• Powieksz rozmiar czcionki
  • Pomniejsz rozmiar czcionki
  • Domyslny rozmiar czcionki
Wspomnienie II Drukuj Email
Powracałam do niej myślami już drugi miesiąc, kiedy pewnego dnia, odbierając telefon, ponownie usłyszałam jej glos.
-Karina? Mówi Zuzanna Wiśniew.
-Witam.
Momentalnie miałam przed sobą wizję jej osoby z tamtego listopadowego dnia. Serce podeszło mi do gardła, i poczułam nagły skurcz żołądka. Rany, co się ze mną dzieje? Czy te jej pończochy wywarły na mnie aż takie wrażenie? Nie nadążałam za własnymi emocjami, wywołanymi przez głos tej nieznanej kobiety.
-Chciałabym się z tobą spotkać, Karino.
Czyżby niebiosa uznały, że czas spełnić moje marzenia? Z głupawym uśmiechem na twarzy - wiem, że był głupawy, bo stałam przed lustrem w przedpokoju - odparłam radośnie:
-Bardzo chętnie!
-Twój projekt jednak nie działa, tak jak chcemy.
Jej słowa zgasiły mnie kompletnie. Skurcz żołądka wzrósł do morderczych proporcji. Ale ze mnie debil! Myślałam, że ona chce mnie zaprosić na kawę, na drinka, na cokolwiek... A tu się okazuje, że mój projekt się jej jednak nie podoba. Oparłam się o ścianę w przedpokoju, martwym głosem zgadzając się na proponowaną przez Zuzannę porę spotkania.
Pamiętam, że wręcz wlokłam się na to spotkanie. O mało nie powłóczyłam za sobą po ziemi szalikiem, kiedy człapiącym krokiem dotarłam do recepcji w biurze agencji pani Wiśniew. Recepcjonistka na mój widok skinęła jedynie głową w stronę korytarza, prowadzącego do narożnego pokoju Zuzanny. Rzadko, bardzo rzadko zdarzało się, że klient nie był zadowolony z mojej pracy i oddanych projektów. Nie umiałam się odnaleźć w tej sytuacji, którą pogarszała jeszcze moja ewidentna słabość do Zuzanny. Wiedziałam, że nie będę w stanie logicznie myśleć, i w razie potrzeby bronić moich rozwiązań projektu.

Siedziała przy biurku, wpatrzona w ekran komputerowy. Przystanęłam na moment w drzwiach, obserwując ją w ciszy. Podniosła wzrok, tak jakby wyczula moja obecność.
-Jak dobrze, że jesteś, Karino! Mam nadzieję, że mi pomożesz... Proszę, spójrz na to!
Z niecierpliwością machnęła ręką w stronę ekranu. Podchodząc bliżej, poczułam delikatny zapach jej perfum. Utknęły mi w pamięci, jak i zresztą cała jej osoba, ale nigdzie nie mogłam ich odnaleźć. Nie wiedziałam, jak się nazywają, a moje mętne próby opisywania ich ekspedientkom w sklepach, do niczego nie doprowadziły. Przez dwa miesiące szukałam po sklepach tych perfum, bo coś we mnie ponownie chciało je powąchać. Nie miałam zamiaru ich kupować, chciałam tylko je powąchać... Dowiedzieć się jak się nazywają, żeby mieć świadomość o czymś, co dotyczyło Zuzanny.  

-Usiądź, proszę. Wskazała na krzesło stojące obok niej za biurkiem. Usiadłam.
Zuzanna szybko przerzucała strony witryny, wskazując na miejsca, w których pragnęła zmian. Czasem przekrzywiała w zastanowieniu głowę, a kiedy coś dłużej przemyśliwała, lekko marszczyła brwi. Chciałam ją pocałować w tą zmarszczkę...
-Tak naprawdę nie chodzi o to, że projekt mi się nie podoba...lub, że nie jest funkcjonalny... Zuzanna patrzyła mi prosto w oczy, i miałam wrażenie, że jest w stanie czytać moje myśli. Czułam, że robi mi się gorąco.
Nagłym ruchem dotknęła mojej dłoni, i przechylając się w moja stronę, teatralnym szeptem dodała:
-Zmieniłam zdanie. Taka już jestem, że czasem zmieniam zdanie.

Uśmiechnęła się do mnie łobuzersko, i puszczając moja rękę, rozparła się wygodniej w swoim fotelu. Siedziałyśmy obok siebie, ona rozparta, ja w oczekiwaniu na jej kolejny ruch. Za oknem było już ciemno, i wiał mocny, zimny wiatr. Nie chciałam opuszczać tego miejsca, mogłam zostać przy tym biurku do końca świata, żeby tylko ona pozostała przy nim ze mną.
-Pomożesz mi? zapytała po długiej chwili ciszy.
-Z przyjemnością, odparłam pewnym siebie tonem.
-Cieszę się. Nie musiałam na nią patrzeć, żeby słyszeć uśmiech w jej głosie.

Przeciągnęła się jak kot, wstając z fotela. Ukradkiem spojrzałam na nią, łapczywie rejestrując wszelkie detale jej ruchów. Chciałam zapamiętać wszystko, ukraść kawałek jej tylko dla siebie, żeby do niego powracać, kiedy w ciemności nocy sen świecił swoją nieobecnością, a miliony myśli wypełniały moją świadomość. Chciałam wtedy myśleć o Zuzannie, i usypiać z jej obecnością w moich myślach. I taki był początek... Początek nocy marzeń i westchnień, wypełnionych Zuzanną.

Komentarze (0)add comment

Napisz komentarz
busy
kobieta