| Kot |
|
|
| Wpisała: Eve Amarantine | |
|
Leży zwinięty w kłębek... Obok na krześle, obok przy nodze, na kolanach... Zawsze obok. Mruczy, gdy tylko poczuje moją dłoń na swojej główce. Gdy szeptem powiem imię to wydaje odgłos potwierdzenia miauknięciem. Bywa kapryśny i obraźliwy, ale jedno spojrzenie na tą śpiącą czarną puchatą kulkę ciepła i wybacza się wszystko. Nawet to złośliwe miauczenie, gdy się nie chce wstawać jeszcze, żeby jedzenia do miseczki nałożyć... Nawet te szajby, podczas których jest nad łóżkiem, pod łóżkiem, za fotelem, na szafie, za szafą... Na ręce uwieszony z pazurkami w ubranie wbitymi, na nodze z zębami starającymi się w jakiś sposób odgryźć stopę od reszty ciała. Gdy się nie chce być dotykanym to się robi ciche niewinne "miau" podczas trzymania na rękach. I w taki sposób za pomocą oczu czarnych i głębokich odzyskuje się wolność. Kiedy chce się być noszonym chodzi i miauczy nieznośnie wskakując na wszystkie szafki i półki jakie mijasz, abyś tylko zauważyła, że się domaga. A gdy już osiągnie swój cel, ułożywszy się wygodnie jak w kołysce na ramionach i ułożywszy swoją głowę na ramieniu lub dekolcie z nosem wtulonym w skórę to się mruczy... Mruczy głośno i donośnie. Z miną pana robiącego łaskę, że w ogóle dotykać się pozwala. Gdy futerko linieje nie wolno szczotkować kiedy się zachce, tylko wtedy gdy słodko śpi rozłożony niczym futrzak na wersalce. Wtedy wolno delikatnie żeby snu nie zakłócić czesać, szczotkować, przewracać z boku na bok, ale nic nie mówić. Bo się zbudzi i zacznie marudzić. Kiedy jest się głodnym, a ma się w miseczce jedzenie to się chodzi miauczy i marudzi, bo towarzystwa brak, żeby ktoś obok był i patrzył jak je i pomiaukuje nad miską. Kiedy się po najedzeniu spać zachciewa to najlepiej wypoczywać z nosem wlepionym w szyję, będąc uczepionym na szyi właścicielki. Kiedy pragnie samotności pokonuje szczyty nie do zdobycia, osiąga się cel pudełko na szafie. Niedostępne dla nikogo i co ciekawej, jak się tam schowa to go nie widać. I szukaj i wołaj, jak się obrazi to za nic nie przyjdzie. A gdy tylko zabraknie towarzystwa to jest na każde zawołanie. Ale to jeszcze od humoru zależy. I zawsze trzeba pamiętać, że ten pan na czterech łapach robi łaskę, że pozwala na siebie patrzeć. Gdy nadchodzi pora mycia, nie wolno przeszkadzać, ani patrzeć najlepiej, bo się obraża i idzie się chowa. I tam w spokoju toaletę dokańcza. Na powitanie lub gdy się nudzi, przychodzi i mrucząc domaga się przyłożenia swojego policzka do jego. I wtedy jest mruczenie na wielką skalę. Gdy wychodzi się z domu i zostawia samego to trzeba być świadomym... Awantura po powrocie. Miauuu i miauuu, jak mogłaś mnie zostawić, opieki potrzebuję, karmić, głaskać i nigdy nie zostawiać. Czeka zawsze. Wychodząc siedzi na krześle przy drzwiach, a gdy się drzwi otwiera on między butami siedzi i z wzrokiem pełnym wyrzutu opery zaczyna. W nocy miejsce zarezerwowane, pies nie może zająć, w nogach na kołdrze czarna kuleczka spać musi. A gdy jest dzień senny bardzo i kotek cały czas zmęczony to trzeba podnosić z podłogi ze skrawka gazety czy reklamówki, na której zabawy się toczyły i na poduszkę obok siebie kłaść. W ciągu dnia - tych mniej sennych - trwają obserwacje całego domu i przez wszystkie okna. Ptaki widział wszystkie jakie przeleciały. Każda muchę z okna... zlikwidowana. Przeszkadzała w widokach. Trupek przyniesiony w prezencie właścicielowi, a potem w zależności od rodzaju muszki zjedzony albo porzucony. Główny wróg - pies - przy napadach szajby zachęcany do zabawy nieustannie, dopóki kotek nie zostanie pogoniony szczeknięciem. Po takim potraktowaniu znów staje się śpiącym, niewinnym kotkiem... I trwają poszukiwania szyi właściciela, w którą można nosek mokry i mruczący wcisnąć. Wredny, pozorny, zazdrosny, ale i tak kochany. Miau. Ma kaprysy. Humory. Bywa zazdrosny, obraża się, bywa miły, kochany, staje się z polującego lwa małym niewinnym śpiącym kociątkiem... To jest. Nie odchodzi. Schowa się tylko na chwilę w pudełku, aby sobie wymyć futerko, aby poobmyślać plany polowań na muszki. Gdy idzie się do domu chodnikiem, gdzie po bokach rosną liliowe bzy, wie się, że czeka. Śpi cichutko na krześle przy drzwiach czujnie wysłuchując Twych kroków na klatce schodowej. Gdy płaczesz przychodzi i cichutko kładzie się obok, patrząc oczami czarnymi, aby pogłaskać... Dotykając ciepłej czarnej śpiącej kuleczki, choć na chwilę zapomnieć o tym co boli smuci... Jest wiernym towarzyszem przy piciu herbaty nocą, siedząc obok Ciebie na stole przy oknie. Zdaje się, że taki kot jest wystarczający, że nie potrzebny już drugi człowiek. Co mu powiesz to nie wygada. Nie odchodzi, nie mówiąc, kiedy wróci. Nie umie doprowadzić do płaczu. Chyba, że spotka go choroba ciężka... Lecz kot to nie człowiek. Nie chwycisz za dłoń, nie obejmie Cię, nie powie, że kocha. Kot potrzebuje po prostu opieki, obecności, opiekuna i jednocześnie pana, choć sam bardziej rządzi. Lecz, mając kota, który czeka czasami udaje się uciec od myśli, ze ktoś inny czekałby na Ciebie, gdy wracasz do domu... Lecz w głębi serca pragnie się, by był to drugi człowiek. I wtedy zastanawiasz się. Czemu to tak jest. Każdy pragnie, aby ktoś na niego czekał... A w gruncie rzeczy każdy zostaje sam. Samotny człowiek chce psa lub kota. Bo przywiąże się do niego szybko, a takie właśnie stworzonko go potrzebuje. Lecz nie zastąpi on człowieka. Nie porozmawia. Wysłucha, ale nic nie powie, poza miauknięciem, mruknięciem, czy westchnięciem... Nie pocieszy ciepłym słowem, może tylko się przytulić, położyć u boku i zasnąć cicho razem z Tobą. Gdy się ma kota, czujesz jak bardzo jesteś samotny. Jak bardzo chcesz, aby nie czekało na Ciebie zwierzę, ale człowiek. Jednak kiedy tak idąc każdego dnia wiosny i patrząc na te liliowe bzy, czuję nadzieję, że może kiedyś ktoś... Bo nie może być to zawsze kot. Pies. Czy nawet złota rybka. Lecz z czasem wspomnienia i to wszystko układa się. Normuje. Już nie płaczesz na samo wspomnienie tego, co bolało. Lecz wtedy dociera ta pustka jaka jest dookoła. Kiedy próbujesz znaleźć kogoś odpowiedniego dociera do Ciebie szara rzeczywistość. Ludziom przeszkadza odległość, wiek, już na wstępie robią z tego przeszkodę. Nie spytają, nie poznają, a już wiedzą, że nic z tego. Przestajesz szukać, myślisz, samo przyjdzie. Lecz wtedy następuje totalna pustka. Nie wiesz, gdzie iść. Ani nie wiesz, czy ktokolwiek na Ciebie czeka. Tam w przyszłości. Ale nie myślisz o tym. Teraz są te liliowe bzy, droga do domu, myśl, że czeka na Ciebie tylko czarny kot. Lepsze to niż nikt ani nic, myślisz. Ale tylko przez chwilę. I wtedy myślisz... Idąc pośród bzów, że lepiej jest być takim kotem, psem, czy też ptakiem... Zdaje się, że oni nie mają żadnych trosk, ciężkiego życia, że mają cel... Ale gdy się przyjrzysz chociażby na ptaka... Buduje on gniazdo. Starannie szuka gałązek, aby je upleść. Szuka partnera, który zająłby wraz z nim to gniazdo, wysiadują jajka... Są małe ptaki... Mają swoje troski. I lęki. Też nie chcą być same. Boli je, gdy pisklę nie przeżyje, boli je, gdy Partner poleci na polowanie dla małych i nie wróci. W gruncie rzeczy każdo stworzenie ma swój świat, lęki, troski, ból, radość... Jak chociażby kot, do którego wracamy co wieczora, a on czeka w domu. Troszczy się o swoje futerko, ma swoje lęki, nie jest samotny, bo ma nas. Ma psa, któremu dokucza i to sprawia mu radość. Szuka zabawy, zajęcia. Poluje na muchy. Lecz nie patrzy on wstecz, ani zbyt daleko w przyszłość. Tak jak ptak budujący gniazdo, musi wysiedzieć jajka, a dopiero potem będzie to co ma być... Najnowsze artykuły:
Starsze artykuły:
Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|






