Ostatnia para Drukuj Email
Spis treści
Ostatnia para  -  Dzień pierwszy  -  Dzień jedenasty  -  Dzień osiemnasty  -  Zakończenie


Mam na imię Alicja, jestem Kobietą. Mam 38 lat. Mieszkam z Cler. Albo jej duchem, Wczoraj wyrzucili ją z pracy, nie umiem już do niej dotrzeć. Siedzi na łóżku i nie porusza się. Przestała pić, chyba nie ma siły sięgnąć po butelkę. Wzywałam psychologów i lekarzy. Nic, przestała odpowiadać i reagować na otoczenie.
Dzisiaj popołudniu nie wytrzymałam, nie mogłam już patrzeć jak się męczy. Zadzwoniłam po nich, przyjechali, popatrzeli, wysłuchali i zabrali ją do zakładu. Jeżdżę do niej codziennie, nie rozumiem jak to się mogło stać. Przecież ona jest taką wspaniałą kobietą.. Albo była, bo teraz to tylko strzępek życia. Roślina, której otwierają tam usta żeby wrzucić jakąś tabletkę w płynie, bo przestała przełykać. Dbam o jej mieszkanie, bo przecież któregoś dnia ona tu wróci. Bardzo w to wierzę. Spotkałam się z Meg, jest szczęśliwa ze swoją kobietą, mieszkają w małym mieszkanku gdzieś na obrzeżach miasta i jest im dobrze. Tego też nie rozumiem, dla Meg Cler po prostu zniknęła, wypaliły się wszelkie uczucia, ot- 14 lat pięknej przeszłości i koniec. Tak przecież bywa. Nic nie da rady zmienić.
Nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć, przykro mi po prostu. Meg i Cler były dla mnie jakimś takim wyznacznikiem wierności i stałości, czegoś czego nic nie może zmienić ani naruszyć. Hm..no nic, niestety już po wszystkim. Co ja mogę na to poradzić?
Chciałabym mieć taką kobietę jak Cler..jeśli kocha to aż do śmierci? Możliwe.
Ostatnio zrobiła mały postęp, kiedy u niej byłam, powiedziała, że ma ochotę na pomarańcza. Kupiłam natychmiast i zjadła, wprawdzie nie dała rady obrać go sama ani włożyć do ust, ale pogryzła samodzielnie.
I oczy uśmiechnęły się jej na chwilę .
Komentarze (9)add comment

anna13 said:

 
nie popłakałam się, ale za to opowiadanie bardzo mi się spodobało...
styczeń 20, 2008

matti said:

 
a ja nie płacze bo już za stara na to jestem ale tutaj to bym sobie tak łzę uroniła.Pięknie okrutna opowieśc.
luty 28, 2007

**NOC*** said:

 
nie moge się przekonać do "zwyczajności wypowiedzi" jak to napisał ktoś,ale ogólnie tekst mi się podoba...ja bym tu i ówdzie wtrąciła kika pięknych słow,zeby nie był tak " rozebrany".....
luty 25, 2007

krakow_33 said:

 
No... Prawie, jak z mojego życia wzięte... Może z tą róznicą, że nie rzygam ;D
Bardzo trafne zdania, jasne i po prostu. Bez ubierania w piękne słowa.
luty 23, 2007

betii said:

 
Muszę przyznac piekna opowiesc " naprawde " daje do myslenia
luty 16, 2007

Moniq34 said:

 
Witam,

No cóż...Ja też się popłakałam...Zwłaszcza dlatego, że tak bardzo to przypomina moje życie w przeciągu ostatniego pół roku :( Etap picia mam już za sobą ale...reszta...W pełni identyfikuję się z Cler.
Serdecznie gratuluję autorce tak realistycznego przedstawienia ogromu miłości.
luty 16, 2007

SHIDA said:

 
Brawo, polaczenie subtelnosci milosci z dramatyka walki o nia i zwyczajnoscia wypowiedzi.
Szczerze powiedziawszy myslalam ze wygra wycackany stylistycznie i pelen euforii text ale sie bardzo milo pomylilam.
Widze tendencje do naturalizmu w pisaniu i to mnie strasznieeeeee cieszy.
Ubarwione romansidla sa juz chyba zamdle przynajmniej jak dlamnie.
;) ;)
luty 16, 2007

Martyna said:

 
Niesamowicie mocne, ciężkie, z każdym kolejnym etapem nie dające szansy czytelniczce na budowanie nadziei na odwrót.
Ale ta nadzieja, choć nie do końca oczekiwana, pojawia się.

Ogólnie opowieść o bezgranicznej miłości, jej braku, zniszceniu i nadziei.
jest bardzo wymowna, dla mnie piękna i emocjonalna.
SIe popłakalam...........
luty 16, 2007

Morgan said:

 
Genialne.
luty 16, 2007

Napisz komentarz
busy

kobieta