| Żelazna brama |
|
|
| Wpisała: @lterego | ||
|
Spis treści
Strona 1 z 3 Kiedy byłam mała,
często byłam smutna. Nie w chwilowy, przemijający sposób jakiejś dziecinnej
tragedii, lecz z ogromna, oszałamiającą pasją. Moj Smutek był wielki, niewyrażalny,
i bezgraniczny jak morze, którego fale przybijały do brzegu miasta w którym mieszkałam.
W ciemne, mokre dni, opierałam się na rękach i patrzyłam przez okno na Deszcz ciężko
padający na nasz ogródek, i miałam wrażenie, ze przecieka on w głąb mojej
duszy. Łzy płynęły mi po
policzkach, jak krople deszczu spływające po szybach okien."Znowu zaczyna", mawiał wtedy mój ojciec. Zaczęłam szkolę w brunatny, mokry dzien. Drzewa przy ulicy do klasztoru miały długie, okapujące gałęzie, zapach wilgotnych płaszczy unosił się w szatni, w której panowało echo nieznajomych głosów. Przytuliłam się do mamy, chcąc ją zapytać, dlaczego musiałam zostać w tym ciemnym, pełnym głosów budynku, ale ona rozmawiała z zakonnica. Czułam łzy pchające się do oczu. Wyciągnęłam rękę do mamy, ale jakaś obca, twarda dłoń chwyciła moją. "Mamo" wykrztusiłam ze zdziwieniem. Mama rozumiała, ale tak jak ja, była bezsilna w obliczu tradycji, zakonnej czerni, oraz robienia tego, co dla mnie dobre. Widziałam jak się cofa, wiedząc ze może juz nigdy nie wrócić. Wyrwałam się tej zimnej dłoni, która mnie przytrzymywała, i pobiegłam za mamą. Kiedy udało mi się wreszcie otworzyć ciężkie drzwi, było juz za późno. Żelazna brama była zamknięta miedzy nami, pozostawiając ją po jednej stronie, a mnie po drugiej. Szarpałam za nią, ale cala moja pięcioletnia siła, nie wystarczyła, żeby pokonać jej ogromnego ciężaru. Stopniowo przyzwyczaiłam się do ekscentryzmu szkoły, z zadowoleniem powracając do mamy, kiedy o trzeciej zwalniał mnie szkolny dzwonek. Dzikie zwierzę mojego smutku było oswajane. Śmiałam się, i czasem nawet byłam łobuzem w szkole, ale kiedy nadeszła Wielkanoc, i zakonnice z powagą opowiadały o Chrystusie, czułam ciężar smutków świata na moich ramionach, bezgraniczny żal i łzy. Czasem, podczas ciemnych, burzliwych nocy, kiedy dom wydawał z siebie tajemnicze dźwięki, mój smutek powracał mnie męczyć. Wychodziłam wtedy z łóżka, uciekając w ramiona mojej matki. Czasami ojciec bardzo późno przychodził do domu, a czasami nie przychodził do domu wcale. |
||





