| Ostatnia para |
|
|
|
Spis treści
Strona 4 z 5 Dzień osiemnasty Alicja przyszła. Cipa zrzuciła mnie z łóżka, wylała wódkę z siedemnastu butelek od szefa do kibla, zabrała mi portfel z gotówka i kartami kredytowymi, zrobiła zakupy i poszła. Nie pomogły krzyki ani przekleństwa, co za głupia suka, to jest moje życie!! i jak chcę je zachlać to moja sprawa!!! Odpierdolcie się!! W szufladzie miałam zawsze włożone parę stów na wszelki wypadek gdyby mi torebkę ukradli, poszłam do monopolu i kupiłam wódkę. Otworzyłam ją i włączyłam radio... leciała nasza muzyka.. ta, przy której Meg tańczyła dla mnie wieczorami na środku pokoju. Klęknęłam w tym miejscu i popłakałam się. Całe moje życie to syf. Wszystkim co miałam, była ona, to dla niej pracowałam, żeby jeździć z nią na wakacje, żeby zasypywać ją prezentami ,żeby kochać się z nią w jedynym siedmiogwiazdkowym hotelu na świecie. To było w Dubaju, dwa lata temu, 2000 dolarów za noc.. harowałam na to mnóstwo czasu, z lotniska zabrała nas śnieżnobiała limuzyna rolls royce.. Meg miała takie zachwycone oczy... i wtedy gdy całowała mnie w Al Maharze, nie mogąc nadziwić się pięknu restauracji urządzonej pod powierzchnia morza. Oddałabym jej wszystko, łącznie z nerką, sercem i mózgiem, gdyby akurat tego zażyczyła sobie do przeszczepu. Dubaj.. i tamte noce.. zamienione na panią hydraulik. Kurwa mać.. może ja powinnam była dawać jej ostry Seks z młotkami wsadzanymi w narządy płciowe a nie najpiękniejsze krajobrazy świata? Może podchodziłam do tego wszystkiego przez kasę? Chciałam jej dać to, co najpiękniejsze, najdroższe, najlepsze, żeby mogła czuć się panią tego świata, królową.. moją królową.. i co? I dostałam pałą w łeb. Może trzeba ją było zabrać do piwnicy i rżnąć na zimnej posadzce do siódmych potów? Ale dlaczego przez 14 lat nie wspomniała mi o tym nawet słowem? Dlaczego??! Jestem idiotką. Idę się napić. Dzień dziewiętnasty Dzisiaj są moje urodziny, leżę w stosie butelek po wódce i zastanawiam się czy mam ochotę iść do banku wybrać pieniądze. Alicja się narazie nie pojawiła, czy ona naprawdę myśli ,że jak zabierze mi portfel to uratuje mnie od nie kupowania alkoholu? Kobiety są czasem takie głupie. Zjadłam pomarańcza, który skisł parę dni temu. Chciałam się upoić Meg. Alicja przyszła wieczorem, z dwiema wielki torbami, oznajmiając że się wprowadza i to jest mój prezent urodzinowy. Nawet nie miałam siły jej zwyzywać. Usiadła na kanapie a ja mocno zacisnęłam miedzy nogami butelkę wódki, żeby mi jej nie zabrała i ryczałam. Dzień dwudziesty Nie żyję, Alicja kręci się po mieszkaniu robiąc obiad a ja wyciągam ukradkiem butelki pochowane za łóżkiem i popijam. Ukradłam z jej torebki mój własny portfel. Powód do radości. Obiad zwymiotowałam. Bo podała mi sałatkę z oliwkami, a Meg lubiła oliwki. Chyba jestem chora psychicznie. Wieczorem potknęłam się o trampki Meg, przez tyle dni nawet ich nie zauważyłam. Popłakałam się, wzięłam te trampki i tuliłam jej do siebie, jak coś najdroższego sercu. Brak mi jej brudnych skarpetek. |
||





