| Wspomnienie IV |
| Wpisała: @lterego | |
| 25.08.2007. | |
|
-Nieźle
świrujesz, powiedziała z przekąsem Ewa. -Przestań się ze mnie nabijać, odparłam z pretensją. Ewa pokazała mi język, po czym zapatrzyła się chwilowo w przestrzeń. Miewała takie zawieszenia, śmiałam się z niej czasami, że jej się system operacyjny zacinał. Ale dziś nie było mi do śmiechu. Byłam spięta do granic wytrzymałości, i spotkanie z Ewą miało mnie uspokoić. Ewa wcale nie wywiązywała się ze swojego zadania, wręcz przeciwnie, pogłębiała moja niedolę, porównując mnie do nastoletniej gówniary. I to miała być przyjaciółka? -Nie nabijam się, mówię ci tylko, jak się zachowujesz. Chyba nie myślisz, ze taka laska na ciebie uwagę zwróci, jeśli będziesz się zachowywać jak niedorozwinięta? Ewa była bezlitosna, ale miała rację. -To co niby mam robić? zapytałam z lekką nutą histerii w głosie. -Nie świruj. Łatwo jej mówić, to nie ona była obsesyjnie zakochana w mężatce, tylko ja. Powód mojego spięcia był dość prozaiczny. Cherry on Top obchodziło swoje pięciolecie na polskim rynku, i organizowało z tego powodu imprezę w jednym z Warszawskich hoteli. Jako stała współpracowniczka, byłam oczywiście zaproszona na „urodziny wisienki". Ja, i pół miliona innych osób, ale o tym wolałam nie myśleć. Była to pierwsza okazja do spotkania się z Zuzanną w luźniejszych warunkach. -Nie mów mi, że chcesz ją upić i uwieść. Ewa patrzyła na mnie z politowaniem. -Wcale tak nie mówię! A nawet jeśli, to co z tego? Ewa popukała się wymownie w głowę. -Nie uda ci się taki numer, nie z nią, odpowiedziała dobitnie Ewa. -Nie mam z ciebie żadnego pożytku! wybuchłam z ponowną pretensją w głosie. Ewa była niewzruszona, i wymownym cmoknięciem dała mi do zrozumienia, że zaczynam ją denerwować. Umilkłam potulnie, chociaż moje wnętrze było już bliskie eksplozji. Wedle instrukcji Ewy, przybyłam na imprezę dwie godziny po jej zaczęciu. „Żeby nie wyglądało, że ci zależy." Nie, wcale mi nie zależy... Wzrokiem szukałam Zuzanny w tłumie bawiących się osób. Nigdzie jej nie było. Poznawałam część osób w lokalu, kilka z agencji, innych z łam kolorowych magazynów. Przepychając się do baru, usiłowałam rozglądać się po pełnej sali. Wyposażona w sponsorowanego drinka, zaczęłam w myślach przeklinać dobre rady Ewy. Zuzanna pewnie rozkręciła ten bal, i szybko zwiała. Może przez moje głupie udawanie, „że mi nie zależy", minęłam się z nią? Może jest już w domu, lub w drodze do domu, gdzie zapewne będzie uprawiać zmysłowy Seks z angielskim mężem, przy blasku świec i rozpalonego kominka? Automatycznie zacisnęłam szczęki, kiedy wyobraziłam sobie Bogu ducha winnego męża Zuzanny, w trakcie miłosnego aktu. Jednak świruję, i to coraz bardziej... Ewa miała rację. Cholera... Zaklęłam pod nosem, przepychając się do wyjścia. Stała przy głównym wyjściu, tuż przed hotelem. Pomachała za odjeżdżającą taksówką, po czym oparła się z głębokim westchnieniem o filar przy wejściu do lobby. W świetle księżyca robiła na mnie piorunujące wrażenie. Zatrzymałam się, nie wiedząc, co powinnam robić. Był to jakiś bardzo prywatny moment, nigdy przedtem nie widziałam jej w taki sposób. Bezszelestnie zrobiłam krok do tyłu, wtapiając się w cień. Serce biło mi tak mocno, że byłam pewna, że Zuzanna je usłyszy. Nie usłyszała. Stała oparta o filar, w wieczorowej, czarnej sukience. Pochyliła głowę, rozpuszczone włosy zasłoniły jej Twarz. Chciałam do niej podejść, ale nie byłam w stanie się ruszyć. Nie wiem, jak długo obserwowałam Zuzannę, kiedy nagle zadrżały jej ramiona. Czyżby było jej smutno? Może płakała? Mogę ją pocieszyć! Tysiące myśli zaczęło tworzyć setki scenariuszy, w których zapłakana Zuzanna rzuca mi się w ramiona, a ja rycersko ją ratuje od łez. Poczekaj, idiotko... Może ona wcale nie płacze? Jest jej po prostu zimno. Stoi w wieczorowej sukience, a ziemia migocze od szronu. To była moja szansa. Wyłoniłam się z ciemności, podchodząc do niej. Z lekkim zdziwieniem odwróciła się do mnie, śledząc moje ruchy. Bez słów otuliłam ją moim płaszczem, i wsadzając dłoń pod jego kołnierz, poprawiłam jej rozpuszczone włosy. -Dziękuję... Rozmawiałyśmy tego wieczora. Tak, jak nigdy przedtem. Stojąc przed hotelem, rozmawiałyśmy o wszystkim, co nam przyszło do głowy. Nie czułam chłodu powietrza, nie zwracałam uwagi na spojrzenia, jakimi obdarzali nas przechodzący goście. Istniała jedynie Zuzanna, jej głos, i jej uśmiech. Otulała się moim płaszczem, chowała się przed chłodem, tak, jak chciałam, żeby chowała się w moje ramiona. Ze śmiechem opowiadała o początkach agencji, nieporozumieniach językowych i różnorakich pomyślnych pomyłkach, które sprawiły, że agencja odbiła się od reszty. Słuchała o moich walkach z programami, dyscyplina pracy, i moim własnym lenistwem. Powiedziałam jej nawet o moich krzyczących sąsiadach. -Oni naprawdę się codziennie tak samo kłócą? -Prawie tak samo. -To chodź, podsłuchamy ich! Chcesz? Patrzyła na mnie z tym łobuzerskim uśmiechem, czekając na moją odpowiedź. Serce zabiło mi mocniej, kiedy skinęłam potakująco głową. Zuzanna bez słowa złapała mnie za rękę, i pociągnęła za sobą. Przemknęłyśmy przez hotelowe lobby do windy, prowadzącej na podziemny parking. Zuzanna wyłowiła kluczyki od samochodu z dekoltu sukienki, ciągnąc mnie w stronę pojazdu. Wschód słońca wlewał się różowozłotymi promieniami przez okno mojej sypialni. Siedziałam na łóżku, oparta o ścianę. W odległości kilku centymetrów od mojej ręki, przykryta puchowa kołdrą, spała Zuzanna. Budzik tykał spokojnie na stoliku, wypełniając pokój rytmicznym odgłosem mijających sekund. Wzrokiem wodziłam po rysach jej śpiącej twarzy, po łukach brwi, po zaróżowionych od snu policzkach, po cudownie miękko wyglądających ustach, po gęstych szeregach ciemnych rzęs, rzucających cienie na delikatną skórę pod jej oczami... Odgarniając jej włosy z poduszki, położyłam na ich miejscu moją twarz. Długo leżałam bez ruchu, słuchając jej spokojnego oddechu. Przysuwając się bliżej jej włosów, wciągnęłam ich zapach do nosa, po czym wtuliłam w nie twarz. Rzeczywistość pokonała wszelkie moje fantazje. Naśladując rytm oddechu Zuzanny, zapadłam w sen, powtarzając sobie w myślach jedno zdanie: Nigdy ciebie już nie puszczę... Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|




