| Żelazna brama |
|
|
|
Spis treści
Strona 3 z 3 Nagle przyszedł prawdziwy smutek. Umarła moja mama. Kiedy umarła, ja stałam się ponownie dziecinna, i w dziecinny sposób usiłowałam cofnąć czas. Wyczuwałam ją gdzieś za tą barierą, i próbowałam ją cofnąć, znaleźć miejsce w którym była słabą, i w ten sposób się przepchnąć do mamy. Chciałam ją ponownie trzymać za rękę, odwrócić wszystkie niesprawiedliwe czyny jakie jej wyrządziłam, słowa i myśli, które mogły jej zrobić przykrość. Nagle posiadałam mądrość, którą chciałam się z nią podzielić, i myśli, które stały się możliwe jedynie przez fakt jej śmierci. Żałoba jest jak wilk, pożera wszystkie dni i wszystkie myśli, nie ustępuje jak głód. Tak, jak kiedy brakuje pożywienia, i wszystko nam o nim przypomina, tak mi w żałobie wszystko przypominało mamę. Żyła we mnie, może utrzymywałam ją w ten sposób przy życiu. Chowając te uczucia przed mężem i dziećmi, zagubiłam się w potajemnej tęsknocie i pragnieniu. Pewnego dnia, kiedy byłam sama, przyciągnęło moja uwagę stare pudełko po czekoladkach, pełne rzeczy należących do mamy. W nim znalazłam kartkę papieru, oznaczoną dziewięć z dziesięciu - list do wymyślonej przyjaciółki. Bez ostrzeżenia wybuchłam płaczem, gorące łzy cisnęły się do oczu w potoku cierpienia. Leżąc na podłodze, wypłakałam żal, który tak umiejętnie mi się udało schować. Bijąc pięściami w podłogę, do końca pojęłam wymiar mojej rozłąki z mamą. I nagle ponownie usłyszalam ten zadziwiająco słodki smutny odgłos z przed lat. Poznałam go, skomponowanego ze wszystkich łez od początku świata, wznoszący się i opadający, tak dotkliwie, jak najpiękniejsze smyczki od narodzin muzyki. Był to mój własny płacz, i słysząc go, moje palce ponownie zacisnęły się na nieustępującej, żelaznej bramie, usiłując na zawsze ją wyrwać z zawiasów. Komentarze (0)
![]() Napisz komentarz
|
||




