• Powieksz rozmiar czcionki
  • Pomniejsz rozmiar czcionki
  • Domyslny rozmiar czcionki
Wspomnienie I Drukuj Email
(13 - ilość głosów)
Wpisała: @lterego   
Wszystko, co dotyczyło Zuzanny, było niezwykłe, włącznie z naszym pierwszym spotkaniem. Pamiętam je doskonale, chociaż miało ono miejsce już dobre kilka lat temu. To był wtorek. Zwyczajny, listopadowy wtorek, który nie zapowiadał się niczym niezwykłym, szczególnie, że wczesnym rankiem obudziła mnie kolejna poranna kłótnia sąsiadów zza ściany. Byłam półprzytomna, bo do drugiej nad ranem szlifowałam ostatki zamówionego przez klienta projektu strony internetowej, a kłótnia sąsiadów nie wniosła żadnych nowych argumentów po którejkolwiek stronie. Nudni byli, wiecznie żarli się o to samo, nie wyciągając żadnych wniosków. Zaparzyłam sobie herbaty, wyczekując momentu sąsiedzkiego trzaśnięcia drzwiami przez pana domu, i krótkiej wiązki wyzwisk, rzuconej za nim przez jego żonę.
Po prostu zwykły wtorek.
Byłam trochę spóźniona na prezentację projektu, co bardzo mi przeszkadzało w odnalezieniu równowagi przed spotkaniem z właścicielem firmy. Był nim Anglik, który z niewiadomych powodów przeniósł się do Polski, i otworzył sobie biuro reklamowe, o dziwacznej nazwie „Cherry on Top". Jakim cudem z taką nazwą jeszcze istniał na rynku? Widocznie znał się na swoim fachu, bo robiąc projekt, zorientowałam się, że firma miała dość imponujące portfolio.
Wpadając do recepcji, wysapałam do recepcjonistki, że jestem umówiona z szefem. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, uśmiechnęła się uroczo, i powiedziała, że szef już na mnie czeka. Ruszyłam więc po miękkiej wykładzinie korytarza, w stronę narożnego biura, w którym ostatnio odebrałam zamówienie projektu. Po drodze zerknęłam w wiszące na ścianie lustro, z satysfakcja stwierdzając, że moja nowa, krótka fryzura, naprawdę się sprawdza, bo nawet po całym tym pośpiechu wyglądałam, jakbym wyszła prosto od fryzjera.

Odwracając wzrok od swojego odbicia, nie byłam przygotowana na widok, który zastałam w narożnym pokoju szefa. Stała tyłem do mnie, przechylając się przez szerokie biurko, i usiłowała wyciągnąć, lub wepchnąć coś, do uchylonej po przeciwnej stronie szuflady. Też chciałabym mieć taka sekretarkę! Miała na sobie granatową, obcisłą sukienkę, która uwydatniała wszelkie atuty jej ciała, szczególnie w pozycji, w której uparcie szarpała się z biurkiem. Zatkało mnie. A to rzadko się zdarza.

Z sapnięciem zdenerwowanej kotki, wyprostowała się nagle, odwracając Twarz w moja stronę. Poczułam się głupio, bo nie chciałam żeby myślała, że ją obserwuje od dłuższej chwili.
- Ja do pani szefa...mruknęłam niezdarnie.
Nie mogłam od niej oderwać wzroku, bo dawno nie widziałam kogoś tak emanującego kobiecością. Ciemnie, długie włosy, układające się w fale poniżej ramion, orzechowe oczy podkreślone subtelnym makijażem, i piękne usta, rozchylone w lekkim uśmiechu. Wszystko w niej zwracało na siebie uwagę. Usiadła na biurku, przy czym nie udało mi się nie zauważyć, że miała na sobie pończochy na podwiązki. Kto do biura ubiera się w pończochy na podwiązki? Boże... To nie może być prawdziwa kobieta. Stałam jak przysłowiowy wół, gapiąc się na nią.

Zwinnym ruchem zsunęła się z biurka, i podchodząc do mnie, wyciągnęła dłoń na powitanie.
-Chyba jednak do mnie, powiedziała z szerszym uśmiechem, ściskając moją rękę. Uścisk jej dłoni był pełen energii i ciepła. Zapraszając mnie do środka pokoju, jedną ręką odgarnęła włosy opadające jej na ramiona, odsłaniając na chwilę delikatną skórę karku. Gest ten przykul całą moją uwagę, i prawie nie słyszałam, kiedy podała mi swoje imię.
-Jestem Zuzanna. Zuzanna Wiśniew.
-Karina...wybełkotałam, ledwo odrywając oczy od jej włosów. Proszę mi mówić Karina.

Wieczorem, kiedy sąsiedzi ponownie żarli się za ścianą, siedziałam w półmroku, przypominając sobie jej twarz.
Zuzanna... Zuzanna Wiśniew. Dopiero wtedy zaskoczyłam. Wiśniew. Cherry on Top. Ten Anglik nie tylko znał się na fachu, ale również musiał być dowcipny. Nie było wątpliwości, kto w tej firmie tak naprawdę rządzi. Z uśmiechem na twarzy zajęłam się zmianami projektu, wedle życzeń Zuzanny. Nie mogłam przestać się uśmiechać, więc uśmiechałam się aż do zaśnięcia, a może i nawet chwilę potem.

Komentarze (2)add comment

anna13 said:

 
dosyć ciekawie się zaczęło to opowiadanie... zgodzę się z przedmówczynią jest naprawdę urocze, a nazwa "Cherry on Top" ... heheh dobra naprawdę dobra... ok przechodzę już do kolejnej części... :)
styczeń 22, 2008

kate777 said:

 
Nie mogę doczekać się zakończenia...a jeszcze bardziej środka tego uroczeg opowiadanka:)
sierpień 24, 2007

Napisz komentarz
busy

kobieta