| Anioł czy złudzenie? (cz.2) |
|
|
|
Spis treści
Strona 4 z 5 Wpatruję się w jego oczy. Chcę wejść mu w duszę i dowiedzieć się czegoś o nim, ale nie mogę się tam dostać. Tak jakby chłopak nie pozwalał mi na to. - Może pogadamy? - gestem ręki zaprasza mnie na ławkę. - Yyyy... - chcę się odezwać, ale głos staje mi w gardle. Dopiero po minucie odzyskuję mowę. - Dzięki, ale nie mogę. Musze wracać do domu. - mówię w pośpiechu. - To nic. Do zobaczenia. Jestem pewien, że się jeszcze spotkamy. Chłopak patrzy mi w oczy, a potem odwraca się i odchodzi. Stoję i odprowadzam go wzrokiem. Kiedy idę w stronę domu, czuję na sobie czyjś wzrok. Rozglądam się w około, ale nikogo nie widzę. Albo coś jest nie tak z tamtym chłopakiem, albo ja jestem przewrażliwiona... Zamykam za sobą dokładnie drzwi. Czuję jakby ktoś był w moim mieszkaniu. Jakby jakiś cień chodził po ścianach. Mój pies idzie do pokoju. Tak, kładzie się spokojnie w fotelu. Jest zmęczony. Musiał czuć napięcie... Zamykam okna. Czyżby to jakaś psychoza? Co się dzieje? Co to było? Gdzie jest Anioł? On... On by się tak ze mną nie bawił... To niemożliwe... Nalewam wody do wanny... Teraz... Teraz się zrelaksuję, powtarzam sobie. I uspokoję się. To nic takiego przecież. Ot, chłopak. Jakiś. Się zainteresował psem. Zanurzam się w wodzie... Ciepłe fale obejmują moje ciało. Spokój wypełnia umysł. To nic złego... To nic złego... Powtarzam sobie. Ale jakiś dziwny niepokój trzyma moje serce. Czyżby jednak... coś złego? Tylko co? Chłopak, który pogłaskał mojego przyjaciela, tak jak ja głaskałam Sonny'ego. Co mogło być w tym złego? Nie skrzywdził mojego psa, nie próbował nic mu zrobić. A jednak... jednak czułam niepokój. Zbyt silny, by go zignorować. I czuję go nadal. Teraz, kiedy gorąca woda w wannie powoli stygnie, wywołując u mnie gęsią skórkę. Wychodzę z niej czym prędzej i owijam się ciepłym ręcznikiem. Robię kilka kroków i zostawiam mokre ślady na korytarzu. Nagle czuję czyjąś obecność. Kto to? Czyżby mój Anioł wrócił? Nie mogę w to uwierzyć, mimowolnie się uśmiecham. Nie wiem, dlaczego. Chyba na myśl, że jest ktoś poza moim kudłatym przyjacielem, kto do mnie wraca. Stał tam. Owiany aulą światła przypatrywał mi się z uśmiechem na twarzy. Jego oczy były taki łagodne, takie spokojne. I nagle moje serce też stało się spokojne. Wiedziałam, że dopóki on tu jest nic mi nie grozi. Lęk mnie opuścił. Nie pytałam. Czekałam aż sam coś powie. Wytłumaczy. Milczał i uśmiechał się. Jego dłoń była wyciągnięta w moim kierunku. Zapraszał mnie tym gestem abym się zbliżyła. Stanęłam obok niego. Poczułam jak wypełnia mnie ciepło. Stałam się jakby częścią jego jasności. Jego moc stała się moją mocą. |
||





