• Powieksz rozmiar czcionki
  • Pomniejsz rozmiar czcionki
  • Domyslny rozmiar czcionki
Posiadana Drukuj Email
Spis treści
Posiadana  -  Strona 2
Weekendy to nasz czas. Rzadko się wtedy z kimś spotykamy, a jeśli już, to zapraszając na kolację, lub wieczorowego grilla. Tego wieczoru zaprosiłaś na kolację Marka, naszego ogrodnika. Zdziwiło mnie to trochę, bo nie robiłaś tego przedtem, lecz pomyślałam że pewnie chcesz z nim przy okazji omówić jakieś sprawy związane z ogródkiem.

W miłym nastroju zjedliśmy kolację w jadalni, po czym przenieśliśmy się na kanapy w dużym pokoju. Wypytywałaś go o różne rośliny i drzewa, dolewając mu wina do kieliszka. Po jakimś czasie przysunęłaś się bardzo blisko mnie, wsuwając mi rękę pod bluzkę. Marek ucichł i zamarł w bezruchu.

- Ładne ma piersi, prawda? zwróciłaś się z pytaniem do Marka.
Nie udawaj że o tym nie myślałeś, bo widziałam jak na nie zerkałeś podczas kolacji.
Cisza wypełniła pokój. Marek odstawił kieliszek na stół przed sobą, cały czas spoglądając na twoją rękę, która pod bluzką pieściła moją pierś.
-Zdejmij bluzkę, kochanie. Twój glos nie tolerował sprzeciwu.
-Chodź do nas, Marku. Nareszcie sobie popatrzysz...

Podszedł, siadając po mojej drugiej stronie. Wstyd i podniecenie rozpalały moje policzki.
Dlaczego tak robisz? Dlaczego postawiłaś mnie w tej sytuacji? Dlaczego nie wstanę i nie wyjdę z tego pokoju? Nie mogłam się ruszyć, Serce biło mi jak szalone, a twoje dłonie na moich piersiach sprawiały, że rozkosz rozlewała się w moim ciele. Obecność Marka jedynie pogłębiała tą rozkosz, bo pragnienie w jego oczach wzniecało we mnie perwersyjną satysfakcję. Rozpinając mój stanik, jednym ruchem odsłoniłaś moje piersi.

Sutki czekały już na pieszczotę, tęskniły za nią. Lekko zacisnęłaś na nich palce, delikatnie podciągając je w górę. Zamknęłam oczy. Wtedy chwyciłaś jego rękę, kładąc ją na mojej piersi.
-Dotknij... Wiem, że tego chcesz. Znów ten glos nie znoszący sprzeciwu.
Dotknął. Wpierw delikatnie, potem z coraz większym wymaganiem. Bałam się otworzyć oczy i spojrzeć na ciebie. Bałam się tego, co w nich mogę zobaczyć. Poczułam twój oddech na mojej twarzy. Leciutki pocałunek rozchylający mi usta po chwili zamienił się w wymagający, pochłaniający i odbierający oddech.

Całując mnie wzdłuż szyi, leciutko muskając zębami, posunęłaś się w dół, do mojej piersi, zaczynając ją pieścić ustami. Zakręciło mi się w głowie. Po chwili Marek również zaczął mnie pieścić ustami. Twoje miękkie usta, doskonale znające próg mojej wytrzymałości, walczyły o mnie z ustami Marka. Orgazm jak cios przeszył moje ciało.
-Jak często o tym myślałaś? syknęłaś mi do ucha, łapiąc mnie za włosy na tyle głowy. Nie mogłam odwrócić twarzy, wiedząc że na mnie teraz patrzysz.
-Otwórz oczy. Spójrz na mnie. Znów ten glos...
Otworzyłam oczy i spojrzałam na ciebie. Niebieski kolor twoich oczu zmienił się w prawie czerń.
-Widziałam jak czasem na niego patrzysz, kiedy pracuje w ogrodzie. Marzysz o facecie? Potrząsnęłam zaprzeczająco głową.
-Nie. Nie marzę. Uciszyłaś mnie pocałunkiem.
-Nie szkodzi. Może nawet o tym nie wiesz.
Przybliżając znów Twarz do mojego ucha i całując je, wyszeptałaś:
-Ale podobało ci się, prawda? Suko... Coś w twoim glosie dało mi do zrozumienia że to jeszcze nie koniec, i że nic mnie nie uratuje.


kobieta