| Wspomnienie I |
|
|
| Wpisała: @lterego | |
|
Wszystko, co dotyczyło
Zuzanny, było niezwykłe, włącznie z naszym pierwszym spotkaniem. Pamiętam je
doskonale, chociaż miało ono miejsce już dobre kilka lat temu. To był wtorek. Zwyczajny, listopadowy wtorek, który nie zapowiadał się niczym niezwykłym, szczególnie,
że wczesnym rankiem obudziła mnie kolejna poranna kłótnia sąsiadów zza ściany. Byłam
półprzytomna, bo do drugiej nad ranem szlifowałam ostatki zamówionego przez
klienta projektu strony internetowej, a kłótnia sąsiadów nie wniosła żadnych nowych
argumentów po którejkolwiek stronie. Nudni byli, wiecznie żarli się o to samo,
nie wyciągając żadnych wniosków. Zaparzyłam sobie herbaty, wyczekując momentu sąsiedzkiego
trzaśnięcia drzwiami przez pana domu, i krótkiej wiązki wyzwisk, rzuconej za nim
przez jego żonę. Po prostu zwykły wtorek. Byłam trochę spóźniona na prezentację projektu, co bardzo mi przeszkadzało w odnalezieniu równowagi przed spotkaniem z właścicielem firmy. Był nim Anglik, który z niewiadomych powodów przeniósł się do Polski, i otworzył sobie biuro reklamowe, o dziwacznej nazwie „Cherry on Top". Jakim cudem z taką nazwą jeszcze istniał na rynku? Widocznie znał się na swoim fachu, bo robiąc projekt, zorientowałam się, że firma miała dość imponujące portfolio. Wpadając do recepcji, wysapałam do recepcjonistki, że jestem umówiona z szefem. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, uśmiechnęła się uroczo, i powiedziała, że szef już na mnie czeka. Ruszyłam więc po miękkiej wykładzinie korytarza, w stronę narożnego biura, w którym ostatnio odebrałam zamówienie projektu. Po drodze zerknęłam w wiszące na ścianie lustro, z satysfakcja stwierdzając, że moja nowa, krótka fryzura, naprawdę się sprawdza, bo nawet po całym tym pośpiechu wyglądałam, jakbym wyszła prosto od fryzjera. Odwracając wzrok od swojego odbicia, nie byłam przygotowana na widok, który zastałam w narożnym pokoju szefa. Stała tyłem do mnie, przechylając się przez szerokie biurko, i usiłowała wyciągnąć, lub wepchnąć coś, do uchylonej po przeciwnej stronie szuflady. Też chciałabym mieć taka sekretarkę! Miała na sobie granatową, obcisłą sukienkę, która uwydatniała wszelkie atuty jej ciała, szczególnie w pozycji, w której uparcie szarpała się z biurkiem. Zatkało mnie. A to rzadko się zdarza.
Z sapnięciem
zdenerwowanej kotki, wyprostowała się nagle, odwracając Twarz w moja stronę. Poczułam
się głupio, bo nie chciałam żeby myślała, że ją obserwuje od dłuższej chwili. Komentarze (2)
![]() Napisz komentarz
|






