że nie było mnie zaledwie setną sekundy... Chłopak nadal stoi i patrzy...

Jakiś lęk przeszywa moją dłoń. Cofam ją. Nie wiedząc co zrobić uśmiecham się niepewnie do chłopaka i pośpiesznie wstaję. Udając... Tak jakby nagle przypomina mi się, że gdzieś się spieszę...

Nie wiem w która stronę mam iść. Idę i myślę nad tym, co się stało. O co chodzi? Czego ja się przestraszyłam? Przecież... on mi nic nie zrobił ani jego pies. Ale coś jest nie tak. Po chwili sie zatrzymuję i zauważam, że mój pies musiał zostać przy tamtej ławce. Nie ma go przy mnie. Nie chcę, ale muszę tam wrócić. Kiedy jestem na miejscu, patrzę na przyjaciela i na "przybysza". Głaszcze psiaka. Nagle coś mnie chwyta za serce i się boję. Co sie dzieje? Zastanawiam się w głębi duszy. On... Coś z nim jest nie tak, ale nie mam pojęcia co. Łapię za obrożę i ciągnę psa za sobą, ale chłopak łapie mnie nagle za rękę.

- Nie bój się. Nic mu nie zrobiłem. - jego głos jest spokojny i miły dla ucha.


kobieta