| Karta nocy |
|
|
|
-Jakie wyrażasz pragnienie, kiedy zobaczysz pierwszą gwiazdę?
-Żeby zobaczyć drugą- odparła- zwykle tego pragnę. -Znowu cytujesz? -Tak -Dlaczego to robisz? -Bo ja nie potrafię pięknie mówić, zresztą to ty zapytałaś słowami Oreilly’ego. -Eeeeeeee, tam. Nie lubię takich rozmów. -A co lubisz? -Przecież wiesz, wszystko czego ty nie trawisz-zapaliła papierosa -Jesteś złośliwa -Nieprawda, czasami bywam okrutna, czasami bywam brutalna, tego też nie lubisz, prawda? -Nie unoś się tak -Jak? Po prostu stwierdzam fakty. Nic nas nie łączy. -O co ci chodzi? Chcesz się pokłócić? -Nie, chcę wiedzieć na czym stoję. To wszystko -Kochanie, popatrz w niebo i zapomnijmy o wszystkim -A ty znowu swoje -Daj spokój, to nudne -Nudne? Chciałabym odrobiny nudy w naszym życiu. Czy ty wiesz co się ze mną dzieje? Jestem dla ciebie jedynie zabawką, ty dla mnie sensem życia. -Przestań, denerwujesz mnie -Dlaczego? Bo psuję ci plany, czyż nie? To miał być romantyczny wieczór pod rozgwieżdżonym niebem, ale ja nie chcę grać roli którą mi przydzieliłaś. Nie jestem aktorką, jak ty. Ja czuję naprawdę. -Proszę cię, nie krzycz. Nie mogę tego znieść -Inaczej to do ciebie nie dojdzie. Muszę krzyknąć, zaraz wybuchnę, we mnie się gotuje. Nie widzisz co się ze mną dzieje? Jesteś ślepa. Zaślepiona sobą… Tak tylko ty się liczysz prawda? -Ranisz mnie Wiem, robię to specjalnie, chcę cię ukarać. Sprawia mi to masochistyczną przyjemność -Jesteś nienormalna-rozpłakała się. -Boże, ja tak nie mogę, proszę cię przestań. Już nie mogę. Ja naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Kocham cię i nie potrafię znieść myśli, że nie możesz być cała moja -Nigdy nie będę, mówiłam ci o tym na samym początku. Możesz mnie mieć tylko tyle ile ci pozwolę mieć. Ja też cię kocham, ale są sprawy dla mnie ważniejsze od naszej miłości. Nic na to nie poradzę. Jak zaczęłyśmy być ze sobą, zgodziłaś się, zgodziłaś…-łzy lały się jej po twarzy, poczerwieniała. -To chore, nie dam rady… -Proszę…-przytuliła się ruchem małego, bezbronnego kota-dasz, damy sobie radę, będzie cudownie zobaczysz. Wszystko się ułoży, będzie jak na początku… -Pamiętasz jak stłukłaś tego szklanego aniołka? Skleiłyśmy go, ale klei się wylewał, a po paru dniach rozpadł się całkowicie… A pamiętasz książkę jaką ci podarowałam pod choinkę, w zeszłym roku? -Miriam, Trumana Capote… -Nie… Miriam kupiłaś sobie sama. Ty mnie nie potrzebujesz- Nie odpowiedziała nic. Spojrzała gasnącym wzrokiem w stronę miasta. Nie odezwała się słowem. Wstała i bezradnie opuściła ręce. Nagle wszystko stało się papierową rzeczywistością. Księżyc zbladł, a drzewa zaszumiały przewracanymi kartami. Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|






