| Można umrzeć. |
| Wpisała: Eve Amarantine | ||
| 21.06.2007. | ||
|
Spis treści
Strona 1 z 2 Sami przestajemy być właśnie wtedy, gdy z wzajemnością z
miłości dzielimy i oddajemy komuś swoje życie. Nie jesteśmy wtedy sami, gdy
kochamy z wzajemnością. Czyjeś życie staje się naszym życiem, a nasze staje się
czyimś. Nasz myśli oddajemy tej osobie, kiedy ona oddaje nam swoje. Nie płyną
one samotnie, ale wraz z czyimiś myślami. Dwie dusze stają się jedną. Gdy jedno
skrzydło opada, drugie je podnosi. Żyją jak jedno ciało i jedna istota. W
miłości. I wtedy zdawałoby się, ze zatęskniłoby się za samotnością. Lecz w tym
szczęściu bycia jednym z drugim człowiekiem, nie da się myśleć o sobie. Bo jej
uśmiech jest naszym. Nasze łzy są jej łzami.Kiedy jest się jednak samemu wie się i czasem myśli się, że można umrzeć. że kiedyś nadejdzie dzień i nas nie będzie. Szczęśliwi czasu nie liczą i to jest prawda. Nie przechodzi im przez myśl, że ten czas może się skończyć. Jeśli na ich przeszkodzie nie stoi choroba czy też śmierć kogoś bliskiego. Ale też są osoby, które w tym szczycie szczęścia są świadome końca. Można umrzeć. Nawet takiego zwyczajnego poranka, kiedy budzi cię pies, miauczenie kota, budzik lub osoba, która kochamy. Ale można być szczęśliwym. I choć jesteśmy świadomi, że to szczęście może być krótkie, poddajemy się mu. Chcemy je czuć chociażby jeden dzień. Chociażby kilka godzin. Ale to potem wrzuca nas do jeszcze głębszej studni rozpaczy. Czujemy się oszukani, bo uwierzyliśmy, że może ono trwać wiecznie. Nie wiem czemu czułam koniec nawet jeśli kochałam święcie przekonana, że ktoś kocha. Może to zbytni realizm, a może po prostu to, co mam za sobą... Nie wiem. ale jakby nie patrzeć to wszystko kiedyś się kończy. Kiedyś zapisałam zdanie z pewnego filmu: Wszystko jest niczym, a to nic musi się kiedyś skończyć. Nawet jeśli teraz ściskasz szczęście w dłoni, patrzysz w oczy Tej osoby, czy też trzymasz ukochane Dziecko w ramionach... Nie wiesz co będzie jutro. Można umrzeć. Nawet w taki burzowy wieczór jak i spokojny poranek, gdy idziesz chodnikiem, a obok pachną liliowe bzy i krzewy róż... Życie jest kruche, nawet bardziej niż nam się wydaje.
Zdawałoby się, że
po tym wszystkim nic nie będzie w stanie obudzić choćby iskierki nadziei.
Jednak żyję, nie umarłam. Nie skamieniałam. Dusza posklejana mimo smutnych
wspomnień. Choć to była nadzieja ulotna, to była. Zaistniała. Czasem
zastanawiam się ile osób ze złamaną duszą i sercem nie podnosi się. Zdawałoby
się, że każdego spotyka taki poranek czy wieczór, gdy poczuje ten płomień w
środku. Taki malutki niewinny płomień, który przypomina, że jednak nie umarłeś.
Żyjesz. I oto zmartwychwstałeś po raz kolejny. Na różne sposoby można umrzeć.
Psychicznie, fizycznie. Duchowo. Ale można być w stanie zamarcia bardzo wiele
dni. Mimo tych malutkich płomyków, które sami zapalamy, albo ktoś je zapala, po
chwili wiejąc nam w oczy chłodnym wiatrem. Jednak przeżywamy i gorsze rzeczy.
Śmierć. Zdradę. Choroby. I wiele innych strasznych rzeczy. Więc dlaczego ze
złamaną duszą nie żyć dalej?
|
||



